
Świat Młodych
nr 88 – sobota 23 lipca 1977 r.

5 minut z Anką
Leżę więc myślę! Przerobiłam to znane powiedzenie, bo w ten sposób bardziej do mnie pasuje – myślę zawsze (albo niemal zawsze) w pozycji horyzontalnej. W tej chwili też. Koc na trawie, panorama na jezioro się rozpościera… Cały nasz zastęp wybrał się na minirajdzik, a ja, ponieważ skręciłam sobie nogę w kostce, zostałam. Skręcenie głupstwo, nawet nie boli – ot, takie profilaktyczne działanie ze strony pani doktor, które skwapliwie podchwyciłam. Nad paroma sprawami rzeczywiście muszę pomyśleć.
Zaczęło się od głupstwa. Gdy rozbijaliśmy obóz, to takiemu jednemu Wojtkowi wypadła służba przy kopaniu latryny, a on nie chciał. Ubaw mieliśmy nieziemski,, jak tłumaczył, dlaczego. Głównym powodem był fakt, że on jest „obrzydliwy” i niedobrze mu się robi przy „tego rodzaju” czynnościach, od „tego rodzaju” zapachów. Nie wiem, co naprawdę miał w trakcie tłumaczenia na myśli, ale chyba całkiem nie zrozumiał, na czym to jego zadanie ma polegać. Zapachy?! Głównie poziomkowy był „wywęszalny”, no a poza tym las. To resztą była jedna strona zagadnienia, ta, co śmieszna. Druga była mniej śmieszna, bo nas wnerwiała. A nawet jeśliby i nie pachniało zbyt ładnie, to co?! Jakby każdy sobie wybierał tyko taką pracę jaką najbardziej lubi, to, ta która nie jest najprzyjemniejsza, w ogóle nie zostałaby zrobiona. I co wtedy? Tym bardziej, że na dodatek tak się perfidnie składa, iż ta najmniej przyjemna jest najbardziej potrzebna!
W efekcie podziałaliśmy wtedy kolektywnie na Wojtka bardzo pedagogicznie, bo zadanie do końca wykonał. Choć… minę miał nieszczególną – pal go sześć!
Cała sprawa wróciła jak przysłowiowy bumerang, gdy tuż przed Świętem Lipcowym szczepowy na ognisku podjął dyskusję o patriotyzmie. Temat to jak rzeka, a i dyskusja taka bardziej… normalna – bez strzelania trudno mówić o „prawdziwym” patriotyzmie. Wiecie zresztą! Najbardziej żołądkował się właśnie ten Wojtek. Że on marzy o tym, żeby patriotą być, że wielkie czyny dla ojczyzny gotów jest dokonywać, ale… szans nie ma.
Kiedy się tak żołądkował, któraś dziewczyna przypomniała mu tę historię z latryną. Że jak się to jego wielkie poświęcenie ma do faktu, że nie chciał wykonywać zwyczajnego, banalnego zadania, które mu w podziale przypadło? Wtedy Wojtek obraził się – zrobił się cały czerwony i powiedział, że ona uwłacza jego godności, on o rzeczach wielkich i poważnych, a ona – o latrynie! I wyszedł, to znaczy odszedł, od ogniska. I nikt za nim się nie ruszył.
Nad tym właśnie rozmyślam. Może ktoś powinien za nim wtedy pognać?…
ANKA
61/58775





