Pięć minut z Magdą

Książka, kino, teatr, muzyka, telewizja...
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Michał
Posty: 1544
Rejestracja: 06-11-2023 13:40:07
Lokalizacja: Miasto

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 214299Post Michał »

Ona wszystko obsesyjnie analizuje, jak człowiek z OCD 🫢
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 214612Post Hebius »

Obrazek
Świat Młodych
nr 54 – wtorek 4 maja 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

To już maj. I majowe problemy. Fakt, zawsze tak się jakoś dzieje, że właśnie w tym miesiącu wychodzą takie różne głupie sprawy. O chłopakach myślę i o tym, jak to się oni zaczynają do nas, do dziewcząt przystawiać. Hm, użyłam słowa retro, ze słownika mojej babci, teraz mówi się – podrywać.

Podrywać można różnie. I nie tylko chłopcy podrywają dziewczęta, ale i dziewczęta chłopców też. Znam wiele sposobów – na uśmiech, na psa (tak! tak!), na ciężki pakunek, na chusteczkę… ten ostatni jest naiwny do ostatnich granic i występuje już chyba jedynie w książkach oraz w takich różnych sercowych poradnikach. Zamiast bowiem pożądanego efektu wzbudza jedynie śmiech, takie retro bardziej wesołe. Nie jestem specjalistką i nie wiem dokładnie, jakim arsenałem środków podrywających dysponują chłopcy, ale chcę oznajmić, że nie wszystkie z nich wzbudzają we mnie entuzjazm. Między innymi chodzi właśnie o te… majowe.

Np. przedwczoraj. Było południe, takie niedzielne, bardziej senne. Szłyśmy sobie z Hanką ulicą i lizałyśmy lody. Nawet gadać się nam nie chciało. Tak sobie tylko szłyśmy i było fajnie. Nagle usłyszałyśmy okrzyk: „Aaale nogi!”. My nic, idziemy dalej a tu drugi okrzyk, taki sam, o tych nogach. My znowu nic, ale kątem oka widzę, że za nami posuwa dwóch takich. Nawet fajnych – wysokich, włosy mieli zupełnie super, dżinsy z tych najładniejszych… Pokazują coś sobie na nas, chichoczą i wykrzykują – „aale nogi!”, „hej, mała, zaczekaj!”, „czego się boisz, laleczko, my nie tacy straszni!, „dobre te lody, daj spróbować!” i tak dalej w tym samym stylu.

To my gazu, to oni też, to my jeszcze szybciej… Już się nam i tych lodów lizać odechciało i w ogóle. W ogóle, to nie wiem do której z nas była ta mowa. Bo tak: Hanka ma nogi zgrabne, ja nie bardzo. Więc mogli albo chwalić Hankę, że im się podoba, albo wyśmiewać się ze mnie, że im się nie podobam. Albo… nie miało to żadnego znaczenia, gadali tylko tak, żeby gadać, dla podrywu.

Efekt osiągnęli taki, że humor nam zepsuli dokumentnie. Zwłaszcza mnie. Cóż, poczułam się trochę… zazdrośnie. O te nogi, że Hanka ma zgrabniejsze.

Nie! Zdecydowanie nie lubię tego majowego podrywania! Maj jest taki… radosny, wesoły i tak jakoś napawa ludzi chęcią jakiegoś działania. U chłopaków, w części chłopaków przejawia się ono w taki właśnie głupawy sposób.

Bo ja wiem, a może to ja rozumuję… głupawo?!

MAGDA

282/520029
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 214864Post Hebius »

Nieubłaganie zbliżamy się do końca naszych spotkań z Magdą.

Obrazek

Świat Młodych
nr 57 – wtorek 11 maja 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Jagoda jest znowu w rozterce. Sercowej. Już co najmniej od miesiąca chodziła z takim jednym Jackiem i wydawało się (i je j i nam, koleżankom), że sytuacja jest ustabilizowana, aż tu nagle, kilka dni temu, poznała na urodzinach u Bożeny jej kuzyna, niejakiego Heńka. I ten Heniek wpadł jej w oko. Ona jemu jak na razie – nie, ale twierdzi, że to nie problem. Problem polega na tym – czy warto?

Pytała się o to Hanki, pytała się mnie, pytała się wszystkich dziewczyn w naszej klasie i chyba co najmniej kilkunastu z innych klas. Ale… nikt jej nie dał konkretnej odpowiedzi. l stąd ta rozterka.

Biedna Jagoda! Nie chciałabym być na jej miejscu. Musi sama i to jak najszybciej podjąć okropnie ważną decyzję. No bo tak, z jednej strony Jacek – miły, wysoki, dobrze tańczy i w ogóle to już wie, czego się po nim może spodziewać. A z drugiej strony ten Heniek – podobno od Jacka przystojniejszy i bardzo, bardzo sympatyczny, ale właściwie to tak naprawdę nie wiadomo co za jeden. Ale fascynujący, wiadomo – ktoś nowy! Jak zacznie startować do Heńka, to koniec z Jackiem. Nie ma mowy, żeby się udało przed nim zainteresowanie innym chłopakiem dłużej niż przez kilka dni ukryć. A Jacek honorowy jest, jak nic się obrazi i nie będzie chciał już potem z nią gadać. Więc Jacek będzie spalony, a z Heńkiem nie wiadomo tak na pewno jak pójdzie, a jeśli nawet pomyślnie, to też nie wiadomo, co będzie później. I Jagodzie grozi pozostanie na lodzie. To nie bagatelko, zbliża się już połowo maja!

Co prawda ma jeszcze w odwodzie takiego jednego aktora filmowego, który jest podobno Francuzem, ale to też nic pewnego, bo tylko w filmie produkcji francuskiej występował, w telewizji go grali, a nazwisko, to ma takie chyba bardziej angielskie. W tym aktorze to Jagoda zadurzyła się jeszcze w zimie, zaraz jak obejrzała ten film w telewizji. Wysłała nawet kilkadziesiąt listów do różnych redakcji, żeby jej jego zdjęcie przysłali, ale nie przysłali i żadnego zdjęcia nie ma. Pewnie do tej pory to już nawet nie pamięta jak on dokładnie wygląda, więc w gruncie rzeczy nie jest to żadna rezerwa.

