Sang Young Park, Miłość w wielkim mieście
Z koreańskiego przełożyła Marta Niewiadomska (Pani od koreańskiego)
Tajfuny, 2025
Dobrze napisane. Bardziej uniwersalne niż egzotyczne. W ogólnej wymowie dość smutne (dlatego spokojnie mógłbym polecić Achimowi,a Czartogromskiemu w ogóle).
Skojarzyło mi się z pisarstwem Annie Ernaux, choć to trochę lżejsza literatura i nie wiem, na ile autor czerpał z własnych gejowskich doświadczeń przy pisaniu czterech tekstów budujących opowieść o Youngu.
Czartogromski pisze: ↑07-10-2025 21:36:17
Okładka wielu uciech nie zapowiada
taka sobie ta okładka ...
bohater to piętnastoletni Orvil Pym, który w roku 1930 spędza wakacje w lepszym hotelu
wraz z ojcem i dwoma starszymi braćmi ...
na stronie 65. natknąłem się na ciekawy fragmencik:
"Orvil patrzył na krótki gruby rzemień w swojej dłoni.
Zszedł do bielonej garderoby dla muzyków i zamknął drzwi na klucz.
Wpadł na dziwny pomysł, który go podniecił.
Zaczął się rozbierać i rzucać ubrania na wieszaki wokół ściany. Kiedy został
w samych butach i skarpetkach, chwycił pasek i stanął przed lustrem.
Przez chwilę przyglądał się sobie poważnie, po czym chlasnął się przez pierś,
tak że pasek smagnął go w plecy, a czubek użądlił w delikatną skórę pod pachą.
Widział jak ból wykrzywia mu twarz. Obnażone zęby błysnęły w lustrze,
kiedy z sykiem wciągał powietrze. Zawahał się, niepewny, czy zniesie kolejne smagnięcie.
Wstrzymał oddech, zagryzł zęby i uderzył jeszcze raz.
Był Henrykiem II, który odprawia pokutę nad grobem Becketa.
Krnąbrnym chłopcem prochowym na starej fregacie. Skazańcem
przywiązanym do drzewa na Tasmanii; galernikiem, męczennikiem chrześcijańskim,
szlachetnym eremitą na pustyni.
Po szóstym uderzeniu upuścił pasek i zaczął pląsać po garderobie, na poły z bólu, na poły w euforii.
- Będę się biczował i odprawiał pokutę każdego dnia - poprzysiągł na głos."
(tłumaczenie: Marcin Szuster)
przypomniało mi się, co ja wyprawiałem przed lustrem jako nastolatek
Akcja powieści dzieje się w Kufszynku i okolicach, więc lektura obowiązkowa.
Wisława Szymborska powiedziałaby pewnie autorce: "Ale się pani napracowała...".
Mozół widać. Lekkości pióra nie widać. Gdy czytam o którejś z osób, że "nie posiadała konkretnego zawodu", jeszcze nie wiem, że wkrótce dowiem się, że "biurko posiadało szuflady". Do tego mnóstwo amatorskiego psychologizowania i całkiem poważnie traktowane bzdury z zakresu numerologii. Kufszynek to nie Macondo, nie może liczyć na wiele, ale jednak tą książką został zbyt okrutnie potraktowany.
"Kiedy dziecięce traumy budzą mordercze instynkty..." - czytam na okładce. Bardziej obawiałbym się morderczych instynktów obudzonych przez książkę w mieszkańcach Kufszynka.
Natomiast Brzeg na Opolszczyźnie miał szczęście, bo ulokowała tam akcję powieści "Post Scriptum" Milena Wójtowicz. Bohaterowie to Sabina Piechota, specjalistka do spraw BHP, i Piotr Strzelecki, psycholog, coach, doradca post mortem. BHP? Tak, bowiem "wampiry, wiły, strzygi, wilkołaki – one przecież także potrzebują psychoterapii czy odpowiedniego BHP w miejscu zatrudnienia!". Zabawne, w pakiecie kpina z wielu modnych trendów.
Milena Wójtowicz: Post Scriptum / lektor Kamil Pruban. - Wydawnictwo SQN, 2018, audiobook 2025 r.
