Właśnie byłem w teatrze
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- Dorian_Gray
- Posty: 2898
- Rejestracja: 18-07-2018 20:38:15
- Lokalizacja: Mazowsze
Re: Właśnie byłem w teatrze
ładny ten Marcin Mazurek
a ja zajrzałem na stronę Teatru Ateneum
i udało mi się kupić bilet na "Chamowo" (początek października)
a ja zajrzałem na stronę Teatru Ateneum
i udało mi się kupić bilet na "Chamowo" (początek października)
- Hebius
- Posty: 20338
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Właśnie byłem w teatrze
Więzi rodzinne Daniela Gordona w reżyserii Justyny Celedy - spektakl na dziedzińcu kętrzyńskiego zamku w ramach Festiwalu Teatr Jaracza w Zabytkach Warmii i Mazur.
Czarna komedia na cztery aktorki, z których Alicję Kochańską nawet dość dobrze kojarzę, bo często przyjeżdża do Kętrzyna na czytanie sztuk w ramach teatru przy Stoliku. Teraz miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć, jak radzi sobie na scenie i w roli wdowy po mężu-kutasie okazała się całkiem zabawna. Sama sztuka to lekka, przystępna rozrywka dla niewymagającej publiczności. W trakcie trzech krótkich aktów (całość trwała około 80 minut) obserwujemy cztery spokrewnione panie, matkę, dwie córki i wnuczkę w trakcie przygotowań do pogrzebu głowy rodziny, po powrocie z uroczystości i rankiem dnia następnego, i poznajemy łączące je skomplikowane relacje oraz nieobecnego nieboszczyka, który sprawdził się w swojej roli jedynie jako dziadek, a i to chyba też nie do końca.
Czarna komedia na cztery aktorki, z których Alicję Kochańską nawet dość dobrze kojarzę, bo często przyjeżdża do Kętrzyna na czytanie sztuk w ramach teatru przy Stoliku. Teraz miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć, jak radzi sobie na scenie i w roli wdowy po mężu-kutasie okazała się całkiem zabawna. Sama sztuka to lekka, przystępna rozrywka dla niewymagającej publiczności. W trakcie trzech krótkich aktów (całość trwała około 80 minut) obserwujemy cztery spokrewnione panie, matkę, dwie córki i wnuczkę w trakcie przygotowań do pogrzebu głowy rodziny, po powrocie z uroczystości i rankiem dnia następnego, i poznajemy łączące je skomplikowane relacje oraz nieobecnego nieboszczyka, który sprawdził się w swojej roli jedynie jako dziadek, a i to chyba też nie do końca.
Siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody,
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
- Hebius
- Posty: 20338
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Właśnie byłem w teatrze
Żeby nam ten topik całkiem nie uświerkł (zanim nie zapomnę i się nie pochylę nad artykułem z Wyborczej o gównianych miasteczkach wydających połowę budżetu przeznaczonego na kulturę na gówniane imprezy masowe):

Byłem w czwartek w bibliotece, gdzie warunku (w czytelni dla dzieci i młodzieży jest scena) są prawie w sam raz na kameralne przedstawienia - z niewielką liczbą aktorów i minimalną scenografią. Pantera z Tindera to lekka komedia (właściwie nawet bardziej farsa) Jana Jakuba Należytego, dwuaktówka o poszukiwaniu miłości i trudnych relacjach w związkach. Autor (i aktor w jednym) jest w Kętrzynie znany z kilku wcześniejszych bytności, więc sala była pełna, tym razem nie tylko emerytek, ale też pań młodszych, a nawet panów młodszych, trzydziesto- czy czterdziestoletnich, niejednokrotnie całkiem atrakcyjnych (była też wśród zgromadzonej setki publiczności chyba jedna osoba poniżej lat dwudziestu - tak sądząc po głosie, bo siedziała sześć rzędów za mną i nie przyjrzałem się). Należytemu partnerowała Ewa Romaniak i oboje stworzyli całkiem udany duet, zapewniając zgromadzonym blisko dwie godziny (18:00-19:45 - z kwadransem przerwy pomiędzy aktami na zmianę kostium) może i niewyszukanej, ale całkiem przyjemnej rozrywki.

