" Cierpienia Młodego Rejwera "
Układ Formalny we Wrocławiu
Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję zobaczyć spektakl- koncert Cierpienia Młodego Rejwera, to polecam z pełną odpowiedzialnością. Wywiedziony z Goethego, zaczyna się Brelem, a potem już fantastyczna rejwowa energia, świetne teksty i doskonały kontakt z publicznością. Mi udało się zobaczyć w Teatrze Układ Formalny, gdzie gra Rafał Pietrzak , który szturmem zdobywa publiczność.
Właśnie byłem w teatrze
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- Achim
- Posty: 1597
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 331
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
W ubiegłym tygodniu był powtórkowy "Amadeusz" - kurcze, no nie można nie być zachwyconym Vitalikiem w roli Mozarta. Jest tak arogancki, lekko wyuzdany a zarazem rozkoszny i uroczy... A jednocześnie, gdy dowiaduje się o śmierci ojca i sam zaczyna śpiewać arię Komandora z Don Giovanniego, po prostu ma się ciary.
No a wczoraj...
W. Shakespeare, Burza
Reż. Franciszek Szumiński
Teatr Bagatela, Kraków
Poprzednią "Burzę" widziałem już blisko 30 lat temu, w Starym Teatrze (ach, jakie tam były nazwiska: Peszek jako Prospero, cudny Marek Kalita jako Kaliban, Anna Radwan czy Jerzy Trela) a i tak spektakl ów dość szybko zszedł z afisza. Po Bagateli można spodziewać się zasadniczo wszystkiego najgorszego, ale nie tym razem! Jeszcze wciąż młody reżyser (33 lata) zrobił tę nową "Burzę" zupełnie "po bożemu". Czarne pudełko sceny, kilka podestów, kurtyna z czegoś podobnego do gazy dzieląca sceną na plan pierwszy i drugi. Do tego wystarczyło świetne oświetlenie, wyświetlanie obrazów lub faktur na tej scenografii i świetna muzyka, byśmy na serio odczuli katastrofę statku, szalejącą burzę a potem atmosferę (prawie) bezludnej wyspy. Reżyser nie upraszcza przekazu, aktorzy nie idą na łatwiznę a widz musi wytężyć uwagę, by każde słowo wielkiego dramaturga zostało zrozumiane. Muszę wymienić cudowną Katarzynę Żbel (Miranda). Reszta zespołu świetnie dopasowana do ról, może poza Kosmą Szymanem, który w ogóle nie przekonuje w roli Ferdynanda. Gość gra tę rolę jakby był alfonsem szukającym żywego towaru a nie kochankiem z Szekspira. Nie do końca rozumiem obsadzenie w rolach Prospera i Ariela kobiet. O ile akceptuję lekko homoseksualny charakter tej relacji księcia Mediolanu z leśnym duchem, o ile nawet potrafię to sobie wywrócić do góry nogami (bo jednak ta relacja les jest de facto relacją gejowską), o ile nawet kobieta w roli Ariela jest do zaakceptowania, to nie rozumiem kobiety w roli Prospera. I to jest nawet rola dobrze zagrana przez Annę Rokitę, ale nie wiem po co ta zamiana płci.
Mam jedną pretensję (poza obsadą Ferdynanda): pominięcie Masek - to taki baśniowy bal maskowy, w którym udział biorą boginie miłości i płodności, w każdej niemal inscenizacji to kolorowe przedstawienie, nieokiełznane, szalone, łączące karnawał z Rio z drag queens. I tego kolorowego balu tu zabrakło. Bardzo szkoda, bo widowiskowość tego elementu jest jedną z większych atrakcji tego dość tajemniczego i miejscami niejasnego dramatu.
Sądzę, że mogą się pojawić nagrody dla tego spektaklu.
No a wczoraj...
