Co oglądam
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- mike
- Posty: 11236
- Rejestracja: 26-05-2019 23:22:28
- Lokalizacja: outer space
Re: Co oglądam
Serial nie dla mnie, z ledwością wymęczyłem pierwszy odcinek, ale tak samo Gra o Tron nie była dla mnie tzn. pierwsze sezony jeszcze całkiem spoko, gdzieś od czwartego ostry spadek i już bez gejozy (rzecz jasna nie tylko dlatego w dół). Nowy serial straszna nuda tam się nic nie dzieje, obyczajówka dla heteryków z kryzysem męskich przyjaźni, do tego ze znacznie niższym budżetem (HBO już nie stać na 20mln$ za odcinek jak było to przy GoT). Amerykańska krytyczka filmowa dostała od HBO wszystkie odcinki i powiedziała, że to serial o relacji głównego bohatera z tym łysym podrostkiem, tam się nic więcej nie będzie działo.
Mogliby sobie darować scenę ze sraniem. W HBO chyba jakiś scatofil pracuje, bo gówno widziałem już w sedesie finałowego odcinka And Just Like That, a teraz z tym rycerzykiem poszli jeszcze dalej pokazując gołą srającą dupę....
Mogliby sobie darować scenę ze sraniem. W HBO chyba jakiś scatofil pracuje, bo gówno widziałem już w sedesie finałowego odcinka And Just Like That, a teraz z tym rycerzykiem poszli jeszcze dalej pokazując gołą srającą dupę....
- marcin
- Posty: 16647
- Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
- Lokalizacja: PL
Re: Co oglądam
Mnie się GoT bardzo podobał 
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
- Hebius
- Posty: 18690
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Co oglądam
Pierwszy odcinek ma klimat, wiem ze to nie zabrzmi dobrze (a może zabrzmieć wręcz strasznie źle), ale Jacek Piekara tez tak uważa
A scena z defekacją bardzo dobra! Bohater patrzy rozmarzony na niebo, na ptaszka (rudzika?) na drzewie... zaczyna się motyw muzyczny z Gry o tron... i ciach widzimy srającą dupę. Wiem że to taki symbolizm dla prostaków, ale ja to kupuję
Ten pijany, co się obudził w karczmie z chwilą przybycia Dunka, był starszym bratem Aegona.
A scena z defekacją bardzo dobra! Bohater patrzy rozmarzony na niebo, na ptaszka (rudzika?) na drzewie... zaczyna się motyw muzyczny z Gry o tron... i ciach widzimy srającą dupę. Wiem że to taki symbolizm dla prostaków, ale ja to kupuję
Każdy, kto czytał opowiadania Martina może się tego domyślić bez znajomości serialu. Tzn. dostaliśmy jedynie potwierdzenie, że dostajemy ekranizacje, a nie luźną wariację na temat pomysłu. Ba! Dla czytających nie będzie żadnym twistem, że Jajo - czyli ten łysy dzieciak - to nie syn karczmarki, ale Aegon Targaryen, z tych Targaryen, mały książę, który kiedyś zostanie królem Aegonem Piątym.mike pisze: Amerykańska krytyczka filmowa dostała od HBO wszystkie odcinki i powiedziała, że to serial o relacji głównego bohatera z tym łysym podrostkiem, tam się nic więcej nie będzie działo.
Ten pijany, co się obudził w karczmie z chwilą przybycia Dunka, był starszym bratem Aegona.
- uzytkownik_konta
- Posty: 6590
- Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11
Re: Co oglądam
Obejrzałem film, o którym w zeszłym roku pośrednio wspominał Hebius (tj. cytując Dehnela):
Postanowiłem obejrzeć głównie ze względu na miejsce kręcenia; okazało się jednak, że to bardzo zajmujący film. Wyjaśniam, bo widać Dehnel nie zrozumiał, że te niekończące się rozmowy prezentują postawy, które wobec takiej tragedii można przyjąć (i się przyjmuje) - a tragedia jest symboliczna, tj. odnosi się do rozwarstwienia społecznego. Kolejne spotkania, które główna bohaterka odbywa, polegają na przedstawieniu punktu widzenia lewicowej i oświeconej aktywistki, która jednak nie ma możliwości zmienić kwestii systemowych, i człowiek sam nie wie, czy nie oddaje się przypadkiem syzyfowej pracy tylko po to, aby tak naprawdę nie zastanawiać się nad sprawą; punktu widzenia prawicowej, demagogicznej nacjonalistki, dla której źródłem wszelkiego zła są ci inni - i nie trzeba się tym zajmować, bo najważniejsze, że my jesteśmy ci dobrzy; człowieka klepiącego trzy po trzy pseudointelektualnym bełkotem, który służy i tak tylko temu, żeby zaruchać...