Byłem w czwartek w bibliotece, gdzie warunku (w czytelni dla dzieci i młodzieży jest scena) są prawie w sam raz na kameralne przedstawienia - z niewielką liczbą aktorów i minimalną scenografią. Pantera z Tindera to lekka komedia (właściwie nawet bardziej farsa) Jana Jakuba Należytego, dwuaktówka o poszukiwaniu miłości i trudnych relacjach w związkach. Autor (i aktor w jednym) jest w Kętrzynie znany z kilku wcześniejszych bytności, więc sala była pełna, tym razem nie tylko emerytek, ale też pań młodszych, a nawet panów młodszych, trzydziesto- czy czterdziestoletnich, niejednokrotnie całkiem atrakcyjnych (była też wśród zgromadzonej setki publiczności chyba jedna osoba poniżej lat dwudziestu - tak sądząc po głosie, bo siedziała sześć rzędów za mną i nie przyjrzałem się). Należytemu partnerowała Ewa Romaniak i oboje stworzyli całkiem udany duet, zapewniając zgromadzonym blisko dwie godziny (18:00-19:45 - z kwadransem przerwy pomiędzy aktami na zmianę kostium) może i niewyszukanej, ale całkiem przyjemnej rozrywki.
Siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody,
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
- Achim
- Posty: 1631
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„MTV. Hity z satelity „ Teatr Dramatyczny im. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Jeśli pamiętacie takich Artystów, jak Kora, Ciechowski, George Michael, Prince, Whitney Houston, Michael Jackson, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa !
Najnowsza premiera wałbrzyskiej sceny w reżyserii Tomasz Jękota to barwna, kampowa, nostalgiczna, wzruszająca , ale żywa i energetyczna rzecz o zbiorowej pamięci, ukształtowanej przez MTV. Monologi Paula Kinga/ w liczbie mnogiej/ przypominają tamte czasy : erę Reagana i Thatcher, ale i Lady Diany. Aktorzy śpiewają i tańczą pod choreograficzną batutą Doroty Furmaniuk, a widzowie nie mogą usiedzieć na miejscach , bo porywa ich energia bijąca ze sceny !
Jeśli pamiętacie takich Artystów, jak Kora, Ciechowski, George Michael, Prince, Whitney Houston, Michael Jackson, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa !
Najnowsza premiera wałbrzyskiej sceny w reżyserii Tomasz Jękota to barwna, kampowa, nostalgiczna, wzruszająca , ale żywa i energetyczna rzecz o zbiorowej pamięci, ukształtowanej przez MTV. Monologi Paula Kinga/ w liczbie mnogiej/ przypominają tamte czasy : erę Reagana i Thatcher, ale i Lady Diany. Aktorzy śpiewają i tańczą pod choreograficzną batutą Doroty Furmaniuk, a widzowie nie mogą usiedzieć na miejscach , bo porywa ich energia bijąca ze sceny !
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Achim
- Posty: 1631
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„ Deus Sex Machina“
Wrocławski Teatr Wspólczesny
Duet Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, który zachwycił kilka lat temu w WTW brawurowym „ Chamstwem” tym razem wziął na warsztat temat sztucznej inteligencji . Pierwsza część nieznośnie statyczna to dialogi samotnego wiejskiego uzdrowiciela/ Tomasz Tatranta/ z lalką- obiektem seksualnym, obdarzoną Al. Nudne to jest niemożebnie, więc chciałem WTW po przerwie opuścić, ale Mój Partner ma niezbadane pokłady cierpliwości, więc zostaliśmy. W części drugiej fantastyczne aktorki WTW wcielają się w rolę seks-lalek, instruujących robota o imieniu Emma o edukacji seksualnej, a nawet poddają go/ją ? badaniu ginekologicznemu wziernikiem. Są tu momenty śmieszne, są ironiczne, ale całości to niestety nie uratuje. Miejsce robotów seksualnych ze sztuczną inteligencją nie jest jednak w teatrze.
