5 minut z Anką
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- PaulDom
- Posty: 202
- Rejestracja: 20-03-2025 16:57:00
- Lokalizacja: LL
Re: 5 minut z Anką
Śmierć prezydenta, świetny film, pewną poprawkę trzeba wziąć na wyolbrzymienie politycznej roli komunistów.
. Ja to go oglądałem jak dokument, tyle że w kolorze.
- uzytkownik_konta
- Posty: 7042
- Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11
Re: 5 minut z Anką
Wspaniały film. Niepowtarzalny klimat. Rzeczywiście ma się wrażenie, że zostało to oddane dość realistycznie. Nie pamiętam już dokładnie, czy tam rzeczywiście wyolbrzymiono rolę konkretnie komunistów, czy po prostu ukazano znaczną rolę lewicy. Jeśli to drugie, to przecież tam lewica miała bardzo duże znaczenie. Pamiętam wręcz, że po zabójstwie wśród socjalistów i ludowców z "Wyzwolenia" zaczął dominować pogląd, że w zasadzie należy w tej sytuacji zacząć mordować endeków - Daszyński i Thugutt musieli sięgnąć po całe swoje zdolności przekonywania, aby odwieść doły od tego pomysłu (przy czym nie było to też tak, że te stronnictwa były szczególnie rządne krwi - po prostu w pierwszych godzinach po morderstwie zapanowała atmosfera upadku państwa i wydawało się, że to może być ten moment, w którym mocniejszy przejmie władzę drogą siły).
- Dorian_Gray
- Posty: 2933
- Rejestracja: 18-07-2018 20:38:15
- Lokalizacja: Mazowsze
Re: 5 minut z Anką
Oglądałem w czasach szkoły średniej i wydaje mi się, że ten film miał jakiś tam wpływ na moje poglądy:
anty-prawicowe i anty-klerykalne.
anty-prawicowe i anty-klerykalne.
- Hebius
- Posty: 20541
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
(47/1977) 5 minut z Anką

Świat Młodych
nr 138 – sobota 19 listopada 1977 r.

5 minut z Anką
Ha! Znowu zgryz mam wcale nielekki, z którym nie bardzo wiem, jak mam sobie poradzić. Mogłabym niby taty się spytać, ale sprawa jest taka… hm, raczej nie dla dorosłych. Rzecz w tym, że dzisiaj są imieniny Elki. I prywatka. Prywatka-cud, prywatka-gigant, prywatka-marzenie. Marzenie tych wszystkich, którzy nie zostali na nią zaproszeni – cóż, mieszkanie rodziców Elki nie jest zbyt pojemne i wszyscy chętni na raz na pewno się w nim nie zmieszczą. To śmieszne. Tłum ludzi cierpi na rozstrój nerwowy i zwątpiło w poczucie własnej wartości z powodu tego, że Elka ich na imieniny nie zaprosiła. Ja mam zgryz – bo mnie zaprosiła. Och, znam co najmniej kilkanaście osób, które w podskokach by się ze mną w tej chwili zamieniły, ale to nic nie zmienia – zamienić się po prostu nie mogę, mogę… po prostu nie iść.
A tego też bym nie chciała. Co tu dużo gadać. Zaimponowało mi, że Elka mnie zaprosiła, że zaliczyła mnie do grona swych bliskich znajomych, że uznała, iż jestem warta jej prywatki. Bo prywatki u Elki owiane są… legendami. Cuda o nich ludzie, co już raz tam byli, opowiadają. Że klasa, że szał, że poziom światowy, że atmosfera taka… jak na jachcie pana Onassisa niemal… Hm, podejrzewam, że nikt z tego grona gościem pana Onassisa nie był i tak naprawdę to pojęcia nie ma, czy bywało u niego podobnie jak u Elki, czy trochę inaczej. W każdym jednak razie, u Elki jest ponoć bombowo.
Fakt, chciałabym w takim bombowym przedsięwzięciu uczestniczyć, wielkiego świata powdychać. Z drugiej jednak strony boję się, że… że okażę się do tego wszystkiego za głupia i za dziecinna. Bo właściwie to wiem, na czym ta cudowność i niezwykłość Elczynych prywatek polega. Sprawa zupełnie jest prosta. Elki domowników nie ma wtedy w domu i ona sama rządzi – jest wino, świece się palą zamiast lamp, ludzie kurzą papierosy bez obawy, że zostaną przez kogoś nakryci.
Pewnie, kto nie chce pić wina ani papierosów palić, nie musi. Ja też nie muszę, ale… ale mam pietra. Nie, bynajmniej nie przed tym, że mnie ktokolwiek do tego zmusi – co to, to nie, kulturalne towarzystwo u Elki bywa, delikatne w odruchach – ale tego, że mnie… wyśmieją. I taka jestem cały czas niezdecydowana. Iść – nie iść?
Ja wiem, że to głupio z mojej strony tak się zastanawiać i marudzić. Cóż w końcu prostszego – jak nie pójdę, to pewnie sama solenizantka nie zauważy, że mnie nie ma. Ale ja się boję nie tylko wyśmiania. Również i tego, że jak teraz zrezygnuję, to już nigdy zaproszona nie zostanę. A ciekawa jestem, że aż strach!
Hm, ciekawość, ponoć pierwszy stopień do piekła, nie?!…
ANKA
84/181044
Siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody,
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?