Pod tą ciekawą nazwą kryje się dawny podziemny kompleks schronów z czasów zimnej wojny. Kompleks znajduje się w lesie pomiędzy Świnoujściem a Lubiewiem (tak, TYM Lubiewem ). Zwiedza się z przewodnikiem (który zaczął - podobnie jak ten w forcie Gerharda - od wojskowych wrzasków, ale na szczęście to był tylko taki wstęp a potem zaczął normalnie oprowadzać i opowiadać... Deo gratias!)
Całość bardzo rozległa, zachowana w bardzo dobrym stanie - są nawet zachowane latryny! Bardzo polecam, niezwykle ciekawe miejsce!
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Muzeum Historyczno-Techniczne w Peenemünde
(Historisch-Technisches Museum Peenemünde)
Wspaniałe muzeum na terenie dawnej fabryki rakiet V2. Dawniej był to gigantyczny teren, dziś pozostało niewiele (resztę wysadzili Ruscy), ale to co zostało i tak robi olbrzymie wrażenie.
Zwiedza się potężną dawną elektrownię, w środku są resztki urządzeń produkujących prąd na potrzeby fabryki, to wszystko jest naprawdę GIGANTYCZNE, wręcz zapierające dech swoją wielkością. Fotki nie są w stanie oddać tej skali. Prawdziwa katedra przemysłu.
Właściwe muzeum mieści się w dawnych budynkach biurowych, gdzie dowiadujemy się o genezie rakiet V2, poznajemy całą historię wojenną a takze czasy powojenne i powojenny wyscig zbrojeń. Nie chodzi tu tylko o zimną wojnę ale także o wyścig kto pierwszy poleci na księżyc i tak dalej. Niemcy nie uciekają od odpowiedzialności za to wszystko - ale i wbijają szpilkę Amerykanom i Ruskim, u których po wojnie hitlerowscy naukowcy i zbrodniarze znaleźli bezpieczną przystań. Wiedza którą mieli okazała się ważniejsza niż wymierzanie sprawiedliwości za to co robili w czasie wojny.
Dodatkowo na zewnątrz znajduje się coś w rodzaju skansenu m.in. z oryginalną kolejką która woziła robotników do fabryki. Muzeum upamietnia także olbrzymie cierpienia i śmierć więźniów którzy byli tutaj przywożeni (także z Polski) na roboty przymusowe. Oczywiście projekt był tajny zatem generalnie nikt stąd żywy nie wyszedł.
Olbrzymi plus dla Niemców za świetnego audioprzewodnika, także po polsku!
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Akurat kończę "Akcję V-1, V-2" M. Wojewódzkiego (wydanie z 1975 r.). Cała ta historia jest niesamowita - powiedziałbym, że idealna na film, tylko obawiam się, że Hollywood by to spieprzyło jak "Walkirię", a Polacy jak ogromną listę epizodów II wojny światowej, o których zrobiliśmy słabe produkcje (przychodzi do głowy np. "Kurier" - niestety, ale podobnie jak tamta historia, ta wymagałaby jednocześnie i rozmachu, i smaku; może taki Tarantino by to dobrze nakręcił... - ale on by pozmieniał fakty).
W każdym razie, są tam też aspekty humorystyczne - np. całe niemieckie przedsięwzięcie związane z utrzymaniem tego w tajemnicy, podczas gdy polski wywiad już od dawna słał do Wielkiej Brytanii niesamowicie dokładne opisy techniczne, a nawet wyniki analiz laboratoryjnych prowadzonych tutaj, na miejscu. Bo wtedy przecież przekazywano radiowo tylko tekst - nie można było tak łatwo przesłać obrazów, np. zdjęć czy rysunków, więc badania trzeba było w znacznej części prowadzić w Polsce. Ostatecznie wybrane części, dokumentację i specjalistę zapoznanego z tematem, wysłano aliantom w ramach operacji "III Most" vel "Wildhorn III", tj. lądowania i startu samolotu transportowego na konspiracyjnym lotnisku, pod nosem Niemców.