W każdym razie, komentarz co do tego, że cokolwiek sądzimy o zakończeniu tej historii dla głównej bohaterki, stan dysproporcji wokół trwa nadal, jasno pokazują nam właśnie te zdaniem Dehnela niewiele wnoszące "migawki z widoczkami miasta". Gdyby przyjrzał się dokładniej co na nich jest, zobaczyłby że właśnie to: dysproporcja pomiędzy kotłownią, którą nielegalnie zamieszkiwał denat, i jego stylem życia, a otoczeniem i ludźmi w nim, którzy ułożyli sobie życie obok niego i zupełnie inaczej. Sama historia życia zmarłego zdaje się być jakimś komentarzem na temat transformacji ustrojowej; z pewnością roboty, które niejednokrotnie pojawiają się w filmie, przedłużają tę narrację na zachodzące wokół nas zmiany technologiczne, podczas których - jak zawsze - będą wygrani i przegrani. W tym kontekście scena, w której jakiś dzieciak denerwuje księdza zdalnie sterowanym robotem, a temu puszczają nerwy i reaguje agresją, nie wymaga objaśnień.

Są tacy ludzie - i sądzę, że Dehnel jest jednym z nich - którzy oglądają film za filmem. Nawet jeśli ktoś jest bezrob... twórcą kultury, w związku z czym ma dużo wolnego czasu - jest z pewnością pewien limit tekstów kultury, który można przyjąć w jednostce czasu, po którego przekroczeniu to wszystko zacznie nam się trochę jebać w głowie, że tak się naukowo wyrażę. Coś mi się wydaje, że gdy się tychże tekstów pochłania tyle, co Dehnel, zjawisko to siłą rzeczy musi w końcu wystąpić - i się ogląda je równie bezmylśnie, jak ktoś, kto z kolei kapitału kulturowego w ogóle nie posiada. To, albo po prostu ja też lubię dużo rozmawiać na temat ważnych spraw, i najlepiej żeby nic z tego nie wynikało, więc mi ten film akurat przypadł go gustu. Z drugiej strony, Dehnelowi też rzadko zdarza się cokolwiek nowego wnieść do społeczeństwa, a słowa wylewa z siebie całymi arkuszami wydawniczymi, więc powinien się chyba ze mną zgadzać.
Czyli: "Kontinental '25", 2025, reż. R. Jude, 109 min.Hebius pisze: ↑25-07-2025 15:47:41(...)Jacek Dehnel na FB pisze:(...) Kontinental’25
reż. Radu Jude
Historia portretująca transylwański Kluż: była wykładowczyni prawa, pochodząca z miejscowej mniejszości węgierskiej, jest teraz komorniczką. Kiedy dochodzi do tragedii, zaczyna się obwiniać o śmierć eksmitowanego staruszka. I tak się obwinia, obwinia, jeździ po mieście, opowiada koleżankom, opowiada byłemu studentowi, opowiada księdzu; rucha się i spowiada, między tym są migawki z widoczkami miasta. Czemu to służy – cholera wie, po takim świetnym reżyserze bym się jednak spodziewał trzy razy lepszej rzeczy. Strata czasu. (...)
Postanowiłem obejrzeć głównie ze względu na miejsce kręcenia; okazało się jednak, że to bardzo zajmujący film. Wyjaśniam, bo widać Dehnel nie zrozumiał, że te niekończące się rozmowy prezentują postawy, które wobec takiej tragedii można przyjąć (i się przyjmuje) - a tragedia jest symboliczna, tj. odnosi się do rozwarstwienia społecznego. Kolejne spotkania, które główna bohaterka odbywa, polegają na przedstawieniu punktu widzenia lewicowej i oświeconej aktywistki, która jednak nie ma możliwości zmienić kwestii systemowych, i człowiek sam nie wie, czy nie oddaje się przypadkiem syzyfowej pracy tylko po to, aby tak naprawdę nie zastanawiać się nad sprawą; punktu widzenia prawicowej, demagogicznej nacjonalistki, dla której źródłem wszelkiego zła są ci inni - i nie trzeba się tym zajmować, bo najważniejsze, że my jesteśmy ci dobrzy; człowieka klepiącego trzy po trzy pseudointelektualnym bełkotem, który służy i tak tylko temu, żeby zaruchać...
Spoiler
...przy którego okazji widzimy także, jak główna bohaterka sięga po kolejne popularne lekarstwo: seks i alkohol. Swoją drogą, to jest całkiem dobry żart, bo ona ewidentnie wie, że on gada od rzeczy, i wrażenia to na niej nie robi, ale i tak decyduje się pójść na całość. Wreszcie - mamy też księdza (tut. prawosławnego), dla którego de facto nie ma co się za bardzo tym wszystkim przejmować, gdyż (a) i tak wola boska podąża niepojętymi dla nas ścieżkami, ale do czegoś przecież zmierza; oraz (b) koniec końców i tak najbardziej liczy się wiara w boga. Przy okazji tego ostatniego spotkania, główna bohaterka zachowuje się poniekąd tak, jak gdyby znalazła satysfakcjonującą ją odpowiedź. Widzowi pozostaje decyzja:
- czy to rzeczywiście było to, czego potrzebowała, czy też po poszukiwaniach pewnej długości człowiek musi się wreszcie na coś zdecydować, bo oszaleje - decyzja, że to wola boska, ma ten praktyczny plus, że w zasadzie, o ile sami nie mamy się za tzw. złych ludzi, niewiele musimy robić;
- czy twórcy pokazują nam, że powyższa odpowiedź rzeczywiście jest słuszna - można sobie też to przełożyć z języka teologicznego na filozoficzny, bez zmiany istoty - czy też pokazują jw., tj. że wśród wielu opowieści o świecie, które sobie opowiadamy i które niektórym z nas pasują i pozwalają normalnie żyć, jest też taka, jak u księdza - i że główna bohaterka być może tę opowieść wybrała, ale to nie znaczy, że jest ona bardziej słuszna, niż pozostałe.