Miejmy nadzieję, że liczne obowiązki sprawią, że nie znajdzie czasu
***
Był właśnie Michał Zgajewski, którego "Wołanie umarłych"
dzieje się m.in. w okolicach Kufszynka i jak cały cykl z Norbert Krzyżem jest godne polecenia
***
A w "Post scriptum" Wojtowicz jest też drobny wątek kwalifikujący się do gejowszczyzny
***
„Mira kobieta światowa. Opowieść o Mirze Michałowskiej „
Monika Ksieniewicz- Mil przypomina i przywraca pamięć Miry Michałowskiej, pisarki, tłumaczki, żony dyplomaty. Chyba najbardziej znana jest jako autorka „ Wojny domowej „ i tłumaczka literatury angielskiej. Michałowska mogłaby być patronką kobiet współczesnych, szalenie niezależna i samodzielnie zarabiająca, mimo oficjalnego statutu żony ambasadora. Sama Michałowska mówiła o tym „ dzięki językom ominął mnie/../ status „ żony przy mężu” . Zawsze miałam własne, zarobione przez siebie pieniądze. Gdziekolwiek byłam na świecie- tłumaczyłam i pisałam „ . Michałowska jawi się z kart tych wspomnień jako tytan pracy, była jedną z pierwszych dziennikarek z Polski zatrudnionych w amerykańskich mediach i swoją pozycję zawodową budowała długo przed małżeństwem z ambasadorem Jerzym Michałowskim. Oczywiście Michałowscy wrogów mieli wszędzie i ta książka przypomina też peerelowski aparat donosicielstwa, podsłuchów, inwigilacji, antysemityzmu i koszmaru roku 1968. W opowieści o Michałowskiej przewijają się m.in. Słonimski, Kosiński, Rakowski, Andrzejewski, Konwicki i to także narracja o niełatwej historii dwudziestego wieku.
O ile cała książka jest chronologicznym zapisem życia Michałowskiej na tle epoki, to najbardziej poruszająca opowieść jest na końcu. Dziennikarka po śmierci męża zmaga się z depresją, zrywa długoletnie przyjaźnie/ od lat szkolnych z Ireną Szymańską/, ulega demonom choroby degeneracyjnej W ostatniej części „ Mira kobieta światowa” to także historia wyparcia. Mira Michałowska pochodziła z Łodzi, z asymilowanej rodziny żydowskiej. Cała jej rodzina zginęła w zagładzie, ona była już wtedy za granicą. Agata Tuszyńska wspomina w książce, kiedy jej mąż Henryk Dasko odważył się zapytać Michałowską o jej żydowskie korzenie . „ Nie chcę o tym mówić „ – rzuciła ostro i o tym także jest ta książka : o milczeniu, wyparciu, traumie, poczuciu winy.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
„ Kłamcy“
Proza Sarah Manguso to historia związku : pisarka Jane i artysta John spotykają się, zakochują, zakładają rodzinę. Happy endu w tej historii nie będzie. Ona, być może pod wpływem presji obyczajowej, bardzo stara się być w tym związku i okłamuje samą siebie, że jest ok. Czytelnikowi włączają się już wszystkie czerwone lampki i krzyczy podczas lektury do Jane : „ uciekaj dziewczyno” . John natomiast, mimo iż czarujący i przystojny, jest, jak mawiała moja ciotka ze Śląska „ darymny”. To nieudacznik, marzący o karierze artystycznej i sukcesie finansowym. Cała narracja prowadzona jest przez kobietę „ Na początku byłam tylko sobą. Wszystko, co mnie spotyka, myślałam, jest moje i tylko moje. Potem poślubiłam mężczyznę, jak to kobieta/…/ Dałam się wplątać w historię opowiedzianą już z dziesięć miliardów razy”. Jane całkowicie się partnerowi podporządkowuje, zawiesza własną karierę pisarską i okłamuje siebie i wszystkich, że jest ok. Oczywiście można by powiedzieć, że spotyka ją za to kara, ale to uproszczenie. Związek, samotność w nim, udręka macierzyństwa, codzienność – tu wszystko pokazane jest bez lukru. Powszedniość to znój, trud z momentami fajnego życia. Wściekłość to atrybut przynależny egzystencji kobiety, ale „ to nie tak, że wściekłość jest nam przyrodzona : dorosłyśmy i skończyłyśmy jako wściekłe kobiety”. Męskie doświadczenie też nie jawi się optymistycznie : „ Było mi żal mężczyzn , bo przez całe życie muszą pozostawać tacy sami i nie znają poczucia nieokiełznanej furii” . Co jest źródłem wściekłości bohaterki. Ona sama potrafi świetnie to zdiagnozować; „ Mój własny czas i moje własne życie zostały przejęte . Może właśnie dlatego jestem taka wściekła”
„ Kłamcy” to także niestandardowy portret samotnego macierzyństwa. Jane, mimo nawału pracy, związanej z dzieckiem, opisuje ich szczególną więź, bliskość, czułość.