W książce jest też opisane bombardowanie Peenemünde - mam na myśli to największe, z 1943 r., które było trudną, skomplikowaną operacją. Wtedy niestety zginęło też wielu więźniów, ale sztaby alianckie uważały to za akceptowalną cenę, biorąc pod uwagę zagrożenie, które nowa broń hipotetycznie mogłaby stworzyć. Dzisiaj chyba nie pojmujemy do końca tego, jak wielkim szokiem było powstanie takich "ogromnych" - jak wtedy sądzono - rakiet bojowych, jak V-2. Świat czegoś takiego nie widział. Brytyjczycy i ich sojusznicy potrafili zwalczać V-1 - nie ze 100-procentową skutecznością, ale jednak można było przeciwdziałać: myśliwcami, artylerią przeciwlotniczą, balonami zaporowymi itd. Zestrzelić V-2 się wtedy nie dało. Kombinowano czy przypadkiem Niemcy nie sterują lotem zdalnie, a więc - w takim przypadku - czy nie da się przejąć kontroli nad pociskiem w locie. M.in. dlatego Brytyjczycy tak bardzo potrzebowali danych dostarczanych przez polski wywiad.
Niedaleko znajdowała się testowa broń V-3 - dużo mniej znana. To też dość humorystyczna historia - brakowało już czasu, więc nim zbudowano przynajmniej jeden prototyp, przystąpiono do konstruowania całej baterii we Francji. W czasie prac stwierdzono jednak, że może warto byłoby wpierw przetestować działanie tego ustrojstwa. V-3 było ogromnym działem, wyrzucającym pociski poprzez serię detonacji w komorach wzdłuż lufy - we Francji budowano 25 dział; na wyspie Wolin skonstruowano pospiesznie parę prototypów. Okazało się, że nie działają - donośność była zbyt mała, pociski koziołkowały i leciały nie tam, gdzie trzeba, a w końcu część urządzenia wyleciała w powietrze. Zwołane konsylium ekspertów orzekło, że matematyczne założenia przyjęte na etapie projektowania były błędne. Pomimo tego stwierdzono - chyba tylko w ramach myślenia magicznego - że kompleks we Francji trzeba dokończyć, a problemy na pewno da się rozwiązać w międzyczasie. Instalacje potem zbombardowano, a później alianci zajęli francuskie wybrzeże, kompleks sprawdzono pod kątem ew. elementów niemieckiego programu nuklearnego (nie odnaleziono) i zniszczono (Brytyjczycy mimo wszystko nie chcieli, aby Francuzi mieli u siebie ogromne lufy wycelowane w Londyn; to, z czego też wiele osób nie zdaje sobie sprawy, to jak problematyczne podczas wojny były relacje francusko-brytyjskie, i jak inne od dzisiejszych - ale to osobna historia).
Ostatnio zmieniony 04-10-2026 21:13:30 przez uzytkownik_konta, łącznie zmieniany 1 raz.
W 1973 r. na podstawie tej książki powstał telewizyjny serial "Akcja V" - 6 odcinków, teatr telewizji (realizowany podobnie jak Kobra - jeśli chodzi o stronę technologiczną).
Przewodnik audio, czy była możliwość z żywym to nie wiem, nie pytałem. Ja średnio lubię chodzić po muzeach z żywym przewodnikiem, bo wtedy on dyktuje tempo a ja wolę oglądać we własnym rytmie.
A pociąg to elektryczna jednostka jeżdżąca w czasie wojny po tym terenie - dowoziła robotników do owej fabryki.
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
marcin pisze: ↑04-10-2026 21:14:19
Do teraz Ukeju do kompletu musisz się wybrać do Peenemunde (bardzo łatwo tu dojechać pociągiem że Świnoujścia)
Zamierzam się jakoś niedługo, tj. pewnie w 2027 albo 2028, wybrać na wybrzeże, więc w sumie można tam podjechać.
Czartogromski pisze: ↑04-10-2026 20:51:18
W 1973 r. na podstawie tej książki powstał telewizyjny serial "Akcja V" - 6 odcinków, teatr telewizji (realizowany podobnie jak Kobra - jeśli chodzi o stronę technologiczną).
Pewnie spróbuję obejrzeć. Nie wiedziałem o tym - obstawiam więc, że blockbuster to ostatecznie nie był (choć też pewnie być nie miał). Pokazano tam w ogóle w jakiś sposób tę całą sprawę z wyciąganiem V-2 z błota? Domyślam się, że pewnie tylko w ekspozycji, a to chyba najbardziej filmowy moment całej historii, może poza ww. "III Mostem".
Odwiedziłem prowincjonalne Lubuskie Muzeum Wojskowe w Drzonowie pod Zieloną Górą.
W gablocie poświęconej kobietom na frontach II wojny światowej mają oryginalną kurtkę wojskową Ryszardy Hanin!