Wrocławski Teatr Wspólczesny
Duet Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, który zachwycił kilka lat temu w WTW brawurowym „ Chamstwem” tym razem wziął na warsztat temat sztucznej inteligencji . Pierwsza część nieznośnie statyczna to dialogi samotnego wiejskiego uzdrowiciela/ Tomasz Tatranta/ z lalką- obiektem seksualnym, obdarzoną Al. Nudne to jest niemożebnie, więc chciałem WTW po przerwie opuścić, ale Mój Partner ma niezbadane pokłady cierpliwości, więc zostaliśmy. W części drugiej fantastyczne aktorki WTW wcielają się w rolę seks-lalek, instruujących robota o imieniu Emma o edukacji seksualnej, a nawet poddają go/ją ? badaniu ginekologicznemu wziernikiem. Są tu momenty śmieszne, są ironiczne, ale całości to niestety nie uratuje. Miejsce robotów seksualnych ze sztuczną inteligencją nie jest jednak w teatrze.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 414
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze

Paweł Demirski, Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET
Reż. Remigiusz Brzyk, Narodowy Stary Teatr
Kiedy trzy lata temu oglądałem dość senny spektakl „Biesów” w Teatrze STU, na scenę i widownię (bo był wszędzie!) wpadł jakiś młody aktor z długimi włosami, pistoletem i obłędem w oczach – to był Kamil Pudlik w roli Piotra Wierchowieńskiego. Otworzyłem oczy ze zdumienia i pomyślałem: „co tu się stało?”. Krótko potem ogłoszono, że wchodzi do zespołu Starego Teatru. W „Małej Apokalipsie 20XX” nie miał pola do popisu, ale już dublura w „Salome” pokazała, że błyszczy na tle bardziej doświadczonych rówieśników. A teraz główna rola, Hamleta, choć nie jest to Hamlet Szekspira lecz Demirskiego. 27-latek uniósł ją. Zachwyca lekkością, świetnym kontaktem z publicznością, nie patrzy między rzędy, ale spogląda ludziom prosto w oczy, dyskutuje, drażni, pokpiwa, ironizuje. Tworzy portret człowieka czasów transformacji, urodzonego jeszcze w PRL, ale wchodzącego w dorosłość w neoliberalnej Polsce po 1989 roku. Odpowiedź na pytanie, kiedy było lepiej i dlaczego teraz niekoniecznie jest tak, jak powinno, to jeden z głównych tematów. Drugi to wyciągnięte z Szekspira i rozbudowane problemy na linii syn – ojciec (i ojczym) i przede wszystkim syn – matka. Gdzieś jednak kończy się wina nieobecnego ojca i nadopiekuńczej, zaborczej matki. Tym miejscem jest własne niezdecydowanie i chęć unikania decyzji. Krytycy trochę narzekają, ale cóż z tego, skoro dla mnie osobiście to ważny spektakl, choć dość bolesny, rozdrapujący jakieś blizny, dręczący wieloma pytaniami, ale to dobrze, po to przecież chodzimy do teatru.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 414
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
W. Shakespeare: Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku
Tłumaczenie na śląski: Mirosław Syniawa, reżyseria: Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

Z teatru wyszedłem wstrząśnięty. Długo chodziłem po ulicach Katowic, bo choć Hamletów widziałem już na scenie sześciu (plus drugie tyle filmowych), ten chyba najmocniej mną poruszył. Może dlatego, że po raz pierwszy od długiego czasu był to Szekspir na serio, zagrany po bożemu. Nareszcie nie było dopisywanych tekstów i historyjek, działań tych przeklętych dramaturgów (to taki nowy zawód teatralny), którzy uważają się za zdolniejszych od autorów. Było sto procent Szekspira. Po śląsku.
Miejsce akcji to nie zamek a kopalnia z pochylniami i wieżą wyciągową. Aktorzy w kostiumach stylizowanych na mundury górnicze. Powtarzającym się motywem były układy choreograficzne Eweliny Adamskiej-Porczyk, grającej jednocześnie Ofelię. Taniec w rytm mocnej metalowej nuty (łącznie z zachwycającym tańcem do „Roots Bloody Roots” Sepultury). I on, drobny synek ze Śląska, Paweł Kempa. W roli Hamleta jest trochę jakby sobą, szczerym chłopakiem, który chce pomścić ojca. Nie zanudza, nie obarcza świata (i widowni) pytaniami, nie cierpi. Raczej działa. Towarzyszą mu wielkie gwiazdy śląskiej (i nie tylko) sceny (i nie tylko sceny). Te wtręty w nawiasach, by móc wspomnieć, że w rozkosznej roli kopidołów (grabarzy) wystąpili dwaj rektorzy Uniwersytetu Śląskiego (obecny i były): prof. Ryszard Koziołek i prof. Tadeusz Sławek. Trudno o lepszą obsadę – panowie zapewnili widowni świetną zabawę dyskusjami przy kopaniu grobu dla Ofelii. Fortynbrasa zagrał zaś Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, ubrany w garnitur (którego normalnie chyba nigdy nie nosi) i jedyny mówiący czysto po polsku. To on zaprowadza nowe porządki. I piszę o tym tyle, bo właśnie końcówka Hamleta, gdy już na scenie leży stos zwłok, jest zazwyczaj minimalizowana, nikt jej nie zauważa. A w spektaklu Talarczyka jest inaczej. Fortynbras brutalnie wdziera się na scenę w towarzystwie mafijnie wyglądających chłopaków od czarnej roboty. Zaprowadzają nowe porządki. Ostatni, który przeżył, Horacjo, z górniczym kapeluszem na głowie, wciśnięty jest do szklanej gabloty jak eksponat. A muzycznym tłem jest… Rota, absolutny symbol polskości, co w tym kontekście boleśnie symbolizuje zdeptaną śląskość i jej prawo do własnego języka. No ale z drugiej strony, żadne weto żadnego prezydenta nie wymaże tego faktu, że tu, w Katowicach, jeden z kilku najważniejszych tekstów naszej cywilizacji jest grany właśnie po śląsku.
