
I znów wracam z zamku o 21:20. Ale jeśli o wczorajszym koncercie WoWaKin mógłbym napisać, że był bardzo dobry (czy dobry, bo jednak miałbym lekkie zastrzeżenia co do występu Niny Koderskiej¹), to dzisiejszy był po prostu świetny. Panowie z Memento Mori Dance Club na żywo brzmią o wiele lepiej niż na nagraniach, które miałem okazję słyszeć w necie i radiowej Dwójce. No i na wstępie rozdali śpiewniki² zachęcając do czynnego udziału w koncercie, więc miałem okazję pieśni z mojego ulubionego repertuaru³. Nieprzygotowaną publiczność może to lekko wystraszyło, a po kilku pieśniach - trzy pierwsze to "Niech monarchowie miasta swe budują", Otóż nam śmierć dowodzi" i "Żegnam cię, mój świecie wesoły" - parę starszych pań i osób z małymi dziećmi uciekło z dziedzińca, ale w miarę trwania koncertu przybyły inne na wymianę i na koniec części pierwszej prawie wszystkie krzesła⁴ były zajęte.
Panowie odśpiewali jeszcze w towarzystwie ładnie zaangażowanej publiczności "O Jezu Nazareński", "Maryja Magdalena w świecie się kochała", "Panie Boże wszechmogący" i "Chwalmy wszyscy z pobożnością" opowiadając o pochodzeniu pieśni, że często do popularnych tanecznych melodii teksty pisali znani poeci, barokowi i starsi, tacy jak Jan Kochanowski na przykład. Właśnie jedną z jego pieśni ("Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?") odśpiewaną na stojąco i bez instrumentów zakończoną część pierwszą koncertu. Po krótkiej przerwie potrzebnej na sprzątniecie krzeseł nastąpiła część taneczna wieczoru. Repertuar był podobny, z przewagą chodzonych. Oprócz tego grupa zagrała kilka kawałków dla par i coś bardzo skocznego dla trójek. Przy ostatnim chodzonym naliczyłem na dziedzińcu w wijącym się korowodzie dwadzieścia osiem tańczących osób. W tym roku zachowałem umiar i ograniczyłem się do bezpiecznego ruszania biodrami na uboczu, pod ścianą. Chociaż po pierwszym chodzonym miałem pokusę dołączyć i już prawie byłem zdecydowany poprosić Mimblę⁵ do pary przy następnym polonezie, ale dziewczyna wcześniej się zwinęła i uciekła do domu. I w sumie całe szczęście, bo jak teraz odpaliłem Facebooka już widziałem jeden filmik z tej potańcówki na stronie muzeum. Niestety tym razem kilka osób filmowało to, co się wyrabia na dziedzińcu. Bo na samo słuchanie i przyglądanie się też zostało trochę ludzi, ze dwudziestka może.
W każdym razie potańczyłem trochę stacjonarnie, pobujałem się i pogibałem, i przyznam, że wracając do domu czułem ten ruch lekko w udach.
______
¹ Być może to wina nagłośnienia, ale nie zawsze było ją wyraźnie słychać.
² Na widownie zostało puszczone pudełko z trzydziestoma egzemplarzami dwunastostronnicowej książeczki. Mieliśmy się dzielić egzemplarzem na 3 osoby, ale podejrzewam, że do sektora od strony muzeum już niewiele dotarło.
³ Gdybym się urodził z pół pokolenia wcześniej (i jeszcze najlepiej gdzie indziej, w regionie z żywymi tradycjami, a nie pełnym przesiedleńców), pewnie bym się realizował artystycznie jako śpiewak pogrzebowy. Niestety u mnie ta tradycja była właściwie w zaniku. Pamiętam jakieś kobiety z zeszytami przy okazji pogrzebu babki, a może prababki (czyli to były lata 70. i 80.), ale rodzice mnie nie prowadzali na oglądanie nieboszczyków czy czuwania przed pogrzebem i nigdy tych kobiet nie słyszałem. A jak w latach 90. umarł dziadek, to ciotka już śpiewaków do domu nie wpuściła.
⁴ 6x10 w sektorze od strony bramy + 5x10 w sektorze od wejścia do muzeum - rząd mniej ze względu na budkę nagłośnieniowca ustawioną naprzeciwko sceny.
⁵ To taka moja znajoma nieznajoma, trzydziestolatka, którą stale widuję przy różnych okazjach kulturalnych w zamku i Loży. Przy ostatnim chodzony ładnemu czarnemu dzieciakowi (16-17 latek ubrany na czarno, chyba to był syn jednego z muzyków) zabrakło partnerki - widziałem, że wstał ze schodków i się rozglądał za parą. I tak sobie pomyślałem, że jakbym był młodszy to chętnie bym go poprosił do tańca. Ale to chyba głownie przez wcześniejsze myślenie o Dorianie, bo się zastanawiałem, czy by zechciał ze mną na tej potańcówce iść w parze, gdyby ten jego niedoszły przyjazd na mazury wypadł akurat w porze Jarmarku. Było kilka tańczących damskich par, to może i jedna męska by nikogo nie zbulwersowała.