Fakt, sytuacja Jagody nie jest do pozazdroszczenia! Hanka mówi, że Jagoda zawsze da sobie jakoś radę, ale mnie to naprawdę i autentycznie jej żal. W końcu to koleżanka, ósmy rok w jednej klasie siedzimy… Tylko tak naprawdę, to nie wiem kogo żal mi bardziej – jej, czy Jacka, a może i Heńka?! Obaj przecież nie wiedzą, co ich czeka!

MAGDA

283/532331
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

R(20/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 215542Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 60 – wtorek 18 maja 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Jeszcze taka kupa czasu została do końca roku szkolnego, a ja już żyję wakacjami. Właściwie to na razie pierwszą częścią wakacji – lipcowym obozem. Jedziemy na Mazury, nad piękne jezioro. Drużynowy tam niedawno był, wszystko obejrzał, opalił się przy okazji na murzyna, opowiada nam, jak tam jest fajnie i jak nam będzie fajnie. Wierzę, że będzie i … nie mogę się już doczekać dnia wyjazdu.

Moje ubiegłoroczne „zielonki” też oczywiście jadą i też się nie mogą doczekać. Ja już nie będę w tym roku ich zastępową. Awansowałam. Na zbiórce rady szczepu, która odbyła się w sobotę, ustalono, że będę… oboźną. Jejku, aż mnie zatkało, gdy to usłyszałam! Prawdę mówiąc, to liczyłam na jakąś wyższą szarżę, ale liczyłam tak w głębi ducha. Mnie formalnie mowę odjęło. Fakt. Aż się wszyscy śmiali i dowcipkowali, że kiepski to będzie obóz, gdy oboźna jest… niemową.

Nie sądzę, żeby miało być tak źle ale… czym więcej godzin i dni od momentu, gdy się o tym dowiedziałam mija, to… coraz większy dreszczyk strachu mnie rzeczywiście oblatuje. Hance o tym powiedziałam, a ona zamiast mnie pocieszy, powiedzieć coś w tym rodzaju, że: „Magda, nie łam się, dasz sobie radę!”, to… ręce załamała i lamentować zaczęła. Że po co mi to, że to taka odpowiedzialność, że na pewno nikt mnie nie będzie słuchał, że… no w ogóle, wszystko w czarnych barwach. Jeszcze gorzej się od tego jej lamentowania poczułam.

Tacie też powiedziałam o tych swoich obawach, a tata na to twardo – że mogłam się nie zgodzić, a jak się zgodziłam, to nie pora teraz na strachy. Chyba – to też tata powiedział – że podjęłam tę decyzję bezmyślnie i teraz żałuję. To, to co innego.

Nic – wydaje mi się – tata nie zrozumiał. l Hanka też nic. Przecież ja naprawdę strasznie chciałam być na tym obozie oboźną. Będę ważna, będę miała gwizdek na szyi, będą się ze mną liczyli inni… No, powiedzcie, kto by nie chciał? Problem polega jedynie na tym, że mam lekkiego pietra. Co do gwizdka na szyi, to wszystko jest jasne – będę go miała, jest przynależny do tej funkcji. Nie wiem tylko, czy rzeczywiście będą się ze mną liczyli. I nad tym łamię sobie głowę. Chciałabym być taka mądra, zdecydowana, pewna siebie… jak prawdziwy oboźny! A ja…

Coś czuję, że tata, to trochę racji jednak ma. Tylko, czy to rzeczywiście bezmyślność… ?!

MAGDA

284/542970
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(21/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 215740Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 63 – wtorek 25 maja 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Ufff! Nie na darmo mawia się, że maj to miesiąc kwitnących kasztanów. I nie o botaniczne wrażenia mi tu chodzi, te kwitnące kasztany, to niby symbol taki jest, że do roboty trzeba się zabrać, bo jeden termin goni drugi termin i w ogóle człowiek jest co najmniej o trzy lub cztery doby do tylu. Jedno jest w tym fascynujące. Że porzekadło to (przysłowie?, sentencja?, złota myśl?) zostało wymyślone bardzo dawno temu, już przed wojną – ze wspomnieli babci to wnioskuję – spokojnie sobie egzystowało i było takie bardziej zadomowione, a przecież bardzo dawno temu, maj nie był wcale taki pełen.

Pełen wydarzeń, imprez, rocznic. Zadziwiająca była ta zdolność przewidywania tych wymyślaczy powiedzonka o kwitnących kasztanach. Fakt! No bo skąd niby taki ówczesny myśliciel miał wiedzieć, że II wojna światowa skończy się 9 maja?! A niby dlaczego nie 9 kwietnia, albo 9 czerwca, albo wcale nie 9 tylko… 25 lipca?!

Albo takie Dni Oświaty Książki i Prasy. Też ich jeszcze przed tą ostatnią wojną nie było! Alertów Naczelnika ZHP też nie było, ani święta Prasy młodzieżowej i Sportowej nie było, ani biegu terenowego naszej drużyny, który rokrocznie z okazji imienin Zofii – tak ponoć pierwsza szczepowa naszego szczepu miała na imię – się odbywa…

No więc, kwitną kasztany, kwitną, a ja gonię dzień przedwczorajszy. Bo to i w naszej szkole imprez od groma, i w drużynie mojej w podstawówce, i w zaprzyjaźnionych z nami drużynach różne uroczystości się w maju odbywały.

Ufff! Niechże sobie jeszcze raz sapnę. Nie wiem doprawdy, co ludzie widzą w tym maju i dlaczego wszystko musi być akurat teraz! Czyżby tak wielka była sugestia przysłowia o kwitnących kasztanach?! Aż mi się wierzyć nie chce, ale… chyba tak, bo na dobrą sprawę zupełnie nie widzę żadnego innego rozwiązania, które by miało choć pozory sensowności. A to rozwiązanie ma. Tak, nawet to dobrze brzmi tylko… tylko jest męczące.

I to cały, caluśki miesiąc. Od samego początku – pochód pierwszomajowy, do końca – imieniny mam 29, a potem jeszcze zaraz, natychmiast po skończeniu się maja – Dzień Dziecka. Międzynarodowy. Może są takie kraje na świecie, gdzie dzieci nie są w tym dniu wypompowane, ale u nas – trzeba mieć kondycję Szozdy, żeby z uśmiechem w ten kolejny miesiąc wkroczyć.

MAGDA
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(22/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 216197Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 66 – wtorek 1 czerwca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Rozterki szarpią mą duszę. Jak zwykle już od paru lat w dniu 1 czerwca. Sama nie wiem, czego bym tak naprawdę chciała – dzieckiem jeszcze być i świętować, czy poważną osobą dorosłą, której takie święto wcale nie dotyczy?! Naprawdę nie wiem. I jedno i drugie ma swoje dobre strony.