Jeśli czegoś nie rozumiem, to obsadzenie znakomitej aktorki w roli Poloniusza. Owszem, jest w tym pewna zabawa, że Grażyna Bułka gra ojca Laertesa, który jest grany przez Piotra Bułkę, czyli jej biologicznego syna (to jak w Edwardzie II, gdy Błażej Peszek grał żonę Edwarda II, granego przez Jana Peszka), ale chyba nie kupuję tej zamiany.
Tłumaczenie na śląski: Mirosław Syniawa, reżyseria: Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

Z teatru wyszedłem wstrząśnięty. Długo chodziłem po ulicach Katowic, bo choć Hamletów widziałem już na scenie sześciu (plus drugie tyle filmowych), ten chyba najmocniej mną poruszył. Może dlatego, że po raz pierwszy od długiego czasu był to Szekspir na serio, zagrany po bożemu. Nareszcie nie było dopisywanych tekstów i historyjek, działań tych przeklętych dramaturgów (to taki nowy zawód teatralny), którzy uważają się za zdolniejszych od autorów. Było sto procent Szekspira. Po śląsku.
Miejsce akcji to nie zamek a kopalnia z pochylniami i wieżą wyciągową. Aktorzy w kostiumach stylizowanych na mundury górnicze. Powtarzającym się motywem były układy choreograficzne Eweliny Adamskiej-Porczyk, grającej jednocześnie Ofelię. Taniec w rytm mocnej metalowej nuty (łącznie z zachwycającym tańcem do „Roots Bloody Roots” Sepultury). I on, drobny synek ze Śląska, Paweł Kempa. W roli Hamleta jest trochę jakby sobą, szczerym chłopakiem, który chce pomścić ojca. Nie zanudza, nie obarcza świata (i widowni) pytaniami, nie cierpi. Raczej działa. Towarzyszą mu wielkie gwiazdy śląskiej (i nie tylko) sceny (i nie tylko sceny). Te wtręty w nawiasach, by móc wspomnieć, że w rozkosznej roli kopidołów (grabarzy) wystąpili dwaj rektorzy Uniwersytetu Śląskiego (obecny i były): prof. Ryszard Koziołek i prof. Tadeusz Sławek. Trudno o lepszą obsadę – panowie zapewnili widowni świetną zabawę dyskusjami przy kopaniu grobu dla Ofelii. Fortynbrasa zagrał zaś Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, ubrany w garnitur (którego normalnie chyba nigdy nie nosi) i jedyny mówiący czysto po polsku. To on zaprowadza nowe porządki. I piszę o tym tyle, bo właśnie końcówka Hamleta, gdy już na scenie leży stos zwłok, jest zazwyczaj minimalizowana, nikt jej nie zauważa. A w spektaklu Talarczyka jest inaczej. Fortynbras brutalnie wdziera się na scenę w towarzystwie mafijnie wyglądających chłopaków od czarnej roboty. Zaprowadzają nowe porządki. Ostatni, który przeżył, Horacjo, z górniczym kapeluszem na głowie, wciśnięty jest do szklanej gabloty jak eksponat. A muzycznym tłem jest… Rota, absolutny symbol polskości, co w tym kontekście boleśnie symbolizuje zdeptaną śląskość i jej prawo do własnego języka. No ale z drugiej strony, żadne weto żadnego prezydenta nie wymaże tego faktu, że tu, w Katowicach, jeden z kilku najważniejszych tekstów naszej cywilizacji jest grany właśnie po śląsku.
Jeśli czegoś nie rozumiem, to obsadzenie znakomitej aktorki w roli Poloniusza. Owszem, jest w tym pewna zabawa, że Grażyna Bułka gra ojca Laertesa, który jest grany przez Piotra Bułkę, czyli jej biologicznego syna (to jak w Edwardzie II, gdy Błażej Peszek grał żonę Edwarda II, granego przez Jana Peszka), ale chyba nie kupuję tej zamiany.