Wypisy z lektur
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- Hebius
- Posty: 20614
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Wypisy z lektur
Cóż, nadal mi nie przeszło i myślę o tej powieści z niechęcią 
Son qual rocca percossa dall' onde
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
- Hebius
- Posty: 20614
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Wypisy z lektur
To jeszcze jeden wypis Ellisa (do lektury proszę sobie odpalić The Tubes, Don't Touch Me There - niech leci cicho w tle
https://youtu.be/0w-HpBPJC1I?si=3uVKrM2kjUu5Etgc
przekład Michał Rogalski, Znak 2024
s. 167-168
A pornol Joeya Silvery Expensive Tastes to jest o wiele ciekawszy w opisie, niż przy oglądaniu. Nie polecam.
https://youtu.be/0w-HpBPJC1I?si=3uVKrM2kjUu5Etgc
Bret Easton Ellis, StrzępyDEBBIE PRZEJĘŁA STERY, napierała na mojego fiuta, który w przeciwieństwie do niedzieli wieczór w jej sypialni zrobił się zupełnie sztywny. Sięgnąłem rękami do jej piersi, zachęciła mnie, żebym wnętrzem dłoni delikatnie masował jej sutki, i pojękiwała z przyjemności. Pomogła mi w siebie wejść – nigdy nie używaliśmy prezerwatyw – zdumiało mnie, jak szybko doszła: niedługo po tym, jak zacząłem ją posuwać, a ona palcami masować łechtaczkę, poczułem jak jej wagina zaciska mi się na kutasie. Kazała mi dochodzić, ale ja wciąż ją posuwałem, próbowałem wytrysnąć, jednak lęk, że nie będę w stanie utrzymać erekcji, zdecydował, wyszedłem z niej i zacząłem trzepać fiuta ręką, z zamkniętymi oczami, myśląc o nagim i mokrym Matcie Kellnerze, który klęczy i ssie mi kutasa, kiedy ja stoję oparty o ścianę jego basenowego domku, równocześnie Debbie mnie całowała, masowała mi jądra, a ja wciąż bezskutecznie trzepałem. Wtedy odsunęła moją rękę i zaczęła głęboko połykać mojego penisa, aż utonął w jej ślinie i zobaczyłem tyłek Ryana rozwarty nad moją twarzą tamtego sierpniowego popołudnia, kiedy ssaliśmy sobie nawzajem w pozycji 69, a ja próbowałem wylizać jego gładki różowy odbyt, a zaraz potem znów zobaczyłem Matta i przypomniałem sobie, jak intensywnie szczytował dzięki mnie w poniedziałek. Zacząłem oddychać mocniej, napiąłem się, myślałem, że nie dojdę, ale naraz podniosłem głowę, pokiwałem w jej stronę i nieoczekiwanie zacząłem szczytować, wpychać się głębiej w jej usta, ejakulować z szeroko rozpostartymi nogami, a ona dalej robiła mi loda, połowa penisa tkwiła jej w ustach, przełykała nasienie, które ze mnie wytrysnęło. Uśmiechała się zadowolona, pocałowała mnie, a ja półprzytomnie uśmiechnąłem się do niej i poczułem smak mojego własnego nasienia, którego resztki zostały jej na wargach i na języku. Jakie to ma znaczenie, czy cokolwiek ma znaczenie, nic nie ma znaczenia, pomyślałem zdyszany.
przekład Michał Rogalski, Znak 2024
s. 167-168
A pornol Joeya Silvery Expensive Tastes to jest o wiele ciekawszy w opisie, niż przy oglądaniu. Nie polecam.
Son qual rocca percossa dall' onde
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
- Hebius
- Posty: 20614
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Wypisy z lektur
Bilard. Ahaswer (Czytelnik, 1987)Stanisław Grochowiak
POLOWANIE NA CIETRZEWIE
...O trzeciej nad ranem obudził mnie Leśniczy. Był zgoła
W koszulce męskiej — do pępka. Widziałem więc jego
Brunatne przyrodzenie z leciutkim nalotem siwizny.
— Do Galopu! — wołał. — Wrzątek kotłuje się w garnkach,
Baby po chałupach rozniecają ognie,
Mróz — jak Piorun Jasny — Prześwietlił powietrze,
A pan mi tu chrapiesz w Stodole Pierzyny.
Zlękniony
Wskoczyłem w gacie —
I za siekiereczkę!
Dzyń, dzyń! — zatupotałem po okowach lodu,
Który ściął wodę w szczerbatej miednicy.
W tym czasie Leśniczy pieklił się przy ogniu:
Sadzał jaja na tłuszcze, ćwiartował kiełbasę,
Złotym zapachem cebuli obrócił mi język z wierzchu na nice.
— Lej pan gorzałkę!
— Do szklanic?
— Do gardła!
