W pobliżu, pod schodami zbudowanego z jasnego kamienia septu, były krzaki. One mi wystarczą. Wymacał drogę za nie i rozwiązał troki spodni. Pęcherz omal mu nie pękł. Lał i lał.
Gdzieś nad nim otworzyły się drzwi. Dunk usłyszał kroki na schodach, zgrzyt butów o kamień (...) Lord Peake. Dunk wstrzymał oddech... i mocz.(...)
Mówiący się oddalili i głosy ucichły. Mocz Dunka znów zaczął płynąć. Po chwili potrząsnął kutasem i zawiązał spodnie.
George R.R. Martin, Tajemniczy rycerz w: Rycerz Siedmiu Królestw, ilustrował Gary Gianni, przełożył Michał Jakuszewski, Zysk i S-ka, Poznań 2026
s. 312-314
Wiem, że wyjdę na jakiegoś fetyszystę, ale to czysty przypadek, że znów będzie o szczaniu By jestem prawie pewien, ze ten kawałek prozy Hollinghursta nie jest dobrze przełożony:
Poszedłem do toalety, gdzie kiedyś z bijącym sercem czytałem napisy na ścianach, gdzie cudze oko karmiło się moim widokiem - to tam po raz pierwszy, na wpół przestraszony, wyobrażałem sobie inne miasto, inny świat, świat, w którym mężczyźni są razem, obojętni na zimno i brud, płonący własnym ogniem. Ale gdy stanąłem w progu, okazało się, że toaletę wyremontowano. Po chwili do środka wszedł Hector, stanął tuż obok, objąłem go w pasie i obaj patrzyliśmy, jak dochodzimy.
- Bardzo miło - powiedział, a mnie stopniało serce, bo wiedziałem, ze tak właśnie myślał. - Wracamy do pokoju.
Panowie na bank patrzyli, jak w tym samym czasie kończą szczać i o żadnym innym dochodzeniu nie mogło być tam mowy.
Nasze wieczory, Alan Hollinghurst, przełożyła Katarzyna Makaruk
Filtry, Warszawa 2026
str. 335
Ogólnie (po entuzjastycznej reakcji achima zwłaszcza) spodziewałem się po tej powieści czegoś więcej.
I znowu trafiłem na zdanie, które mnie uwiera, bo nie jestem przekonany co do tego obrazka i nie wiem, czy to autorowi zawdzięczamy ten tekst, czy tłumaczowi:
Trąbka budziła kadetów w Akademii Wojskowej, którzy odciągali stulejki, śniąc o nagich sylfidach o doskonałych pępkach, rozbieranych w ich żołnierskiej pościeli.
António Lobo Antunes, Karawele, przekład z portugalskiego. Wojciech Charchalis (Noir sur Blanc, Warszawa 2026) str. 108
Um clarim acordava os cadetes da Academia Militar, que arregaçavam as fimoses a sonharem com sílfides nuas, de umbigos perfeitos, espojadas nos seus lençóis de magalas.
Teraz nam jeszcze trzeba osoby dobrze znającej portugalski. Albo choć trochę. Mógłby spytać znajomej, ale to pani z rocznika mojej matki, więc się trochę krępuję
Z translatora Google dostajemy coś takiego:
Sygnał trąbki budził kadetów Akademii Wojskowej, którzy zwijali napletki i śnili o nagich sylfidach z idealnymi pępkami, rozciągniętych na prześcieradłach z koronki.
Nie wiem, przez Wojtka (gaynaua) chyba. U niego chyba każdy fiut z długim napletkiem wywołuje podejrzenie stulejki, więc tak mi się skojarzyło.
Możliwe (najwidoczniej), że Antunesowi chodziło w tym zdaniu o coś więcej niż zasugerowanie masturbacji. On pisał ładnie, ale czasem nie do końca zrozumiale dla przeciętnego czytelnika. Że zacytuje to, co już wykorzystałem na blogu:
Barman, z rysami pomiętymi od wielu godzin ginu, wyszedł lekko na ulicę zagubionym krokiem sowy bez noniusza. Kobiety spełzły jak pomrowy na ladę szatni w poszukiwaniu okryć z królika
Tłumacz może nie zajarzył o co chodzi? Albo bał się napisać, że chodzi o masturbację/walenie konia/onanizm/samogwałt (do wyboru, bo nie wiem, jaki styl powinien tu być osiągnięty). Dla niektórych ludzi jakiekolwiek słowo ze sfery seksualnej jest nie do wypowiedzenia (lub napisania).
