Oczywiście, że przeczytałem i była to zdecydowanie moja ulubiona lektura obowiązkowa.
Ale to jak z Led Zeppelin, nie da się tego samego utworu odtwarzać w nieskończoność i oczekiwać, że dalej będzie przynosił taką samą satysfakcję. To samo dotyczy wiernych coverów, nudzą, ale covery "niewierne" dają już nową jakość. Może być rzecz jasna "niższa" ta jakość oryginału, ale to nie chodzi o to, żeby zadowolić nie wiem, jakiegoś urzędnika ds. jakości, tylko czuć satysfakcję, a często jest tak, że satysfakcja z nowego dzieła jest wyższa, niż z pierwowzoru.
Tutaj trzy wykonania tej samej piosenki:
https://youtu.be/GgnClrx8N2k?is=f1PQ4UIUwUIuX_iG
https://youtu.be/cCVUIm9TYtQ?is=K0X7T1WqPgjccRD8
https://youtu.be/z6X2Xo-M-K4?is=ZO5qLFUayTSE6pU1
Zapewne jakiegos urzędnika ds. jakości najbardziej zadowoliłoby pierwsze wykonanie, ale ja go nie mogę już słychać, bo co słyszałem zbyt wiele razy.
W przypadku literatury kwestia jedzenia znów tego samej kromki jest dużo gorsza.
PS Orzeszkowa może i jakoś nie pasowała do wątku, ale motyw Łęckiej dziennikarki to był moim zdaniem strzał w dziesiątkę, bo ona taką była dziennikarką, jak z koziej dupy trąbka, chodziło o ratowanie własnego ego przed upadkiem (staropanieństwo+bankructwo).