Przesłuchałem:
M. Mortka, "20:32", wyd. Sine Qua Non, czyta F. Kosior, 7 godz. 41 min.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie spodziewałem się niczego specjalnego - pozycja ta jest przez Audiotekę prezentowana jako "bestseller", ale: (a) wiemy wszyscy, że to w dzisiejszych czasach nic nie znaczy; (b) i tak o niej nie słyszałem w żadnym innym źródle; ani (c) nigdy nie słyszałem, aby ktokolwiek mówił coś pozytywnego (lub negatywnego) o tym autorze. Gdzieś się wcześniej spotkałem z tym nazwiskiem - teraz wiem, że jego portfolio wcale nie jest małe; nigdy jednak nic nie czytałem i muszę przyznać, że jego pozostałe teksty na pierwszy rzut oka wyglądają dla mnie cokolwiek odpychająco (mówiąc wprost: wyglądają na fantasy, a ja fantastykę lubię, ale fantasy nie znoszę). Innymi słowy, spodziewałem się, najzwyczajniej na świecie, niskiego poziomu. Ale mam też wielką słabość - i doprawdy nie wiem do końca, dlaczego - do thrillerów czy horrorów, które zaczynają się od tego, że bohater jedzie przez pustkowie (względnie: przybywa do mało uczęszczanego miejsca) i jest
Jakoś Dziwnie i Coś Jest Nie Tak™ (dla zobrazowania: np. "Dzieci kukurydzy" albo "Get Out" / "Uciekaj!", 2017). A tutaj blurb (skądinąd lakoniczny) zawierał fragment "O 18:54 Piotr i Irmina wsiadają do samochodu, by wrócić do domu. Pojęcia nie mają, że lada moment znajdą się w samym środku zamieszania, które przetestuje ich odwagę, wiarę w ludzi i zaufanie do zdrowego rozsądku", a i okładka coś takiego sugeruje. Zatem postanowiłem zaryzykować.
Otóż może nie jest to wielka literatura, ale ogólny poziom bynajmniej nie jest też niski - styl jest w zupełności akceptowalny, w zasadzie dobry (autor tylko miejscami szarżuje trochę zbyt poetycko jak na klimat całości - tutaj z jednej strony fizjoterapeutka, Ford Mondeo i "Elo, Miras, stary chuju!", a z drugiej "wrodzony cynizm i zamiłowanie do groteski również rozmywały się w nim niczym zamki z piasku zalane falą" i "Szepty unosiły się wraz z kłąbkami pary niczym duchy"); bohaterowie są bardzo plastyczni i wywołują emocje, zwłaszcza że każdy poznał w życiu ludzi, którzy równie dobrze mogliby stanowić ich pierwowzory; wreszcie, fabuła została skonstruowana w pełni prawidłowo, jest wciągająca i intryguje (choć, jak na mój gust, autor zbyt długo usiłował nas trzymać w napięciu tym, że nie wiemy kto zaatakował, podczas gdy wiemy od początku). Biorąc to wszystko pod uwagę, moim zdaniem jest to poziom porównywalny z Kingiem - przy czym wyjaśniam, że w zasadzie nie uważam, aby King był pisarzem zasługującym na swoją pozycję - tym niemniej, p. Mortka zapewne by się nie obraził za porównanie, jakoby pisał jak taka gwiazda. Sam również nie mogę powiedzieć, abym Kinga z kolei uważał za beztalencie. Zatem, podsumowując, "20:32" zdecydowanie wybija się, i to pod wieloma względami, ponad całą tę pulpę, którą zawalone są regały na stacjach benzynowych i w hipermarketach, a do której mylnie spodziewałem się tę powieść zaklasyfikować.
Swoją drogą, z tymi postaciami - ciekawa sprawa. Autor pisze w posłowiu m.in. "Zwróciliście uwagę, jak trudny w pożyciu jest Piotr?" (Piotr to jeden z dwojga głównych bohaterów) i informuje nas, iż to dlatego, że:
Tak właśnie może – choć wcale nie musi – wyglądać depresja.
Piszę te słowa na podstawie własnych doświadczeń. Przeszedłem w życiu epizod depresyjny, całkowicie nieoczekiwany i w sumie dość lekki, ale dał mi on dużo do myślenia i kazał się porządnie wziąć za siebie. Przeszedłem terapię, zaufałem lekom, zmieniłem wiele rzeczy i przestałem czuć się problemem dla innych. Wniosek, który wyciągnąłem z tej przygody, brzmi tak, że problemem naszych czasów jest nie tylko nadmiar dwutlenku węgla, ale i szarości w sercach.
Mam depresję za zjawisko groźniejsze od covidu, bo na to drugie znalazła się szczepionka. Depresja jest problemem o wiele bardziej ukrytym, często lekceważonym przez otoczenie i trudnym do wyleczenia, ale przecież nie jest to niemożliwe. Jeśli zauważacie u siebie brak radości życia czy motywacji do pracy, o myślach samobójczych nie mówiąc, szukajcie pomocy, szanowni czytelnicy, ale tylko u psychiatrów i terapeutów. Pieski i kotki z memów w internecie z depresji nie wyleczą.
Zabawne jest w tym to, że:
- pomimo podobnych doświadczeń, do głowy by mi nie przyszło, że Piotr może mieć depresję;
- w ogóle nie przyszło mi na myśli, że Piotr jest trudny w pożyciu - uważałem, że jest to sympatyczny człowiek, być może nieco bardziej ekscentryczny, niż przeciętny Polak - ale trudna w pożyciu jest raczej jego partnerka, ta zgorzkniała, wredna harpia z zaburzeniami osobowości, którą - zmuszony do przebywania z nią w jednym pomieszczeniu przez dłuższy czas - pewnie zatłukłbym tłuczkiem do mięsa, a w braku tłuczka, zamordowałbym gołymi rękami (swoją drogą doceniam umiejętność napisania tej postaci nie tylko na tyle plastycznie, ale i - ponownie - na tyle realistycznie, że jestem w stanie podać nazwiska fizycznych jej kopii);
- za to oczywistym było dla mnie, że jest to człowiek co najmniej z zespołem Aspergera, i - co więcej - że w oczywisty sposób autor nie tylko chciał mu tę cechę nadać, ale też usiłował sprawić, abyśmy zdawali sobie z tego sprawę;
- owszem, bohater ten niewątpliwie jest introwertykiem - osoby bardziej ekstrawertyczne mają tendencję, aby mylić introwersję z obniżeniem nastroju i apatią, ale w rzeczywistości nie ma to przecież nic wspólnego z prawdą.
Więc wygląda na to, że oczekiwania autora - pomimo podobnych doświadczeń - zupełnie rozminęły się z moim odbiorem.
W każdym razie, zdecydowanie polecam, zwłaszcza jeśli komuś podchodzi np. ten ww. King - jeśli nic innego, to jest to o tyle ciekawe doświadczenie, że p. Mortka zademonstrował, jak by wyglądała proza Kinga, gdyby akcję osadzić w Polsce. Moim zdaniem z niemałą korzyścią.
