5 minut z Anką

Książka, kino, teatr, muzyka, telewizja...
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 18592
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(30/1977) 5 minut z Anką

Post: # 221826Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 88 – sobota 23 lipca 1977 r.

Obrazek

5 minut z Anką

Leżę więc myślę! Przerobiłam to znane powiedzenie, bo w ten sposób bardziej do mnie pasuje – myślę zawsze (albo niemal zawsze) w pozycji horyzontalnej. W tej chwili też. Koc na trawie, panorama na jezioro się rozpościera… Cały nasz zastęp wybrał się na minirajdzik, a ja, ponieważ skręciłam sobie nogę w kostce, zostałam. Skręcenie głupstwo, nawet nie boli – ot, takie profilaktyczne działanie ze strony pani doktor, które skwapliwie podchwyciłam. Nad paroma sprawami rzeczywiście muszę pomyśleć.

Zaczęło się od głupstwa. Gdy rozbijaliśmy obóz, to takiemu jednemu Wojtkowi wypadła służba przy kopaniu latryny, a on nie chciał. Ubaw mieliśmy nieziemski,, jak tłumaczył, dlaczego. Głównym powodem był fakt, że on jest „obrzydliwy” i niedobrze mu się robi przy „tego rodzaju” czynnościach, od „tego rodzaju” zapachów. Nie wiem, co naprawdę miał w trakcie tłumaczenia na myśli, ale chyba całkiem nie zrozumiał, na czym to jego zadanie ma polegać. Zapachy?! Głównie poziomkowy był „wywęszalny”, no a poza tym las. To resztą była jedna strona zagadnienia, ta, co śmieszna. Druga była mniej śmieszna, bo nas wnerwiała. A nawet jeśliby i nie pachniało zbyt ładnie, to co?! Jakby każdy sobie wybierał tyko taką pracę jaką najbardziej lubi, to, ta która nie jest najprzyjemniejsza, w ogóle nie zostałaby zrobiona. I co wtedy? Tym bardziej, że na dodatek tak się perfidnie składa, iż ta najmniej przyjemna jest najbardziej potrzebna!

W efekcie podziałaliśmy wtedy kolektywnie na Wojtka bardzo pedagogicznie, bo zadanie do końca wykonał. Choć… minę miał nieszczególną – pal go sześć!

Cała sprawa wróciła jak przysłowiowy bumerang, gdy tuż przed Świętem Lipcowym szczepowy na ognisku podjął dyskusję o patriotyzmie. Temat to jak rzeka, a i dyskusja taka bardziej… normalna – bez strzelania trudno mówić o „prawdziwym” patriotyzmie. Wiecie zresztą! Najbardziej żołądkował się właśnie ten Wojtek. Że on marzy o tym, żeby patriotą być, że wielkie czyny dla ojczyzny gotów jest dokonywać, ale… szans nie ma.

Kiedy się tak żołądkował, któraś dziewczyna przypomniała mu tę historię z latryną. Że jak się to jego wielkie poświęcenie ma do faktu, że nie chciał wykonywać zwyczajnego, banalnego zadania, które mu w podziale przypadło? Wtedy Wojtek obraził się – zrobił się cały czerwony i powiedział, że ona uwłacza jego godności, on o rzeczach wielkich i poważnych, a ona – o latrynie! I wyszedł, to znaczy odszedł, od ogniska. I nikt za nim się nie ruszył.

Nad tym właśnie rozmyślam. Może ktoś powinien za nim wtedy pognać?…

ANKA

61/58775
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 18592
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(31/1977) 5 minut z Anką

Post: # 221917Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 91 – sobota 30 lipca 1977 r.

Obrazek

5 minut z Anką

Dochodzę do wniosku, że o przysłowiach nie tylko się mówi iż są mądrością narodu, ale że rzeczywiście są mądre. Chociażby to mówiące, ze trzeba beczkę soli z człowiekiem zjeść, aby dobrze go poznać. Oczywiście beczka jest w przenośni – człowiek by się w Morze Bałtyckie zmienił – ale zamiast beczki może być równie dobrze zwyczajny obóz harcerski.