Podejrzewam, że w portugalskim jest jakiś idiom z użyciem słowa "napletek", który oznacza masturbację. Może też "napletek" i "stulejka" są tam synonimami. I zamiast przetłumaczyć znaczenie, pan przetłumaczył tu dosłownie ich idiom. U nas jest walenie konia - możliwe, że dla Portugalczyków byłoby to tak samo kuriozalne, gdyby przetłumaczyć dosłownie, jak dla nas ta stulejka.
Mnie zdziwiło coś odwrotnego: jak malutkie są mózgi kotów. Sądzę, że koty są mniej-więcej tak samo inteligentne, jak np. pies czy koń. Wydaje mi się, że to dlatego ludzie są w stanie współpracować z tymi zwierzętami. A jednak mózg kota jest maleńki. Choć wiem też, że nie powinno się wyciągać żadnych wniosków na temat inteligencji tylko na podstawie rozmiaru mózgu, bo nie o to w tym chodzi. Gdyby tak było, żylibyśmy pod panowaniem wielorybów.
Bo kot w ogóle jest malutki. On się tylko wydaje duży, bo ma futro, które kryje drobniutkiego zwierzaczka. Jak się go pomaca, aż strach bierze, jaka to krucha istotka.
To prawda. Widać to jak kot jest mokry. I tym bardziej dziwi, że taki malutki i pozornie delikatny zwierzaczek potrafi skoczyć na 2 metry w górę albo spaść z 10. piętra, po czym pójść zajmować się swoimi sprawami.
W ogóle to jest zabawne, że w związku z tą zadziwiającą odpornością na uszkodzenia mechaniczne, jak się kota odkłada, to się go po prostu rzuca na podłogę
uzytkownik_konta pisze: ↑16-05-2026 00:06:28
Mnie zdziwiło coś odwrotnego: jak malutkie są mózgi kotów. Sądzę, że koty są mniej-więcej tak samo inteligentne, jak np. pies czy koń. Wydaje mi się, że to dlatego ludzie są w stanie współpracować z tymi zwierzętami. A jednak mózg kota jest maleńki. Choć wiem też, że nie powinno się wyciągać żadnych wniosków na temat inteligencji tylko na podstawie rozmiaru mózgu, bo nie o to w tym chodzi. Gdyby tak było, żylibyśmy pod panowaniem wielorybów.
A nie jest tak, że wielkość powierzchni mózgu ( wliczając pofałdowanie) odnosi się w proporcji do ciała zwierzęcia?
Tak się ładnie wyjaśnił na str. 372-373 sugerowany prawie od początku powieści wątek gejowski na (powieść ma stron 408)
— Pétur [pomocnik Jona] to dobry człowiek. Porozmawiaj z nim, może dojdziecie do porozumienia.
Lecz wtedy Egill [miejscowy ksiądz, przybrany ojciec Petura] uśmiechnął się leniwie. Czarna czeluść jego ust przywodziła na myśl krater wygasłego wulkanu.
— Głupiec z ciebie, Jónie. Jesteś gotów się poświęcić, żeby ocalić ciało Pétura, zamiast szukać wybawienia dla jego nieśmiertelnej duszy.
— Sądzisz, że ty je znajdziesz?
— Drwisz ze mnie, a tymczasem dobry Bóg wypędził Adama z raju i pozwolił mu samodzielnie wybrać ścieżkę prawości albo grzechu.
— Pétur nie ma na sumieniu nic, czego nie miałby każdy inny człowiek.
Oczy Egilla zapłonęły. Ukląkł i nachylił się blisko. Czułem ciepło bijącego od jego skóry, jakby gniew starca rozpalił w jego trzewiach prawdziwy ogień.
— Pétur jest zdeprawowany — wyszeptał. — Tak jak i ty jesteś.
Zdumienie odebrało mi mowę.
— Anna [żona Jona] powiedziała mi, co robicie. Wcześniej nikt by mi nie uwierzył, ale zostaliście oskarżony o morderstwo. Zabileś Annę, żeby zamknąć jej usta, powstrzymać przed głoszeniem prawdy. Już wkrótce cała Islandia usłyszy o twoich perwersjach, a Althing skróci cię o głowę. Ludzie będą spluwać twoim imieniem.