To pierwsze, czyli za dziecko uchodzić, ma ten najgłówniejszy walor, że dziecku wszystko wolno. No bo tak, chce poryczeć – poryczy, chce siusiu – nie czeka w kolejce do dworcowej toalety tylko leje w majtki, obrazi się na brzydką ciocię nie powie „dzień dobry”… itd. Gdybym to ja tak zaczęła ryczeć bez powodu… Już widzę to pukanie się palcem w czoło, czy aby wszystkie klepki mam w porządku! I główny argument byłby ten – „Opamiętaj że się, Magda, nie jesteś już dzieckiem!”

To drugie, czyli być poważną osobą dorosłą, ma inny najgłówniejszy walor – poważnej osobie dorosłej wszystko wolno. No, nie?! Gdy dorosła osoba chce iść do kina – nie pyto się mamy i nie prosi o dychę na bilet. Dorosła osoba ma własne pieniądze, jest niezależna, gdy chce założyć bluzkę w fioletową kratkę do pomarańczowej spódnicy w zielone kropki – założy ją i nikt jej nie powie: „ściągaj to natychmiast, wyglądasz szkaradnie!”, gdy nie lubi mleka – nie pije go! Już wyobrażam sobie siebie w tych sytuacjach! Niemal słyszę, co mi mówią: „Opamiętaj że się, Magda, nie jesteś jeszcze dorosła!”

No, nie żartuję, to byłyby rzeczywiście prawie takie same słowa. Bo jak się ma 16 lat, to się faktycznie ciągłe słyszy, że na coś tam jest się za małym, a na coś tam innego – za dużym. Po prostu, jak się ma 16 lat, to jest się takie… ni to, ni owo, które dzieciom zazdrości pewnych rzeczy a innych rzeczy dorosłym.

Stąd i moja dzisiejsza rozterka. Nie wiem. Z jednej strony chciałabym sobie poświętować – dostać czekoladę z bitą śmietaną na podwieczorek, jakiś prezent, żebym nie musiała przy tym święcie śmieci wynosić… Z drugiej strony to jakoś głupio – człowiek niedługo pełnoletni będzie a dziecinne święto obchodzi. Powagę przecież zachować trzeba, bo jeśli nie, to nikt nie uwierzy, że naprawdę jest się poważnym!

l tego mi żal, i tego. Mawiają o takich, że mają: „popie oczy, wilcze gardło…”, a jednak ja jakoś się do tego nie poczuwam. Po prostu – jestem w rozterce!

MAGDA

286/546911
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(23/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 216509Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 69 – wtorek 8 czerwca 1976 r

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Nigdy nie wiadomo, jak ogromna może być rola banalnego przypadku. Mądrze mówię, prawda?! A to dlatego, że doświadczyłam tej działalności opatrzności na sobie samej. Tak, naprawdę.

Nie chciało mi się w sobotę nigdzie wychodzić z domu – miałam lekcje, z Tadeuszem… hm, tak się trochę gniewamy. Babcia przypomniała sobie, nagle, że… musztardy w domu nie ma. Ważna mi rzecz, musztarda! Można bez niej przeżyć przez jedną niedzielę. Wyłuszczyłam te swoje racje, ale moja babcia jest jak głaz.

Pożaru i trzęsienia ziemi co prawda nie zanotowano, ale ja trzęsłam się wewnętrznie. Ze złości. l szłam do „Samu” po tę nieszczęsną musztardę. Była już za dwadzieścia ósma, tuż przed zamknięciem, więc ludzi sporo. Wrzuciłam słoik do koszyka, podeszłam do kasy, sięgnęłam do kieszeni po dychę, kiedy… zobaczyłam chłopaka. A właściwie nie chłopaka, tylko jego włosy. Takie nie za długie i nie za krótkie, nie za proste i nie za kędzierzawe, nie za jasne i nie za ciemne… Bomba!

Potem chłopak odwrócił się – przez sekundę mignęły mi jego oczy, marzycielskie – i wyszedł ze sklepu. Nie czekając na resztę, złapałam słoik i… pognałam za nim. Udało mi się, wyśledziłam, gdzie mieszka! Stałam potem pod jego klatką ze 45 minut.

W domu babcia mnie zburczała, że łażę nie wiadomo gdzie, boć „Sam” już dawno zamknęli. Nie odezwałam się. Doszłam do wniosku, że nie warto targać sobie nerwów na byle głupstwa, gdy dzieje się coś wielkiego.

Bo to było naprawdę coś wielkiego! Przez całą niedzielę też polowałam na niego. Widziałam go dwa razy, raz przeszedł niecałe 2 metry ode mnie. Jak wróciłam do domu, to wcale nie mogłam zabrać się do nauki, tylko siedziałam i marzyłam…

Wczoraj wieczorem znowu wybrałam się pod tamtą klatkę. Od szóstej do ósmej się tam przechadzałam i już wydawało mi się, że wrócę do domu z niczym, gdy zobaczyłam, że po drugiej stronie idzie… Tadeusz ze swoim psem. Pies mnie wyczuł i zaczął szczekać. Tadeusz przeszedł na naszą stronę, ja wróciłam do domu grubo po dziewiątej. Szczęśliwa!

I powiedzcie, czyż nie jest to ogromna rola przypadku?!

MAGDA
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 216670Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 72 – wtorek 15 czerwca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

No, to dobijam! Jeszcze parę dni, ale taka końcówka właściwie już się nie liczy. Ot tak, chodzimy do szkoły, odrabiamy lekcje, nawet odpowiadamy, ale nikt poważnie tego nie traktuje. Ani my, ani nauczyciele. Już wiadomo, co kto, z czego będzie miał i teraz to jest tylko taka… zabawa w szkołę.

Lubię to. Niby wszystko jest na poważnie i na serio, ale w gruncie rzeczy – na niby. Czuję się taka… rozluźniona, nie boję się, że coś mi się może nie udać, a wszystko, co robię, robię naprawdę z przyjemnością. Fakt, nawet z historii odpowiadam z przyjemnością!