— Liter wystarczy?
— Jak dla pana, basta. A teraz daj flachę!
I przechylił. I nagle
Stała się wielka Bożonarodzeniowa Jasność,
Kiedy On pił.
To chyba wtedy Proboszcz — zaspany jeszcze — oblekał się w komeżkę,
Kiedy On pił.
To chyba wtedy samotny bocian prostował złamane skrzydło,
Kiedy On pił.
To chyba wtedy Karpie — w zamarzniętym stawie — rozpuszczały włosy,
Kiedy On pił.
Ale już Wiara Strzelcy domagają się u okien:
Ten w lisiej czapie,
Tamten spod Kozienic,
I ów — co uwiódł młódkę, a ojce go zdybali.
Ach, przaśne, męskie, stupudowe przekleństwa
Katulały się po śniegu jak młode niedźwiadki;
Nawet Leśniczy
Z wódką się zacukał
I przez chwilę chciał czmychnąć do panieńskiego alkierza.
Ale bogać tam! — Jazda! Wraz łapiemy za rury,
Szleje torb myśliwskich wiążemy przez barki —
I w Mróz!
Noc była. Za tą wielką nocą
Pola leżały białe, lecz tak trochę sine,
Jakby je śmierć ścięła. U zarannej gwiazdy
Wisiał sopel ciszy. Tylko pod obcasem
Śmigały żwawe, srebrnoskrzydłe świerszcze.
Wiater szedł nad polem
Niziutko — zwyczajem psa, co skwapliwie węszy.
Tak i my potulni:
Ten w lisiej czapie postękiwał ciężko;
Widać go Zmora we śnie dopadła, a puścić nie raczy.
Tamten spod Kozienic wojował ze czkawką;
Hyp! — i hyp! — Lekarz od dawna odmówił mu zdrowia.
Ów, co uwiódł młódkę, próbował coś nucić,
Lecz jak się pośliznął, tak w niemotę popadł.
Ba, nawet sam Leśniczy nastroszył się szronem
I choć ziąb okrutny, on pary z gęby nie puścił.
Noc była. Gdzieś w pobliskim lesie
Mróz kropnął salwą z gwintowanej sosny,
Aże dech zaparło. Potem znowu głucho.
Jeno od sadyb, od ich białej sieni
Szło coraz słodsze, rozmarzone mlaskanie:
To bracia Dziki ucztowali w kartoflach,
Które chłód zimowy ucukrza i marcypani.
I właśnie wtedy —
Znienacka —
Ku grozie naszych rur posenniałych —
Wyszły nam naprzeciw
Szlachetne, Ciepłokrwiste, Dziewczęce Cietrzewie.
— Bigosować, Bracia! Bij, kto w Boga wierzy! —
Tak Leśniczy wrzasnął, aż mu złote żyłki (co starość zwiastują)
W oczach popękały. A tamci już za Nim:
Proch za prochem, śrut za śrutem, i granulek garścią
Prosto w te miłe, ogniskiem pachnące, Zwierzęta.
Pamiętam błogosławioną zawieję krwi,
Która obmywała mi czoło i słonymi pocałunkami pieściła me wargi.
Pamiętam macierzyńską ulewę piór,
Które osuwały się wzdłuż moich ramion jak krople stężałego miodu.
Pamiętam dziecięcy, ale jakże wdzięczny śpiew Cietrzewi,
Który zgiął mi kolana i nad głową rozpiął namioty Kościoła.
Klęcząc wrzucałem do myśliwskiej torby
Drżące pod opuszkami palców — dojrzałe Owoce życia.
...Dobrze przed zmierzchem obudził mnie Leśniczy. Na niebie
Stała chmura podobna do wątroby. To właśnie z niej
Śnieg ostatni uchodził, zastygający w drzewach.
W izbie było ciepło,
Leśniczy we flaneli,
Zegar wyrzucał kukułkę jak matka dziecko na dwór.
Ten w lisiej czapie
Spał na gołej ławie,
Tylko ręką bezwładną coś pisał w powietrzu;
Tamten spod Kozienic
Osypał się wzdłuż ściany,
Kucnął, pięścią podparł
Łeb mroczny jak puszcza;
Ów, co młódkę uwiódł, oblizywał się we śnie,
Pocałunki tak zgarniał czy posmak bigosu?...
— A chyżo! — rzekł Leśniczy — już na nieszpór dzwonią,
A pan gliwiejesz! Do kroćset, naturę
Masz pan ponoć poetyczną. Tymczasem mnie Starego
Sam na chandrę wystawiasz z tym pokotem ptactwa.
Filozofii jam głodny.
Wstałem —
I tak już od rana,
Skubiąc zdechłe cietrzewie, wiedliśmy rozprawę
O śmierci niechybnej.
Styczeń 1971
Son qual rocca percossa dall' onde
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.