Wydawało mi się przedtem, że Maćka znam na wylot. Od wieków na tym samym podwórku mieszkamy, lata całe w jednej klasie – na pamięć wiem, ile piegów ma na nosie. No, ale na obozie jesteśmy razem po raz pierwszy. I od razu…

Może nie całkiem od razu. Najpierw było świetnie i Maciek był taki jak zawsze – morowy kumpel i chłopak z głową, w której co minutę rodzi się jakiś nowy pomysł. Dopiero w momencie, gdy komendant zaproponował nam do przystąpienia do współzawodnictwa „Każdy kłos na wagę złota”, to … nie strzelił żadnym nowym pomysłem. Objaw, który mógł zostać uznany za niepokojący. Mógł, ale kto by miał na obozie takie „kosmate” podejrzenia – ja tam sobie wtedy pomyślałam, że po prostu się zmęczył! Potem przez parę dni nic ciekawego się nie działo. Przedwczoraj dopiero zwiad wytropił w najbliższej wsi najbardziej potrzebujących i zapodał na wieczornym ognisku, jak nas wszystkich na żniwne dni rozplanował. Że zastęp ten pomaga na polu pana X, zastęp tamten – na polu Y itd… Jak doszło do wyliczenia naszego zastępu, to Maciej wtrącił się, żeby… jego osoby nie brać pod uwagę, on nie pójdzie.

Od razu zaczął też uzasadniać, dlaczego. Dlatego mianowicie, że on uważa, iż wyręczanie kogoś w jego pracy jest demoralizujące. Że zresztą wcale nie on sam to wymyślił, ale w gazecie wyczytał. W mądrej gazecie. I zgadza się z tym zdaniem. Bo nie ma ochoty i nie da się zdemoralizować! I w związku z tym on chętnie dla społeczeństwa popracuje, ale robiąc coś extra, coś, czego kto inny by nie zrobił. Ot, gotów jest np. przystanek PKS pomalować w kolorowe kropki. Nikt na to przednim nie wpadł, a będzie ładnie! Wyręczać zaś żadnego pana X czy Y nie ma zamiaru.

Zaczęliśmy mu wszyscy z komendantem na czele tłumaczyć, że zupełnie mu się pod sufitem poplątało. Ale do Maćka nic z naszych przemówień nie trafiało. Uparł się jak kozioł! Hm, na upartych nie ma rady, więc… daliśmy sobie na razie spokój. Skutek jest taki, że cały obóz szykuje się do wyjścia w pole, a Maciek – szykuje sobie wiadra z farbami i pędzle.

Ciekawa jestem, jak to się skończy. Czyżby rzeczywiście wieś miała zyskać… pokropkowany przystanek?!

ANKA
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 18592
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(32/1977) 5 minut z Anką

Post: # 222075Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 94 – sobota 6 sierpnia 1977 r.

Obrazek

5 minut z Anką

Ostatnie dni obozu – najsmutniejsze – nikt nie chce wracać do domu z perspektywą, że na następny obóz trzeba czekać cały rok. Strasznie długo! l kto wie, czy ten przyszłoroczny będzie taki jak ten. Na przykład ostatnie ognisko. Wiał wiatr i iskrami sypało na prawo i na lewo. Do wody wpadały niektóre – bo nasze ogniska są nad brzegiem jeziora – i to było takie… romantyczne. Coraz częściej łapię się na tym, że jakaś taka romantyczna się zrobiłam. Nad kwiatkami się rozczulam, nad zachodem słońca, nad tymi iskrami w jeziorze…

Trochę mi wstyd, bo ambicje mam takie pt. „azymut – twardy człowiek”, ale co tam! Te kwiatki były naprawdę liczne. Rumianki, chabry, dwa czerwone maki i jeszcze takie coś lekko liliowe, co nie wiem jak się nazywa. Krzysiek ułożył je w bukiet poprzeplatany kłosami żyta, które łaskotały w podbródek. Bo od Krzyśka dostałam te kwiaty. Na moje imieniny.

Zachód słońca był imponujący. Kula taka wielka i purpurowa, która – hyc i dala nurka pod wodę. Staliśmy wtedy z Krzyśkiem na pomoście, mieliśmy sprawdzać przymocowanie łódek, ale kto by łódki sprawdzał, gdy słońce nurkuje! Więc się na to słońce gapiliśmy. l było tak… No, sama nic wiem, jak to wyrazić!

Jestem zaniepokojona wyraźnie. Ciągle tylko Krzysiek, Krzysiek, Krzysiek… prawie nie jestem w stanie o niczym innym myśleć. Oj, Anka, niedobrze! Wpadłaś! To nie ja to z tym wpadnięciem wymyśliłam, do głowy by mi nie przyszło, ale Ulka. Ona twierdzi, że Krzysiek za mną łazi i oczy ma cielęce, a ja to podobnie jak i on – zgłupiałam.