Gdy chodziłam jeszcze do przedszkola, to moją najulubieńszą zabawą była zabawa w dom. Ścieliłam lalkom łóżka, prałam ich sukienki, pitrasiłam (na niby) gigantyczne dla nich przyjęcia… Wszystko to sprawiało mi niebotyczną frajdę. Potem, jak już zrobiłam się starsza, przestałam bawić się lalkami a zaczęłam ścielić własne łóżko. I prawie natychmiast przestała mi się ta czynność podobać. Nie cierpię jej! Oczywiście ścielę, ale zaciskam przy tym zęby i tak naprawdę, to codziennie rano idę do łazienki i marzę sobie, że podczas gdy będę się myła, jakiś dobry duszek odbębni za mnie ten obowiązek. Niestety, dobre duszki istnieją jedynie w baśniach. Podobnie ma się rzecz i z praniem, i z pitraszeniem, i z robieniem zakupów. Dopóki była to zabawa – było fajnie, kiedy zabawa zamieniła się w obowiązek – zupełnie przestało być fajnie!

Moja mama, nazwałaby to jednym zdaniem – że jestem leń. Trochę racji to by w tym i było, ale wydaje mi się, że nie tylko o lenistwo chodzi. Bo np. z tą historią – jak historyczka mnie wyrywa, to choćbym była nie wiem jak obryta, ze strachu cała drętwieję. Brrr!

Tak sobie pomyślałam teraz, że gdyby przez cały rok szkolny był… koniec roku szkolnego, to zrobiłby się ze mnie skończony prymus, a ze szkoły w ogóle – najcudowniejsze miejsce na świecie. Hanka powiedziała, że jestem dziecinna, bo bardziej mi odpowiada to, co na niby, niż to, co naprawdę. Bo ja wiem… Prawdziwych lodów nie zastąpią żadne lody na niby, tego to jestem pewna na mur!

A w ogóle, to i tak nie ma się co na razie nad tym zastanawiać – koniec roku, wakacje. Od września spróbuję sobie natomiast wyobrazić, że szkoła i lekcje są takie na niby, takie jak teraz. Tylko… czy to się da wyobrazić?!

MAGDA

288/562334
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(25/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 216887Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 75 – wtorek 22 czerwca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Hanka powiedziała, że ma mnie po… czubek nosa i że koniecznie, ale to koniecznie musi ode mnie odpocząć. Jak musi, to niech musi, dobrze. Już drugi dzień nie widziałyśmy się, nie rozmawiamy ze sobą. Z tym widzeniem się, to trzeba ciut precyzyjniej określić – widziałyśmy się wczoraj po południu, ale ja jako osoba zdyscyplinowana, przeszłam na drugą stronę ulicy. I… rozśmieszyło mnie to!

Hanka często miewa różne dziwne i bardzo oryginalne pomysły i ja już wiem, że należy się z nimi zgodzić, bo jak powiesz :veto”, to nadąsana będzie cały kwartał. Ten ostatni jest… no, taki trochę… dziki. Mama – musiałam jej opowiedzieć o co chodzi, bo pytała się, czy się z Hanką znowu pogniewałyśmy, czy co – powiedziała, że zachowujemy się jak stare małżeństwo po trzydziestoletnim stażu. I rozbawiona była ogromnie. I… wieczorem zaproponowała przy kolacji, że może by tak obydwoje z tatą oddzielnie na urlopy w tym roku pojechali?! Tata kiwnął głową i przytulił mamy głowę do swojego ucha. Hm?!

Zadziwiające. To dopiero dwa dni, jeszcze niecałe, a ja już mam Hance tyle zupełnie nowych rzeczy do powiedzenia, że chyba niedługo zacznę je zapisywać, aby nie zapomnieć. Kupiłam jej nawet chusteczkę do nosa w pomarańczowo-białą kratkę, bo wydawało mi się, gdy zobaczyłam tę chusteczkę w sklepie, że właśnie ona musi się Hance strasznie spodobać. I… tęsknię za nią, smutno mi, że nie gadamy ze sobą.

Ciekawa jestem, czy Hanka żywi podobne uczucia tkliwości i tęsknoty w stosunku do mojej osoby. Jeśli tak – to ten jej pomysł z odpoczywaniem był… genialny. W każdym razie w tej chwili tak mi się właśnie wydaje.

Bo to prawda, że można mieć dosyć kogoś drugiego, gdy się z nim przebywa na okrągło i niemal bez przerwy. Szczególnie jeśli taki ktoś jest… Hankopodobny, nie mówię o sobie – przez skromność. Wtedy bardzo łatwo o jakąś kłótnię, o jakąś drakę, o jakieś słowa, których się potem długo żałuje. Mało to razy pożarłyśmy się na śmierć i życie, a później usiłując dochodzić przyczyny tej gigant-draki, okazywało się, że… żadnego konkretnego powodu nie było?!

Cieszę się, że mam taką mądrą przyjaciółkę. Jeszcze dwa dni, potem spotkamy się tak jak po długich wakacjach – a to przecież dopiero początek – nagadamy się, może… jakaś drobna kłótnia też się znajdzie?!…

MAGDA

289/566317
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(26/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 216984Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 78 – wtorek 29 czerwca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Jeszcze tylko dwa dni, zaczęłam już pakować plecak do wyjazdu. Menażka, kubek, niezbędnik, latarka… – to jasne, to wiadomo. Najgorsze, to zapakować ciuchy. Takie cywilne ciuchy.

Ułożyłam sobie wszystko na tapczanie. Dżinsy. Niebieskie, nowe, które dostałam od taty na imieniny i stare. Stare przydadzą się, bo nie będzie mi ich szkoda, a nowe też się przydadzą, bo komu nie przydałyby się nowiutkie, niebieskie dżinsy?! Jeszcze spodnie ze sztruksu. Strasznie je lubię i właściwie ciągle w nich na obozie chodzę. W zeszłym roku chodziłam przez wszystkie dni, od rana do wieczora w tych właśnie portkach. I szorty jeszcze. Jedne tylko. To właściwie niezbyt praktyczna rzecz – i tak lata się albo w kostiumie, albo w długich spodniach.

To tyle ze spodniami. Dalej poleciały spódnice. Druh co prawda mówił, żeby kiecek nie zabierać, ale wszystkie dziewczyny powiedziały, że wezmą. A jak będzie jakiś ubaw?! Nie bardzo mogłam się zdecydować, czy wziąć długą spódnicę cygańską w kwiatki, czy taką w krateczkę do kolan. Ta w krateczkę jest chyba ładniejsza i bardziej w stylu obozowym, ale mnie jest w długiej lepiej, bo zakrywa całe nogi. Niech będą obie.