W. Shakespeare, Burza
Reż. Franciszek Szumiński
Teatr Bagatela, Kraków
Poprzednią "Burzę" widziałem już blisko 30 lat temu, w Starym Teatrze (ach, jakie tam były nazwiska: Peszek jako Prospero, cudny Marek Kalita jako Kaliban, Anna Radwan czy Jerzy Trela) a i tak spektakl ów dość szybko zszedł z afisza. Po Bagateli można spodziewać się zasadniczo wszystkiego najgorszego, ale nie tym razem! Jeszcze wciąż młody reżyser (33 lata) zrobił tę nową "Burzę" zupełnie "po bożemu". Czarne pudełko sceny, kilka podestów, kurtyna z czegoś podobnego do gazy dzieląca sceną na plan pierwszy i drugi. Do tego wystarczyło świetne oświetlenie, wyświetlanie obrazów lub faktur na tej scenografii i świetna muzyka, byśmy na serio odczuli katastrofę statku, szalejącą burzę a potem atmosferę (prawie) bezludnej wyspy. Reżyser nie upraszcza przekazu, aktorzy nie idą na łatwiznę a widz musi wytężyć uwagę, by każde słowo wielkiego dramaturga zostało zrozumiane. Muszę wymienić cudowną Katarzynę Żbel (Miranda). Reszta zespołu świetnie dopasowana do ról, może poza Kosmą Szymanem, który w ogóle nie przekonuje w roli Ferdynanda. Gość gra tę rolę jakby był alfonsem szukającym żywego towaru a nie kochankiem z Szekspira. Nie do końca rozumiem obsadzenie w rolach Prospera i Ariela kobiet. O ile akceptuję lekko homoseksualny charakter tej relacji księcia Mediolanu z leśnym duchem, o ile nawet potrafię to sobie wywrócić do góry nogami (bo jednak ta relacja les jest de facto relacją gejowską), o ile nawet kobieta w roli Ariela jest do zaakceptowania, to nie rozumiem kobiety w roli Prospera. I to jest nawet rola dobrze zagrana przez Annę Rokitę, ale nie wiem po co ta zamiana płci.
Mam jedną pretensję (poza obsadą Ferdynanda): pominięcie Masek - to taki baśniowy bal maskowy, w którym udział biorą boginie miłości i płodności, w każdej niemal inscenizacji to kolorowe przedstawienie, nieokiełznane, szalone, łączące karnawał z Rio z drag queens. I tego kolorowego balu tu zabrakło. Bardzo szkoda, bo widowiskowość tego elementu jest jedną z większych atrakcji tego dość tajemniczego i miejscami niejasnego dramatu.
Sądzę, że mogą się pojawić nagrody dla tego spektaklu.
- Hebius
- Posty: 19685
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Właśnie byłem w teatrze

W podcastach radia jest już słuchowisko wg tekstu Pawła Demirskiego.
Polecam rzecz uwadze:Dramat, który jest bezlitośnie zabawną opowieścią o tym, dlaczego w heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały już zużyte. To opowieść rozgrywająca się gdzieś pomiędzy polskim piekłem a czyśćcem. Spotykają się tam: Generał Jaruzelski, biskup uwikłany w aferę pedofilską, eurosierota, kibol z prowincji, niemiecki turysta, warszawska celebrytka i staruszka pamiętająca wojnę. Każdy z nich nosi w sobie inną Polskę i inną perspektywę, a ich światy nie mają ze sobą wiele wspólnego. Nienawiść do Niemców, nienawiść do Rosjan, żydowski trup w szafie, transformacyjne sukcesy i porażki - to mieszanka, która składa się na to, co nazywamy kompleksem Polski. Reżyseria: Julia Marka. Reżyseria dźwięku: Andrzej Brzoska. Kierownictwo produkcji: Beata Jankowska. Obsada: Przemysław Bluszcz, Monika Obara, Tomasz Nosiński, Dominika Ostałowska, Maja Pankiewicz, Marcin Pempuś i Mirosław Zbrojewicz
Teatr Polskiego Radia: Był sobie Polak Polak Polak i Diabeł
- Achim
- Posty: 1597
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„ Balladyna „
Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
„ Balladyna „ wiecznie żywa, bo niedawno widziałem świetny dyplom studentek i studentów IV roku wydziału lalkarskiego wrocławskiej AST, a teraz w ramach 50. Opolskich Konfrontacji Teatralnych „ Klasyka Żywa” przypomniano przedstawienia, które podczas 46. OKT, zdobyło Nagrodę Główną im. Wojciecha Bogusławskiego, Zespołową Nagrodę Aktorską, a także Nagrodę Publiczności.
Opolska „ Balladyna” w reżyserii dyrektora Konrada Dworakowskiego to spektakl na wskroś współczesny . Alina i Balladyna to współczesne nastolatki z komórkami, które pragną wyrwać się z biedy domu rodzinnego. W diskopolowym świecie, którego ucieleśnieniem jest Grabiec, szansa wyrwania się do idealistycznego i zamożnego świata Kirkora to nie lada gratka. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co pcha Balladynę/ świetna Karolina Gorzkowska/ do kolejnych zbrodni ; przypadek, fatum. Świat fantastyczny czyli królestwo Goplany też nie jest atrakcyjną alternatywą. Goplana jest znudzona, bawi się ludźmi. Neon nad sceną „ LOVE” jest szyderczy, to świat bez miłości, Grabiec jest dla Goplany obiektem seksualnym, podobnie jak siostry dla męskich protagonistów Kirkora i Fon Kostryna. Także Skierka i Chochlik to dojrzali mężczyźni, którzy niejedno już widzieli i nic już nie robi na nich wrażenia. W tym świecie odartym z ideałów porusza dramat Balladyny, biednej dziewczyny, która się pogubiła i którą to wszystko przerosło. Mocny spektakl, angażujący publiczność.
Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
„ Balladyna „ wiecznie żywa, bo niedawno widziałem świetny dyplom studentek i studentów IV roku wydziału lalkarskiego wrocławskiej AST, a teraz w ramach 50. Opolskich Konfrontacji Teatralnych „ Klasyka Żywa” przypomniano przedstawienia, które podczas 46. OKT, zdobyło Nagrodę Główną im. Wojciecha Bogusławskiego, Zespołową Nagrodę Aktorską, a także Nagrodę Publiczności.
Opolska „ Balladyna” w reżyserii dyrektora Konrada Dworakowskiego to spektakl na wskroś współczesny . Alina i Balladyna to współczesne nastolatki z komórkami, które pragną wyrwać się z biedy domu rodzinnego. W diskopolowym świecie, którego ucieleśnieniem jest Grabiec, szansa wyrwania się do idealistycznego i zamożnego świata Kirkora to nie lada gratka. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co pcha Balladynę/ świetna Karolina Gorzkowska/ do kolejnych zbrodni ; przypadek, fatum. Świat fantastyczny czyli królestwo Goplany też nie jest atrakcyjną alternatywą. Goplana jest znudzona, bawi się ludźmi. Neon nad sceną „ LOVE” jest szyderczy, to świat bez miłości, Grabiec jest dla Goplany obiektem seksualnym, podobnie jak siostry dla męskich protagonistów Kirkora i Fon Kostryna. Także Skierka i Chochlik to dojrzali mężczyźni, którzy niejedno już widzieli i nic już nie robi na nich wrażenia. W tym świecie odartym z ideałów porusza dramat Balladyny, biednej dziewczyny, która się pogubiła i którą to wszystko przerosło. Mocny spektakl, angażujący publiczność.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Achim
- Posty: 1597
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„ Tkocze”
Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach
Maja Kleczewska przypomina stary naturalistyczny dramat noblisty Gerharta Hauptmanna, by opowiedzieć o dzisiejszym świecie nierówności społecznych, prekariuszy, celebrytów -dobroczyńców , biedy, wykluczenia, niesprawiedliwości społecznej i ogromnej frustracji i agresji, która z tego wynika.
Brak porozumienia widoczny jest już w języku, bo biedni tkocze mówią po śląsku, języku, którego polskie władze konsekwentnie nie chcą uznać, a który funkcjonuje na scenie jako język biedy i wykluczenia. Na potrzeby tej realizacji Kleczewska sięga po nowe, śląskie tłumaczenie tekstu Hauptmanna autorstwa Mirosława Syniawy. Brak komunikacji prowadzi to do buntu, rewolucji, agresji i energia tej części spektaklu jest porażająca : jest tu dziki wybuch, rozliczenie z przeszłością, zemsta, nienawiść, niezwykła żywiołowość. O ile w pierwszych scenach mamy naturalistyczne obrazy biedy czy elementy humoru , to scena wybuchu niesprawiedliwości społecznej wręcz podpala świat, o czym we wstrząsającym monologu pięknie mówi mistrzyni Grażyna Bułka.
Kleczewska sprawnie miesza konwencje, monologi , sceny grupowe, filmowe, ale wszystko jest fantastycznie spójne i logiczne. „ Tkocze” to taki spektakl, który bez reszty angażuje widza, tu napięcie nie ustaje. I zostajemy potem z tymi emocjami w tym świecie przeżartym niesprawiedliwością ……………………………….
Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach
Maja Kleczewska przypomina stary naturalistyczny dramat noblisty Gerharta Hauptmanna, by opowiedzieć o dzisiejszym świecie nierówności społecznych, prekariuszy, celebrytów -dobroczyńców , biedy, wykluczenia, niesprawiedliwości społecznej i ogromnej frustracji i agresji, która z tego wynika.
