Oni są naprawdę komiczni. "1 espresso to 3 sprzedane książki", "1 pączek to 3 sprzedane książki". To ile ta książka ma w końcu kosztować? 500 zł, z czego 400 zł pójdzie dla autora?

Wtedy będzie mógł z dumą powiedzieć "1 bilet lotniczy to 1 sprzedana książka" - a że sprzedanych książek rocznie w skali kraju będzie np. 6, i za to będzie musiał jakoś wyżyć - to inna sprawa
Hebius pisze: ↑08-07-2026 23:32:26
Ale w jaki sposób ci roszczeniowcy wyciągają rękę do podatników, domagając się 10% procent od wydawcy? Już samo proszenie rządu o jakąś interwencję to za dużo, bo rząd - zwłaszcza ten nasz obecny - to ma ważniejsze sprawy na głowie?
Rozumiem brak empatii dla ciepatych - niech zdychają, byle za płotem, po białoruskiej stronie - ale skąd taka twoja niechęć do ludzi kultury? Przecież akurat w przypadku tej akcji nie chodzi o wyszarpanie jakiejś kasy z budżetu, tylko inny sposób podziału wydawniczego tortu.
Nie od podatników. Od
państwa chcą interwencji, ale od
konsumentów chcą, aby płacili więcej za książki. To już nie wiem, co gorsze - od podatników, czy od konsumentów, ale za pośrednictwem interwencji państwa. Przeczytaj sobie
to, co sam wstawiałeś.
Nie czuję do nich niechęci jako do ludzi kultury. Czuję niechęć do nadregulacji, a więc - siłą rzeczy - mam negatywny stosunek tych, którzy agresywnie ją promują. A chyba nie da się równocześnie zaprzeczyć, że ludzie ci odczuwają pewną misję i pewną predestynację do szczególnego traktowania? To, samo w sobie, nie byłoby jakimś wielkim grzechem - gorzej jeżeli na tej podstawie wyciągają rękę po pieniądze, równocześnie nawołując do kontrproduktywnego działania, którym będzie wzrost cen książek. Naprawdę jestem głęboko przekonany, że koniec końców - jak zwykle przy regulacji rynku - będzie jeszcze gorzej, bo spadnie liczba zakupów nowych książek i ci państwo skończą w położeniu gorszym, niż obecnie.
Nie możemy robić dobrze każdej grupie zawodowej tylko dlatego, że jest przekonana o swojej wyjątkowości. Zdradzę ci sekret: ogromna część ludzi w każdym zawodzie jest przekonana o swojej wyjątkowości. Mają poniekąd rację, bo większość zawodów jest nam potrzebna do komfortowego życia. Tylko jak wszyscy są wyjątkowi, to nikt nie jest - nie możemy uchwalać osobnych ustaw zawierających preferencje dla każdej grupy. Ja po prostu uważam, że w tym sensie wszyscy co do zasady jesteśmy równi - większość z nas jest potrzebna społeczeństwu; bez większości z nas byłoby gorzej, niż jest obecnie. Być może dlatego drażni mnie, kiedy ktoś tak jawnie stwierdza, że jest lepszy -
lepszy, bo zasługuje na preferencyjne traktowanie - w przeciwieństwie do większości z nas, którzy mają w życiu tylko tyle, ile sobie wynegocjują na rynku, przy pomocy swoich atutów, i którym państwo w tym bynajmniej nie pomaga.