Do tej cygańskiej pasuje taka bluzka z bufiastymi rękawami. Śliczna. Muszę wziąć jeszcze jakąś, bo ta bufiasta, to taka na jeden raz tylko, biała, a ubawy mogą być np. dwa albo i trzy. Trykotowe sobie odłożyłam. Dwie z krótkimi rękawkami, jedną bez i jedną golfikiem. I jeszcze bluzkę koszulową w kwiatki – cudowna jest do tych nowych dżinsów! I koszulę flanelową – niezbędny ciuch, w ubiegłym roku tylko ona mnie ratowała, cały czas w niej chodziłam.

Sweter gruby, bo druh kazał, ja nie lubię takich strasznie grubych swetrów. Wolę cieńsze pulowerki przez głowę, mam dwa takie – czerwony i granatowy. Do granatowego pasuje jeszcze taka bluzka w biało-granatową krateczkę, zapomniałabym o niej! Aha, jeszcze ta bluzeczka, którą Hanka zrobiła mi szydełkiem. Trochę nieporęczna bo gruba, ale ładna.

Teraz buty … Ojejku, ile tego?! Czy ja się zapakuję w jeden plecak?! Absolutnie nie ma mowy! I znowu będę musiała po kolei wszystko odrzucać. A serce mi się kroi, same najniezbędniejsze rzeczy sobie przygotowałam. No…, nie wiem. Chyba poproszę Hankę o pomoc, ona w takiej sytuacji potrafi być brutalna. I to jak brutalna, brrr!!!

MAGDA

290/571530
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(27/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 217036Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 81 – wtorek 6 lipca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

No, jesteśmy, po wielgachnej dyskusji która była burzliwa i… niespecjalnie owocna. A w ogóle – śmieszna. Bo tak, obóz nasz jest koedukacyjny. Wiadomo, wszystkie obozy są teraz koedukacyjne i już mało kto wyobraża sobie, że mogłoby być jakoś inaczej. A jednak.. Nie, nikt przeciw koedukacji nie protestował, wręcz przeciwnie – jeden kolega stwierdził, że z tą koedukacją to jest lipa i że tylko tak się to nazywa, a naprawdę, to żyjemy jak… w klasztorze.

Poszło o to, że namioty są oddzielne dla dziewcząt i dla chłopców. Argumentował tak, że skoro w jednym i tym samym zastępie pracuje np. 3 chłopców i 3 dziewczyny, to jeśli tenże zastęp wyjeżdża w całości na obóz – zostaje rozbity na dwie części. Bo na obozie zastępy pokrywają się z namiotami i taki obozowy zastęp to jest pół zastępu normalnego, a drugie połówki od tych samych zastępów są z kolei połączone w jeszcze jakiś inny zastęp. Sztuczny zastęp. Tak twierdził.

I prawdę mówiąc, to trudno mu było odmówić racji. Ale znalazły się i zastrzeżenia. Że jak to, chłopaki i dziewczyny będą spali w jednym namiocie?! Zgroza. Rozpusta. W ogóle niemoralnie. I od razu nasz cały obóz podzielił się na dwie części – jedna, która była za tą koedukacją „prawdziwą” i druga, której odpowiada to, co aktualnie jest. Podział był demokratyczny – i po jednej i po drugiej stronie było trochę kadry obozowej, trochę funkcyjnych, trochę szeregowców. Żeby było jeszcze śmieszniej, to za wspólnymi namiotami było więcej dziewczyn niż chłopaków. Zaskoczyli mnie nasi chłopcy. Ach, to takie żenujące będzie, niektórzy z nas chrapią i nie chcielibyśmy koleżankom przeszkadzać, jak już będziemy z nimi mieszkać to… i nogi trzeba by codziennie myć!

Obawiam się, że najbardziej decydujący byt ten ostatni argument – o myciu nóg, zmienianiu majtek itp. l tak jak przedtem nie byłam całkiem zdecydowana za czym ja bym była, w tym momencie zrobiła się za mnie absolutna zwolenniczka koedukacji absolutnej – taka szkoła to by się naszym chłopakom przydała!

Nie posądzajcie mnie o złośliwość, jestem osobą, która, że tak powiem z sercem na dłoni, do całego świata, ale … coś w tym jest. Poza tym – nie ma strachu, niestety, albo na szczęście (jak kto woli), nie od nas to zależy. Swoją drogą… oh, lepiej chyba pójdę i sama zrobię… małe pranko.

MAGDA

291/574704
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(28/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 217193Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 84 – wtorek 13 lipca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Wczoraj był na obozie dzień… no, sądny – tak się mówi. Z naszego komendanta wyszedł hipopotam prawdziwy. Nie w tym sensie, że chichotki miał, ale, że brzydal był z niego – w sensie moralnym, oczywiście.

A cała sprawa zaczęta się zupełnie niewinnie. Niedaleko od nas, po przeciwnej stronie jeziora, rozbili się kilka dni temu harcerze z jakiegoś innego województwa. Nawet mieliśmy zamiar ich odwiedzić, na ognisko jakieś zaprosić, ale, że roboty było co niemiara, to i zamiar ten z dnia na dzień odkładaliśmy. Przedwczoraj w nocy na warcie u nas stały „Włóczykije” – zastęp chłopców z VIII klasy. „Włóczykije” to bombowy zastęp – w namiocie umeblowanie sobie zupełnie super sprawili, dogadali się z PGR-em, że nam ciężarówkę na wycieczkę pożyczą w zamian za pomoc w polu, w ogóle pomyły mają świetne. I na tej warcie też im pomysł przyszedł do głowy. Fajny pomysł. Postanowili urządzić podchody do tego obozu naprzeciwko i gwizdnąć im flagę.

Co postanowili, to i zrobili. Dwóch „Włóczykijów” zostało u nas na warcie, a pozostałych pięciu wyruszyło na podchody. Strasznie długo się pod tamtym obozem czaili, ruszyć się w jakichś krzakach przez kupę czasu nie mogli, ani szepnąć, bo warta też tam nie od parady była. Ale w końcu doczekali się. Trzech zwabiło wartę gdzieś na peryferie obozu, a Jacek z Markiem – lu, do masztu! Strasznie się spieszyli, bo bali się, że tamci wrócą i ich do skrobania kartofli na drugi dzień zapędzą, więc nie zdążyli porozplątywać linek od flagi, tylko ciach, ciach finkami i w nogi!