To mocna książka, świetnie napisana i zmuszająca do refleksji.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
Czyli kolejny tytuł pokazujący, jak złe było to, co było kiedyś uważane za normalne.
Niestety tej nowej prozy, zachwalającej atrakcje życia wg współczesnych wzorców - z wyzwoloną od macierzyństwa kobietą realizującą swoje ambicje - pewnie nie będzie już komu czytać. Sarah Manguso, Kłamcy
Okładka niezła.
@achim
A z teatrem to się nie poddawaj. Jakby co na Forum zawsze łatwiej znajdziesz wszystkie swoje teksty w jednym miejscu
U mnie ostatnio w lekturze głównie zbiory opowiadań. Po tomiku "Jędnoręki" Tennessee Williams, który przy powtórce okazał się mniej przygnębiający niż to zapamiętałem, skończyłem właśnie "Jerozolimską plażę "
Iddo Gefen, Jerozolimska plaża
przekład Anna Halbersztat (Znak 2023)
Sporo w tych tekstach fantastyki, nieoczywistej i w sumie niezłej. Odniesienia do sytuacji w Izraelu ciekawe i uświadamiają, że ludzie, którzy żyje w stanie wojny od początku istnienia kraju, nie bardzo mają szanse na to, by być normalnymi. Humor podszyty smutkiem.
Bardzo dobrze wydane sześć złotych (5.75 zł dokładniej).
Przesłuchałem Bułhakowa "Fatalne jaja" (POTOP, czyta E. Jezierski, 2 godz. 58 min.) - kiedyś już to czytałem, ale miałem wtedy ok. 15 lat i niewiele pamiętałem, poza ogólnym zarysem fabuły. Teraz jestem absolutnie przekonany, że Bułhakow przewidział katastrofę w Czarnobylu. W "Fatalnych jajach" chodzi o to, że...
Spoiler
...przypadkowo zostaje poczynione odkrycie, iż stosunkowo łatwy do uzyskania promień pozwala bardzo zwiększyć szybkość rozmnażania, wielkość i stopień agresji u poddanych jego oddziaływaniu organizmów. W swym niezmierzonym geniuszu, władza postanawia wykorzystać to jeszcze słabo zbadane narzędzie do rozwiązania kryzysu na krajowym rynku drobiu. W wyniku chaosu i lekkomyślności, oddziaływaniu promienia poddane zostają nie kurczaki, a m.in. gady. Powoduje to oczywiste konsekwencje, które pogrążają Rosję w chaosie; przeciwko zwierzętom zostają skierowane siły zbrojne z najnowocześniejszym wyposażeniem, ale dopiero spadek temperatur poniżej zera ratuje sytuację.
Przy czym sądzę, że to nie Bułhakow był taki genialny - tzn. był, ale nie dlatego - a po prostu wystąpienie takiego kryzysu wcześniej czy później było nieuchronne, biorąc pod uwagę uwarunkowania społeczno-polityczne. Jeśli ktoś kojarzy trochę lepiej historię ZSRS, wie że katastrofa w Czarnobylu nie była bynajmniej ewenementem, a podobne wypadki - wielkie katastrofy zagrażające dużym połaciom terytorium i ogromnym liczbom ludzi - powtarzały się, nie tylko z energetyką atomową w roli głównej, ale też np. z bronią biologiczną. To jednak bardzo ciekawe, że Bułhakow dostrzegł to jeszcze zanim nauka i technika w ZSRS rozwinęła się na tyle, by być w stanie z łatwością powodować tego rodzaju wydarzenia.