Są tacy ludzie - i sądzę, że Dehnel jest jednym z nich - którzy oglądają film za filmem. Nawet jeśli ktoś jest bezrob... twórcą kultury, w związku z czym ma dużo wolnego czasu - jest z pewnością pewien limit tekstów kultury, który można przyjąć w jednostce czasu, po którego przekroczeniu to wszystko zacznie nam się trochę jebać w głowie, że tak się naukowo wyrażę. Coś mi się wydaje, że gdy się tychże tekstów pochłania tyle, co Dehnel, zjawisko to siłą rzeczy musi w końcu wystąpić - i się ogląda je równie bezmylśnie, jak ktoś, kto z kolei kapitału kulturowego w ogóle nie posiada. To, albo po prostu ja też lubię dużo rozmawiać na temat ważnych spraw, i najlepiej żeby nic z tego nie wynikało, więc mi ten film akurat przypadł go gustu. Z drugiej strony, Dehnelowi też rzadko zdarza się cokolwiek nowego wnieść do społeczeństwa, a słowa wylewa z siebie całymi arkuszami wydawniczymi, więc powinien się chyba ze mną zgadzać.
Ostatnio zmieniony 26-01-2026 00:02:38 przez uzytkownik_konta, łącznie zmieniany 1 raz.
- Hebius
- Posty: 18690
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Co oglądam
Mam nadzieje, że forum jest już tak niszowe, że Jacek Dehnel nie ma świadomości jego istnienia i nie trafi tu nawet przypadkiem.
- uzytkownik_konta
- Posty: 6590
- Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11
Re: Co oglądam
Pozwolę sobie jeszcze dopowiedzieć - bo się nad tym zastanowiłem - że ciekawie wypada zestawienie polskiego "Komornika" z "Kontinental '25". Powód zestawienia jest oczywisty - tematyka komornicza i problem "etyczne granice własności prywatnej" - problem, którego znaczenie dostrzeże każdy, kto z jednej strony oglądał te filmy, a z drugiej wie, jaka jest funkcja społeczna zawodu komornika. Te filmy pozornie są bardzo różne, ale łączy je również to, że ich główni bohaterowie są na przeciwnych stronach spektrum: w "Komorniku" główny bohater jest człowiekiem zupełnie pozbawionym wrażliwości i dopiero nadzwyczajne zdarzenia są w stanie nim wstrząsnąć; z drugiej strony, w "Kontinental..." główna bohaterka jest chyba przesadnie wrażliwa jak na swój zawód (zdarzenie, do którego doszło, nie było takie znowu niezwykłe w tym zawodzie; warto dodatkowo wspomnieć, że eksmisja nie odbywała się dlatego, że człowiek ten np. nie płacił za mieszkanie w kotłowni albo śmierdział - nie była to w ogóle sprawa personalna, budynek był po prostu przeznaczony do wyburzenia). Biorąc pod uwagę skalę psychologicznej trudności, wobec których stanęła - być może oba te filmy powinniśmy traktować jako obraz psychologicznych aberracji, z których jedna jest problemem głównie dla otaczającego świata, a druga - dla samego zainteresowanego. Większość z nas, uważając się za względnie normalnych, mieści się gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami. To ma jednak też swoją wagę - skoro nie mieścimy się ani w sferze czerni, ani bieli, to jesteśmy w zakresie szarości - musimy tam być, aby nie zwariować (główna bohaterka "Kontinental '25", jeśli rzeczywiście uznała wersję księdza za słuszną, też się - uznając, że i tak nie pojmie boskich planów i nie jest w stanie ich zmienić - w ten obszar szarości przeniosła - aby nie zwariować). To jednak oznacza, że nie mamy jednej strategii na wszystko - musimy stale decydować, czy dana sytuacja wymaga naszej reakcji, czy też wolno uznać nam dane niekorzystne zjawisko za leżące poza granicami naszego oddziaływania i/lub obowiązkiem naszego działania. Stąd bierze się np. niepewność czy pomóc komuś leżącemu na ulicy, czy ratować Żydów albo - dajmy na to - tych uchodźców w lesie.
- Hebius
- Posty: 18690
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Co oglądam
Jeśli przy obecnych mrozach widzisz kogoś leżącego na ulicy i nie reagujesz, to nie jest żadna strefa. Zwyczajnie się zgadzasz na to, żeby człowiek zamarzł, umarł.
- uzytkownik_konta
- Posty: 6590
- Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11
Re: Co oglądam
Podobnie jeżeli leży na torach kolejowych, ale nie o tym mowa.