Dumni byli rano jak mało kto i na porannym apelu zadzierając nosy aż po samo niebo złożyli naszemu komendantowi u stóp ten cenny dar. Cały obóz zatkało – no, no, ale się tym „Włóczykijom” udało! Co poniektórych, to zazdrość wzięła okrutna nawet. Tytko komendant jakiś taki bardziej nie zachwycony był. Zamiast im pochwały udzielić, na co wszyscy czekali, to… reprymendę odpalił – że dyscypliny brak, że tak nie można, że podchody – rzecz fajna, ale kadra obydwu obozów musi o tym wiedzieć, że odcinanie linek finkami, to wreszcie nie żadne bohaterstwo ani wielki czyn, tylko zwyczajny wandalizm! I… wystał wszystkie „Włóczykije” do obierania kartofli, za karę.

Hm, hipopotam z niego czy… może jednak i nie?!

MAGDA

292/576529
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(29/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 217322Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 87 – wtorek 20 lipca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Ognisko robimy, takie duże, dla dwóch sąsiednich wsi. Pełna gala. Z okazji 22 lipca oczywiście. W tej chwili na całym obozie, to nikt o niczym innym nawet myśleć nie potrafi tylko o jego programie. Bo program jest imponujący - piosenki, specjalny montaż słowno-muzyczny, rewia mody obozowej, inscenizacja jakaś... w ogóle, masa przeróżnych rzeczy.

Tak naprawdę, to wydaje mi się, że tego wszystkiego ciut za dużo, ale komendant koniecznie chciał, żeby wszystko było - jak on to mówi - monumentalne. A jak komendant chce, to rzecz święta. Główkowaliśmy więc chyba od tygodnia, a od przedwczoraj zaczęły się próby. l równocześnie... bałagan. Bo my już tacy jesteśmy, że każdy z inicjatywą. Niby to dobrze i pozytywnie, ale jak do ustalonego już scenariusza każdy co pięć minut nowy pomysł wrzuca, to połapać się jest trudno. Główny reżyser ogniska, Maciek, student prawa, chodzi z głową obwiązaną czyjąś chustką w kwiatki i łyka tabletki z krzyżykiem. Kartek ma w kieszeni chyba ze trzydzieści i na każdej co chwila coś albo dopisuje, albo skreśla.

Wczoraj wieczorem kreślił jeden skecz, który przygotowali „Apacze”. „Apacze”, to jeden z zastępów chłopców. To był taki skecz, że do lekarza przyszedł pewien gość i ten lekarz każe mu się rozbierać, on chce coś powiedzieć, ale lekarz macha ręką, że potem, więc gość się rozbiera, ściąga z siebie po kolei masę spodni i masę koszul, a jak już zostaje tylko w kąpielówkach i lekarz pyta się co mu dolega, to odpowiada, że węgiel przywiózł. W tym momencie powinien być wybuch śmiechu. „Apacze” wręcz rżeli na próbie, ale... tylko oni. Reżyser nakrzyczał na nich, że to szmira, że zupełnie nie pasuje i że nie pozwoli naszego obozu wobec gości kompromitować. Część obozu z nim się zgadza, ale „Apacze” - nie, siedzą teraz gdzieś w lesie i dumają nad nowym skeczem, uparli się, że musi być skecz.

A reżyser uparł się, że dziewczyny mają śpiewać na... trzy głosy. Więc... próbujemy, ale tak naprawdę niewiele nam z tego śpiewania wychodzi. Wyszły natomiast plakaty, są śliczne. Jedna spec-grupa już je porozwieszała w obu wsiach, inna spec-grupa już ściąga chrust na to gigant- ognisko. Heniek, który ma być konferansjerem, obliczył, że cały program będzie musiał trwać 5 godzin.

Ojejku, to rzeczywiście zapowiada się monumentalnie, tylko... czy komendanta też nie rozboli głowa, bo mnie już zaczyna. Lecę po proszek!

MAGDA
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(30/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 217359Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 90 – wtorek 27 lipca 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Wczoraj cała nasza paka, z podstawówki jeszcze, wybrała się na basen. Była Jagoda, Bożena, Jarek, Andrzej… Siedzimy sobie, przypiekamy się na słoneczku, chłodzimy wodą i gadamy – i o wakacjach, i o naszych średnich szkołach, bo chodzimy do różnych, i w ogóle o wszystkim, co tylko ślina na język przyniesie. Jeden przez drugiego przekrzykiwaliśmy się dosłownie – usta się nikomu nie zamykały. l nagle… nadszedł moment, gdy wszyscy zamilkli. l tylko takie odgłosy z siebie wydawali, co to przypominają trochę muczenie krowy, trochę beczenie owcy, a najbardziej – przestraszonego jąkałę.

Przyszła bowiem jakaś wycieczka zagraniczna. Też uczniowie szkól średnich byli. Z różnych krajów – i Anglicy, i Belgowie, i Węgrzy, i Rosjanie, i Austriacy… No, nie wiem, kto jeszcze, ale w każdym razie języków używali chyba ze stu. Koło nas się rozłożyli i chęć ku rozmowie z nami wykazali. Pewnie spodobało im się, my tacy gadatliwi. Ale… nacięli się setnie, jak już wspomniałam – wszyscyśmy zamilkli. Jeszcze po rosyjsku, to jako tako nam szło, ale jak przyszło do mów niesłowiańskich – koniec, klapa.

A przecież uczymy się. Jarek od lot gania na niemiecki, Bożena zawsze wszem i wobec głosiła, że wszelkie nadsekwańskie narzecza, to dla niej przysłowiowa pestka, angielskiego też się prawie wszyscy uczyliśmy już dawniej, nie mówiąc o tym, że w szkole średniej też każdy jakiś język poza rosyjskim ma. Gdyby nie Hanka i jej pracowicie wykuta niemczyzna oraz to, co przez rok w szkole z angielskiego zapamiętała, tamci pomyśleliby chyba, że się ich boimy, albo co.

Jak już wracaliśmy do domu, to… wszystkim było okropnie wstyd, wszyscy żałowali, że tak się kiepsko do tej nauki języków przykładali, wszyscy sobie obiecywaliśmy, że w nowym roku szkolnym, braki musimy na mur odrobić.

Hm, obiecywałam to sobie nieraz. W zeszłym roku, jak była u nas przez tydzień jedna moja rówieśnica z Francji, to też sobie ten francuski obiecywałam. Nawet na płyty do nauki tatę naciągnęłam i… przerobiłam ze trzy lekcje. Było, minęło, zapomniałam.