Hm, zgłupiałam?! Czy to naprawdę dowód głupoty, że jakiś chłopak bardziej mi się od innych podoba? A czy fakt, że ja mu się podobam, znaczy, że on jest głupi? Powiedziałabym raczej – zostało mi mimo romantyzmu trochę tej pewności siebie – że ma dobry gust! Ha!

Niemniej jednak wcale nie jestem pewna, czy chciałabym być zakochana. Wiem jak to jest, mam przecież oczy – nie ma czasu dla przyjaciółek, dla domu, nie ma kiedy się uczyć… Same spacery, wzdychania… A przecież to już będzie ósma klasa i bimbać sobie nie należy. Tak podpowiada mi mój głos rozsądku. Ale mam jeszcze jakiś drugi głos – czyżbym była brzuchomówcą?! – który podpowiada mi, że co tam się przejmować!

Bo w ogóle, to rzeczywiście jest dobrze. Ba, powiedziałabym, że bardziej niż dobrze – wspaniale! Tylko ja taka jestem „psuja” i ciągłe szukam dziury w całym. Ale… jakoś na razie nie mogę jej znaleźć. Dobrze to czy źle, sama nie wiem! Chciałabym… Czy ja zresztą wiem, czego bym chciała…

ANKA
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 18592
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(33/1977) 5 minut z Anką

Post: # 222222Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 97 – sobota 13 sierpnia 1977 r.

Obrazek

5 minut z Anką

Hej, życie jest jednak cudowne! Co, może nieprawda! Powiedziałam wczoraj o tym odkryciu – że życie jest cudowne – mojej mamie, a mama od razu na to: „zakochałaś się?!”. Ciekawe, skąd ona to tak szybko odkryła> Nic, słóweńkiem nawet, nie napomknęłam w czasie obozowych relacji o Krzyśku, a ona już wszystko wie. Dochodzę do wniosku, że dorośli są o wiele bardziej przenikliwi niż my. Ja sama pewnie bym nigdy nie wpadła na to, że się Krzyśkowi podobam, gdyby mi Ulka me podpowiedziała tej złotej myśli, a mama… Jednak trochę racji jest w tym, że doświadczenie życiowe to rzecz dla człowieka bardzo ważna. Od dzisiaj innymi oczami zaczynam patrzeć na takie różne powiedzenia i potoczne stwierdzenia.

No, może nie od dzisiaj, a od jutra. Dzisiaj idziemy z Krzyśkiem do parku. Zupełnie bez celu, na taki spacer po prostu. Strasznie dawno się nic widzieliśmy, od wczoraj – okropnie dużo mamy sobie do opowiadania. Ale spotykamy się dopiero za 2 godziny. Muszę ten czas jakoś pożytecznie spędzić. Nawet wiem, co będę robiła – będę się zastanawiała jak się na ten spacer ubrać. Dobrze, że nie ma tu Ulki – wyjechała do babci na wieś – dopiero by miała satysfakcję, te dobrze powiedziała, że mi ta miłość „na rozum padła”. Sama to zresztą wiem. Bo przecież, tak rozsądnie rzecz biorąc, głupotą skończoną jest zajmować się przez cale 2 godziny dumaniem nad strojem. Tym bardziej, że wiele do wydumania nie mam – prawie wszystko uprane i suszy się; w grę wchodzi jedynie czerwona sukienka w białe kropki i niebieskie spodnie z kraciastą koszulową bluzką. Ponieważ zaś w czerwonej sukience byłam w parku wczoraj, to zostają tylko te spodnie.

Albo i nie zostają. To rzeczywiście objaw lekkiego obłędu uważać, że nie można po raz drugi wystąpić w tej samej sukience na spacerze z tym samym chłopakiem. Ileż ja bym ciuchów musiała mieć, żeby za każdym razem, gdy spotykam się z Krzyśkiem, wyglądać inaczej! Nie, nie da rady, szafa jest za malał! Gdzie bym to wszystko trzymała, co bym wreszcie z tym wszystkim po jednorazowym założeniu zrobiła?! A więc – zdecydowałam się – idę w czerwonej sukience.

A może to będzie źle! Niektóre moje koleżanki mówią , że chłopcy nie lubią, gdy dziewczyny są jednostajne i monotonne. Ponoć dlatego właśnie tak często zmieniają obiekty swoich zainteresowań. Gdyby Krzysiek miał mnie zamienić na inną z powodu tej czerwonej sukienki, to bym… Stop! Teraz to już się zupełnie zagalopowałam. Co za bzdury przychodzą mi do głowy?!

Tak, miłość to cudowna rzecz, ale wyczerpująca. Umysłowo!

ANKA
ODPOWIEDZ