„ Świrszczyńska „
Już podtytuł „genialna i nieznana“ sugeruje tropy interpretacyjne tej biografii. Rzeczywiście autorka Agnieszka Stapkiewicz nie ukrywa fascynacji Poetką, poświęciła Jej zresztą doktorat i jest znawczynią tematu. Stapkiewicz przypomina nowatorstwo postawy i poezji Świrszczyńskiej , że „ zbudowała własny projekt feminizmu za żelazną kurtyną, który jest zastanawiająco spójny z założeniami feministek Zachodu” , „ wyprzedziła epokę, w której żyła i pisała” , a także „ zawarte w jej wierszach refleksje brzmią niezwykle trafnie, zwłaszcza w kontekście sytuacji kobiet”.
Autorka przypomina także trudną biografię Poetki: traumatyczne dzieciństwo z ojcem artystą, wstrząsające przeżycie wojenne „ wojna zrobiła ze mnie innego człowieka „ , trudy powojennej egzystencji, gdzie musiała utrzymywać rodzinę, pisząc głównie dla dzieci i wreszcie dojrzałość, kiedy nastąpiła niezwykła erupcja talentu poetyckiego . Autorka nie unika tematów kontrowersyjnych , w całej książce czuć emocjonalny stosunek do Poetki i fascynację Jej osobą i poezją . Chwała więc Agnieszce Stapkiewicz za popularyzację postaci i wierszy Świrszczyńskiej, tym bardziej ,że przypomina też ona zacne grono wielbicieli Poetki, które otwiera noblista Czesław Miłosz, którego zasługi są nieocenione, ale także należą do niego także : Agnieszka Glińska, Monika Borzym i Jakub Kornhauser, który uznaje Świrszczyńską za swoja matronkę. Stapkiewicz cytuje wiersze, omawiając je z dużą swadą, ale……………………………………….
Mam do tej książki, mimo ogromnego materiału źródłowego , kilka uwag. O ile wywody o spożyciu alkoholu w PRL można uznać za informacje nowe dla młodych czytelników, budowanie analogii między Świrszczyńską a Marią Peszek, moim zdaniem jest trochę na siłę, to na poważny błąd rzeczowy przymknąć oka nie sposób. Oto bowiem na stronie 168 pojawia się hipoteza, że „ Maria / Peszek/ może nawet nie zna twórczości Anny”. Oj wystarczyło sprawdzić dyskografię Artystki, by stwierdzić, że na swojej debiutanckiej płycie „ Miasto mania”, wykorzystała fragmenty wiersza Anny Świrszczyńskiej „ Suka” .
Rozumiem, że autorce jako niewątpliwej znawczyni tematu, zdarzają się rozmaite „ impresje „ jak choćby stworzenie „ dekalogu „ Świrszczyńskiej, ale ….
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
No właśnie, w nawiązaniu do forumowego wpisu w innym temacie: zabrakło czujności redaktorowi.
Agnieszka Stapkiewicz: Świrszczyńska : genialna i nieznana. - Mando (czyli WAM), 2025.
A to ty ostatnio krytykowałeś gdzieś tę biografię? Bo pamiętam, że czytałem jakiś tak krytyczny tekst na temat pozycji, że nawet się ucieszyłem, że jednak tego tomu nie kupiłem.
A u mnie był niedawno w lekturze Paweł Sołtys i jednak o tym wspomnę, bo bardzo ładna proza, takie niewielkie obrazki ze zwykłego życia, kreślone delikatną kreską.
Paweł Sołtys, Mikrotyki
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017
Hebius pisze: ↑11-11-2025 18:28:36
A to ty ostatnio krytykowałeś gdzieś tę biografię? Bo pamiętam, że czytałem jakiś tak krytyczny tekst na temat pozycji, że nawet się ucieszyłem, że jednak tego tomu nie kupiłem.