Teraz znowu była sytuacja sprzyjająca takim obietnicom. Głupio mi było, fakt, obiecałam sobie, jak na razie, wierzę, że obietnicy dotrzymam, ale… Już wiem, dam ogłoszenie do gazety: „Zamienię masę dobrych chęci na odrobinę silnej woli!”

MAGDA

294/594062

Do końca zostały już tylko cztery odcinki.
Przyznać się, kto to wszystko czytał, oprócz mnie? :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 217426Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 93 – wtorek 3 sierpnia 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Tadeusz twierdzi, że przesadzam, ale mnie naprawdę diabli biorą i jak takie coś, to zaraz się robię cała wściekła. No bo tak – człowiek ma w końcu tyle lat, że jakby się uparł, to i do zamążpójścia sąd by wydał zezwolenie, a tutaj co i raz ktoś traktuje cię jak smarkacza-przedszkolaka. Wczoraj np. jechałam autobusem, tłok był pioruńki, musiałam już wysiadać i usiłowałam przedostać się do któregoś z otworów wyjściowych. „Przepraszam, czy pani będzie teraz wychodziła?!” – zadałam pytanie pani stojącej przede mną. Pani nic. „Przepraszam, pytam się, czy pani będzie teraz wychodziła?! Przepraszam, czy pani mnie słyszy?! Przepraszam…” i w tym momencie usiłowałam panią zawalidrogę – myślałam, że biedaczka głuchoniema, albo co – wyminąć. Na to pani zrobiła rzut tułowiem do tyłu, wprawiła mnie tym w bieg wsteczny, tak, że zamiast przesunąć się do przodu, wpadłam z impetem na tych, co stali za mną. I wtedy wyrzekła z pogardliwą ironią: „Gdzie się pchasz, gówniaro?”

l co można zrobić w takiej sytuacji?! Tylko ściąć się w środku. Ani nie przepchnę w identyczny sposób tej pani – za duży gabaryt, ani na zadane pytania też odpowiedzieć nie sposób. Tylko siedzieć cicho i cierpieć.

Ja też tak cicho do tej pory cierpiałam. ale kiedy 14 lipca skończyłam 16 1at, doszłam do wniosku, że wszystko jedno – ale dlaczego każdy mówi mi per „ty”?! Więc wczoraj do tej pani, też spokojniutko: „Przepraszam, ale chyba mnie pani z kimś pomyliła, ja pani nie znam i bruderszaftu nie piłyśmy”.

Święci pańscy, co się wtedy zaczęło dziać! Żeby było śmieszniej, to jechałyśmy tym autobusem razem z Hanką. Hanka najpierw zupełnie zmartwiała, a potem nic, ani mru-mru. Dopiero jak wysiadłyśmy, to… wpadła na mnie – że mi odbił, że zwariowałam, że kto to słyszał, że jej wstyd za mnie…

Wstyd za mnie?! Nie rozumiem! Niby dlaczego?! Tadeusz jak mu o tym wydarzeniu opowiedziałam, też stwierdził, że mu za mnie wstyd. Jego też nie rozumiem! Dlaczego ja się mam wstydzić, a nie tamta pani?! Dlaczego mam potulnie przyjmować na swoją głowę wszystkie obelgi, którymi niektórzy dorośli raczą obficie wszystkich młodszych od siebie?! O, nie! Jak Tadeusz sobie chce, to niech się nawet na mnie obrazi, ale ja się obrażać nie dam, kobietą w końcu jestem – co, może nie… ?!

MAGDA
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

(32/1976) Pięć minut z Magdą

Post: # 217560Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 96 – wtorek 10 sierpnia 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Hanka przyszła do mnie wczoraj dokumentnie oburzona i wzburzona. Oburzona na Jagodę, a wzburzona tym, co się stało. Ni mniej, ni więcej bowiem, Jagoda odbiła Bożenie chłopaka. Rzecz sama w sobie była zwyczajna – Jagoda już we krwi, jak to się mówi, ma odbijanie chłopaków. Po prostu, podrywaczka z niej. Jeszcze jak w przedszkolu byłyśmy, w grupie średniaków, to zawróciła w głowie jednemu starszakowi, który w dowód wielkiej do Jagody miłości oddawał jej wszystkie budynie. Duża rzecz, nie?! Przyzwyczaiłyśmy się do tego, normalka już to jest!

Tym razem jednak, według Hanki, przesoliła. Bo – jak twierdzi Hanka – podrywanie takich, co są aktualnie „wolni” niczym zdrożnym nie jest, natomiast odbijanie kogoś koleżance jest świństwem nie tylko do kwadratu, ale do sześcianu, albo do jeszcze wyższej matematycznej potęgi. A tym razem był to chłopak Bożeny. I to jej pierwszy w życiu chłopak. Bożena poznała go wiosną, kiedy właśnie zakwitły bzy. W ogóle – strasznie wszystko romantyczne było. Aż do momentu gdy na horyzoncie pojawiła się Jagoda.

O, Jagoda podchodzi do takich spraw metodycznie. Spotkała raz Bożenę z tym Jarkiem, zorientowała się, że Jarek pasjonuje się piłką nożną, a Bożena w dziedzinie tej kompletną jest nogą. Zresztą… podobnie jak Jagoda. Różnica polegała na tym, że Bożena będąc oficjalną dziewczyną Jarka, przez kilka miesięcy nie wyrażała najmniejszego nawet zainteresowania hobby swojego chłopaka, a Jagoda natychmiast po pierwszym w życiu z nim spotkaniu wzięła za frak swojego młodszego o rok brata i kazała sobie udzielić fachowych w tej dziedzinie korepetycji. Po dwóch dniach była gotowa do podjęcia walki. Zaprosiła Bożenę z Jarkiem do siebie do domu, a gdy goście się zjawili (z bukiecikiem dla Jagody, a jakże!), rozpoczęła piłkarski monolog. Po dwóch minutach monolog Jagody zmienił się w dialog jej i Jarka, który trwał dwie godziny. Przez ten czas Bożena siedziała jak na przysłowiowym tureckim kazaniu. Gdy wychodzili, Jarek umówił się z Jagodę na mecz w niedzielę. No i poszli no ten mecz. A potem, za tydzień na drugi. Bez Bożeny oczywiście. Ot i cała historia.

Hanka jest oburzono. Ja… mam uczucia mieszane. Czy ja wiem … może i Bożena nie jest taka bez winy?! Postanowiłam – zabieram się do czytania poezji, to jest… największe hobby Tadeusza!

