Michał pisze: ↑27-10-2026 17:55:17
Myślę, że wyolbrzymiasz, ( uwagi o „perłach przed wieprze", „jadzie Hebiusa" itp... ). Podobnie, jak w w sytuacji z pytaniem o wyznanie. Szukanie na siłę toksyczności w ludziach...
Jest takie określenie: "fałszywy przyjaciel" i tu pasuje dość dobrze. Po kimś kto zakłada taki temat oczekiwałbym bycie pozytywnym fanem , a nie szydercy. Przysłowie: „Boże, chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami poradzę sobie sam” jest tutaj bardzo na miejscu.
Nie wiem o co ci chodzi z wyznaniem, albo nie pamiętam czegoś. Mnie ktoś pytał o wyznanie? A niby po co, jak ja jestem niewierzący.
Fajnie by było, gdybyś napisał coś o Michale, ale widzę, że zazwyczaj zabierasz głos nie w temacie.
Ostatnio zmieniony 27-10-2026 18:45:16 przez tafta, łącznie zmieniany 2 razy.
mike pisze: ↑27-10-2026 17:56:20
Czyli to chyba trochę jak z Czarną Kulą, z perspektywy obserwatora domysły i zagwostki co/kto fikcją, a co/kto prawdą.
Książka ma wzięcie, więc nie powinien się obawiać, ale to jego znane klasyczne modus operandi. Poczekam na ebooka nie dlatego, że mi żal tych 35złociszy (albo nawet mniej z kuponem np. empiku), po prostu mam kindla i nie chce zawalać miejsca fizycznymi wydaniami.
Jak będzie epub, to pewnie też na chomika trafi.
To nie jest gazeta, żeby się rzucać na już, nie ma tez grafik czy zdjęć, więc w wersji elektronicznej jest spoko. Sam bym poczekał i kupił epub, ale zależało mi na dedykacji, więc z bólem serca kupiłem papier, ale miałem rabatowy kupon do empiku i wyszło 16 ziko (tylko finalnie musiałem dopłacić za zdjęcie blokady przez straż miejską, bo te darmozjady mi założyły na koło w takiej bocznej uliczce, gdzie nikomu nie wadziłem - co za dziadowstwo! I to po zmroku mi założyli, a musiałem gdzies zaparkować, bo przez zpchane wylotówki byłem już i tak spóźniony)
Może mógłbyś nie pisać w cytacie stwierdzeń, których nie napisałem i to dwukrotnie. Nie napisałem nic o „jadzie Hebiusa" i byłoby uczciwie, gdybyś nie manipulował czyimiś wypowiedziami. Nie jest to pierwszy ani jedyny wątek, gdzie tak postępujesz, co więcej trudno mówić o przypadku, jeśli w obu odniesieniach przypisujesz mi wypowiedzi, które nie padły i na tej podstawie dokonujesz jeszcze oceny mnie.
Jesteś zwyczajnym manipulantem nie mającym do dodania nic merytorycznego od siebie. W tym kontekście nie dziwi mnie, że tak stałeś murem za kolegą od napletków, który tak jak Ty miał jakies powidoki i fantasmagorie.
tafta pisze: ↑27-10-2026 12:30:22
Ja nawet kilka rzeczy sobie nagrałem, takich smaczków, i myślałem, co by wrzucić na forum, ale przyszedł pan Hebius i upuścił jadu zupełnie bez sensu,
Son qual rocca percossa dall' onde
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
tafta pisze: ↑27-10-2026 12:30:22
Ja nawet kilka rzeczy sobie nagrałem, takich smaczków, i myślałem, co by wrzucić na forum, ale przyszedł pan Hebius i upuścił jadu zupełnie bez sensu,
Nie pamiętałem zatem. Ale podpisałbym się pod tym zdaniem raz jeszcze, i jeszcze raz, i kolejny.
"Mój ojciec, za głębokiej komuny, kupował w kiosku czasopismo „Perspektywy”. Często jednak ich nie było i kioskarz wywieszał wtedy kartkę: „Perspektyw brak”.
Prawdziwe kioski Ruchu znikły niepostrzeżenie, właściwie dopiero dziś zorientowałem się, że ich nie ma. Należy im się więc epitafium i to solidne. Kiedy byłem dzieckiem, kioski stanowiły mroczny przedmiot pożądania, a szczególnie kilka rzeczy, na które zawsze wracając z przedszkola czy pierwszych klas podstawówki, usiłowałem, z różnym powodzeniem, namówić mamę. Były tam plastikowe sygnety z plastikowymi, ale półprzeźroczystymi jak kamienie oczkami nadające się do czarów inspirowanych „Arabelą”. Poza tym słodkawo pachnące kioskiem zabawkowe zegarki na rękę, wciąż chciałem ich więcej. Mogłeś sobie ustawić godzinę i taka już była zawsze. Wspaniały wynalazek. Zero mijania czasu. Miały paski z czegoś imitującego skórę, które właśnie tak słodko pachniały kioskiem. Przed szkolną dyskoteką w sali gimnastycznej kupowało się w kiosku loton, płyn o zapachu salonu fryzjerskiego z rozpylaczem lub też przeźroczystą plastikową tubkę żelu do włosów z okami powietrza w środku. Wszystko to nie było bynajmniej bezwonne. Żel ten od razu sklejał włosy w ciężkie, grube strąki, sztywne jak z plastiku; można je było łamać, kiedy się nudziło na dyskotece. A mydełka? Te wszystkie mydełka, kajtek, bobo, potem luksja i znowu cała feeria, camay, czy to nie one dodały do tej zapachowej sonaty ostateczny akord? Potem w tych kioskach wpatrywało się w wystawione nad okienkiem papierosy. Najpierw było tego ze trzy gatunki (klubowe, popularne, radomskie), potem pięć, aż w końcu cała feeria kolorowych pudełek, marlboro, camele, dumonty, kimy, marsy, sobieskie i tak dalej. Można się było poczuć bogatym kupując zwykłe camele. To nie wróci. Czajenie się, aby kupić pisemko z dołożonym na płycie CD filmem porno (prawdziwe męki, koszmarny wstyd, bo ja powiedzieć tej pani: poproszę najnowszy „Ogień w c i p i e”, ale w końcu wielka ulga, kiedy gazetka z płytą lądowała w torbie). Seksualny rekord świata. Big Sister. Przygoda w Kołobrzegu. Szaleństwa Anki Nimfomanki. Egzamin dojrzałości. Klasyka gatunku. Nawet podczas największych niedoborów towarowych, kioski „Ruchu” zdawały się być zawsze zapchane po brzegi jak rogi obfitości. Asortyment nigdy się nie mieścił i zawsze zdawał się rozrywać kiosk. Podchodził czterdziestoletni mężczyzna, schylał się do okienka, prosił o „Perspektywy”, radomskie, wodę po goleniu Brutal i kupon toto-lotka. To były podstawowe potrzeby. "
Michał Witkowski
Autobiografia, tom 2 "Mefisto"
Aby czytać dalsze tomy Autobiografii, zgłoś się na messengerze
Son qual rocca percossa dall' onde
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.
Son qual rocca percossa dall' onde
Che le frange, le spezza e non teme
Di lor furia il temuto rigor.
Solo un fulmin la rompe, e confonde
E spezzata tra l' onde le preme.
Resta oppressa, ma senza dolor.
Son qual &c.