Brak porozumienia widoczny jest już w języku, bo biedni tkocze mówią po śląsku, języku, którego polskie władze konsekwentnie nie chcą uznać, a który funkcjonuje na scenie jako język biedy i wykluczenia. Na potrzeby tej realizacji Kleczewska sięga po nowe, śląskie tłumaczenie tekstu Hauptmanna autorstwa Mirosława Syniawy. Brak komunikacji prowadzi to do buntu, rewolucji, agresji i energia tej części spektaklu jest porażająca : jest tu dziki wybuch, rozliczenie z przeszłością, zemsta, nienawiść, niezwykła żywiołowość. O ile w pierwszych scenach mamy naturalistyczne obrazy biedy czy elementy humoru , to scena wybuchu niesprawiedliwości społecznej wręcz podpala świat, o czym we wstrząsającym monologu pięknie mówi mistrzyni Grażyna Bułka.
Kleczewska sprawnie miesza konwencje, monologi , sceny grupowe, filmowe, ale wszystko jest fantastycznie spójne i logiczne. „ Tkocze” to taki spektakl, który bez reszty angażuje widza, tu napięcie nie ustaje. I zostajemy potem z tymi emocjami w tym świecie przeżartym niesprawiedliwością ……………………………….
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Achim
- Posty: 1597
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„ Inna księżniczka Burgunda”
Teatr Lalek Arlekin im. Henryka Ryla w Łodzi
Już w tytule spektaklu Wojciecha Brawera, dyrektora łódzkiej sceny, pojawia się „ inna” , co określa pozycję Iwony/ Joanna Nygard/ w królestwie Królowej Małgorzaty/ Adrianna Maliszewska/ i Króla Ignacego/ Łukasz Kucharzewski/ . W białej, zwiewnej sukience, na tle postaci w czarnych kostiumach i maskach na twarzach, Iwona wyróżnia się już zewnętrznie . Bohaterka prawie nie mówi, emocje wyraża ruchem, spojrzeniem, jest z innego świata. Nawet, gdy już założy maskę/ i jest to przepiękna poetycka scena/ nie stanie się jedną z postaci dworu. Zbyt jest odmienna, dodatkowo za bardzo przypomina bohaterom o ich słabościach . Iwona musi zginąć, bo taki los tradycyjnie przypisany jest odmieńcom.
Spektakl łódzkiego „ Arlekina” zachwyca teatralną formą. Wykreowany na scenie świat ma bardzo umowną scenografię, ale fantastyczne maski i kostiumy. Bohaterowie, kiedy pozwalają sobie na chwile szczerości lub zapomnienia, te maski ściągają . Tak jest też w poruszającym finale, który należy do Królowej Małgorzaty. Łódzka adaptacja gombrowiczowskiej „ Iwony” przypomina też o dokonaniach teatru tańca . Fantastyczna choreografia Alexandra Azarkevitcha świetnie charakteryzuje postaci i relacje miedzy nimi.
Poruszający spektakl : nowe odczytanie dramatu Gombrowicza, zachwycający sceniczną formą.
Teatr Lalek Arlekin im. Henryka Ryla w Łodzi
Już w tytule spektaklu Wojciecha Brawera, dyrektora łódzkiej sceny, pojawia się „ inna” , co określa pozycję Iwony/ Joanna Nygard/ w królestwie Królowej Małgorzaty/ Adrianna Maliszewska/ i Króla Ignacego/ Łukasz Kucharzewski/ . W białej, zwiewnej sukience, na tle postaci w czarnych kostiumach i maskach na twarzach, Iwona wyróżnia się już zewnętrznie . Bohaterka prawie nie mówi, emocje wyraża ruchem, spojrzeniem, jest z innego świata. Nawet, gdy już założy maskę/ i jest to przepiękna poetycka scena/ nie stanie się jedną z postaci dworu. Zbyt jest odmienna, dodatkowo za bardzo przypomina bohaterom o ich słabościach . Iwona musi zginąć, bo taki los tradycyjnie przypisany jest odmieńcom.
Spektakl łódzkiego „ Arlekina” zachwyca teatralną formą. Wykreowany na scenie świat ma bardzo umowną scenografię, ale fantastyczne maski i kostiumy. Bohaterowie, kiedy pozwalają sobie na chwile szczerości lub zapomnienia, te maski ściągają . Tak jest też w poruszającym finale, który należy do Królowej Małgorzaty. Łódzka adaptacja gombrowiczowskiej „ Iwony” przypomina też o dokonaniach teatru tańca . Fantastyczna choreografia Alexandra Azarkevitcha świetnie charakteryzuje postaci i relacje miedzy nimi.
Poruszający spektakl : nowe odczytanie dramatu Gombrowicza, zachwycający sceniczną formą.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.