MAGDA

2942/598896
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 217623Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 99 – wtorek 17 sierpnia 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Jedziemy w Polskę. To znaczy, nie tak w ogóle w Polskę, ale w konkretne miejsce – na Mazury, do pewnej leśniczówki, której gospodarz zaprzyjaźniony jest od wieków z ojcem Tadeusza. Pan leśniczy jest cudownym facetem, bo zaprosił nas do siebie na ostatnie 10 dni wakacji. Wyobraźcie sobie – las, jezioro, oswojona sarenka! l my. Tadeusz, jego kolega z klasy – Wojtek, Jagoda ze swoim bratem i ja. Miała jeszcze pojechać Hanka, ale… jej rodzice w ostatniej chwili wyrazili sprzeciw. Tak jakoś … głupawo, bo zupełnie bez powodu. Właściwie, to powód wymyślili – że nie wypada, aby dziewczyny jechały razem z chłopakami bez żadnej opieki.

Hm, jazda rzeczywiście będzie bez żadnej opieki, bo wsiadamy sobie w pociąg, a na stacji pod tytułem Karwica Mazurska odbiera nas pan leśniczy i dowozi dalej. Cóż może się zdarzyć takiego w czasie podróży pociągiem, żeby nam była opieka potrzebna?! W końcu mamy swój rozum i nikt z pędzącego pociągu (hm, to osobowy pociąg, więc jakiż niby pęd?!) po drodze nie wyskoczy, a jakby już miał nastąpić jakiś superkataklizm czyli pociąg by się wykoleił albo co, to nawet jakby tuzin ojców i mam nas odwoził i tak nic by nie pomogli. Więc nie rozumiem Hanczynych rodziców i… powiedziałam to u niej w domu.

O jejku, jak się mama Hanki wtedy oburzyła! Powiedziała, że nie o to chodzi, co będzie w pociągu tylko o to, co może być w leśniczówce. W dalszym ciągu nic nie rozumiem – co niby może być?! W najgorszym wypadku może być zła pogoda i ciągły deszcz, ale wtedy, to w końcu tylko nasza strata!

Chciałam więc dalej swoje argumenty wyłuszczać, ale sama Hanka mi nie dała. Powiedziała, że… jestem głupia, bo nie rozumiem, iż rodzice w trosce o jej dobro nie chcieli jej puścić. „Jestem przecież dziewczyną!”- powiedziała z niemałą dumą. l już nie chciała żadnej na ten temat dyskusji, ani tego, żeby np. moi rodzice do jej rodziców zadzwonili. Nie i nie! Koniec! Kropka!

No więc pojedziemy bez Hanki. Jutro rano wyjazd. Cieszyłam się z tej leśniczówki tak strasznie, a teraz jest mi smutno. W końcu to moja przyjaciółka i bardzo chciałabym, żeby mogła być tam razem ze mną. Ona też chciała, przedtem, zanim jej rodzice to „weto” zgłosili. Od tego momentu temat przestał w ogóle być tematem. Szkoda.

A może to ja jestem złą córką…?! Albo złą przyjaciółką?!

MAGDA

297/602606
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Pięć minut z Magdą

Post: # 217708Post Hebius »

Obrazek

Świat Młodych
nr 102 – wtorek 24 sierpnia 1976 r.

Obrazek

Pięć minut z Magdą

Byczymy się w leśniczówce. Cudownie jest! Cudownie, cudownie, cudownie… Poważnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy po maturze iść na fizykę, czy może na leśnictwo?! Skończyłabym studia, przyjechałabym do takiego pięknego lasu – raj, a nie życie!

Tadeusz ze mnie się śmieje, że jestem dziecinna i że do matury plany mi się jeszcze tysiąc razy zmienią. Może… To znaczy to, że mi się plany zmienią jest możliwe, ale dziecinna nie jestem. O, nie! Czuję się już taka dorosła, taka stara, taka poważna… Nic już nie pozostało z Dusi-przedszkolaka! Wiem, co do mnie należy – muszę się uczyć, muszę coraz więcej wiedzieć, żebym za parę lat mogła dobrze i rzetelnie pracować. l obojętne, czy będę fizykiem, czy leśnikiem, czy maszynistką, czy sprzedawczynią w sklepie, czy aktorką … (aktorką, to chyba raczej nie, będę ale chciałam po prostu wyliczyć różne możliwości). W każdej sytuacji muszę być dobra, bardzo dobra, inaczej nie można!

Pierwszy raz myślałam tak poważnie i dorośle o przyszłości. Sama sobie zaimponowałam – fakt! Ale nie o imponowanie i chwalenie się mi chodzi. Po prostu tak jest. l Tadeusz nie ma racji mówiąc, że jestem dziecinna. Dziecinna, też coś?!

Tak przy okazji tego poważnego i dorosłego myślenia, doszłam do wniosku, że już jestem trochę na „Świat Młodych” za stara. Nie, wcale nie chcę wyrzucić go od dziś do kosza! Będę czytała chyba do końca życia, albo… nawet jeszcze dłużej. Myślę jednak, że przyszła pora na to, aby zakończyć to moje cotygodniowe wymądrzanie się. Z żalem doszłam do tego wniosku, fajne to było, ale… są przecież młodsi, którym trzeba ustąpić miejsca. Przecież nie mogę zajmować się tym do emerytury, śmieszne by było!

Więc chociaż, wcale nie przysłowiowa lecz najprawdziwsza, łza w oku mi się kręci, to jednak… żegnam się z Wami. Naprawdę! Zostawiam miejsce dla swojej następczyni. Wiem już nawet, kto to będzie – Anka, dziewczyna z zastępu tych moich ubiegłorocznych „Zielonek”. Najfajniejsza dziewczyna z mojego zastępu, zobaczycie!

Anka chodzi teraz do VII klasy, sama jest już zastępową, a zastęp nazywa się wcale nie „Zielonki” – to tylko ja tak pieszczotliwie o nich mówiłam – lecz „Koraliki”. l oprócz dziewczyn są w nim również chłopaki – naprawdę bombowy zastęp ma ta Anka! Zresztą, sami się przekonacie już niedługo!

Nie lubię czułych pożegnań, wbrew pozorom jestem okropnie uczuciowa i boję się, że się rozryczę, więc po prostu – cześć!

MAGDA

:nie: :tak: :nie: :tak: :nie: :tak: :nie: :tak: :nie: KONIEC :tak: :nie: :tak: :nie: :tak: :nie: :tak: :nie:

298/605266
Obrazek
ODPOWIEDZ