Ściany ziemianki napierały na mnie coraz mocniej, ja zaś nie widziałem nic prócz płonących oczu Egilla.
— Podczas gdy ty będziesz się wić w ogniach wiecznego potępienia — ciągnął zadowolony — ludzie na ziemi będą cię przeklinać i opowiadać o twoich bezeceństwach.
Chciałem się odezwać, ale nie byłem w stanie zaczerpnąć tchu. Nie, to wszystko kłamstwa! Nigdy bym sobie nie pozwolił na więcej niż myśl, i to w najczarniejszej godzinie nocy... Czy Pétur też o mnie rozmyślał? Czy coś podejrzewał? Potrząsnąłem głową i zwymiotowałem.
Twarz Egilla znalazła się już przed moją. Mrok w jego oczach był wszechogarniający.
— Teraz już wiem, czego trzeba, by Pétur stał się człowiekiem wolnym, czystym i prawym, takim, na jakiego chciałem go wychować. Musi utracić wszystkich przyjaciół, każdą pociechę, jaką niesie mu świat, każdą oprócz Boga. Dopiero wtedy wróci do niego skruszony, a jego dusza zostanie ocalona. Ale ty umrzesz. I będziesz płonąć.
I dalej (str. 398-400) - bohaterowie uciekają przed pogonią - Jon jest ranny i wycieńczony
Strach, że miałbym żyć bez niego, napełniał mrokiem moje myśli. Myśli, serce i duszę.
Gdy byłem ubrany, kładliśmy się twarzami do siebie, blisko, na granicy dotyku. Wycieńczony noszeniem mnie na rękach, Pétur zasypiał prawie od razu, lecz ja długo leżałem w bezruchu, czując na policzku jego oddech, patrząc, jak jego oczy poruszają się pod powiekami. W obserwowaniu niespokojnych snów Pétura było zarazem coś cudownie wyciszającego, jak i złowróżbnego.
Zabierz mnie ze sobą.
W tych ulotnych chwilach zamykało się całe moje życie. W końcu mogłem swobodnie zaczerpnąć powietrza, przepełniony poczuciem oddania, które było mi bliższe niż własna skóra, własny oddech.
Czasami budziliśmy się w środku nocy, wtuleni w siebie dla ochrony przed zimnem. W ciemności rzeczywistość stawała się płynna jak woda, pozbawiona granic, które pozwalałyby określić, gdzie kończy się jedna fala, a gdzie zaczyna następna. Nasze ciała były wtedy jak para wioseł, każdy ruch pchał nas dalej w nieznane. Czas i wrażenia ulegały rozmyciu. Ulotne chwile złocistej intensywności, cienkie jak babie lato i naprężone do granic, które przytłaczały nasze życie spowite ponurym cieniem.
Powiedzieć, że trzymałem wtedy Pétura w ramionach, byłoby niedomówieniem. Ja go obejmowałem krwią i kością, ściskałem kurczowo ciałem i duchem, całym sobą — tym, którym byłem i którym zawsze miałem nadzieję być.
Niech Bóg ześle na mnie gromy — nie dbałem o to, bo wreszcie byłem całością. Wreszcie znalazłem ocalenie.
Później zasypialiśmy, spleceni. W tych ostatnich chwilach przytomności, zapatrzony w gwiazdy i mokrego od potu Pétura, czułem się na wskroś ludzki i jak człowiek na wskroś upadły — a przy tym także na wskroś spełniony. W tych strzępach zanurzonych w cieple chwil pragnąłem, by każda góra w Islandii zasypała nas gradem głazów i po wsze czasy ukryła przed wzrokiem świata. Gdyby któregoś dnia ktoś znalazł nasze ciała, musiałby wyciągać je z gruzów razem, tak splątane, że nie do odróżnienia.
Jednakże te momenty otumaniającego szczęścia są również ulotne jak falujące odbicie księżyca na powierzchni morza. Żyją zaledwie minuty i rozpływają się wraz z nadejściem pierwszej chmury czy podmuchem wiatru.
Wewnątrz każdego człowieka tli się nadzieja, że dzień jutrzejszy zaspokoi jego potrzebę miłości. W niektórych sercach ten żar jest tak zachłanny, ze staje się burzą ognia i zamienia wszystko w proch. Ale ciepła, które wtedy daje - ciepła i światła - nie sposób z niczym porównać.