To się czyta

Książka, kino, teatr, muzyka, telewizja...
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ballordo
Posty: 1047
Rejestracja: 15-02-2021 17:45:20
Lokalizacja: kraina lodu

Re: To się czyta

Post: # 216655Post Ballordo »

uzytkownik_konta pisze: 30-07-2025 19:46:51 Nie no, to też absurdalne podejście i KATEGORYCZNIE się nie zgadzam; uważam, że takie stanowisko nie świadczy o niczym innym, jak o bardzo głębokiej ignorancji - gimnazjalista właśnie odkrył, że jest dobry z matematyki, ale nie radzi sobie z polskim, więc wymyśla dziecinną racjonalizację, nie zważając na to, że tak naprawdę gówno wie i o polskim, i o matematyce.

Nie każda wypowiedź na temat mieszczący się w sferze humanistyki jest wartościująca. Czy naprawdę sądzisz, że jedyne, co można powiedzieć na temat np. prozy Żeromskiego, architektury renesansowej albo poglądów Freuda, to że są dobre albo niedobre, wartościowe albo bezwartościowe? Jeśli mówimy o funkcjach jakiejkolwiek dyscypliny naukowej, mówimy o deskrypcji, eksplanacji i predykcji - czyli o opisie, wyjaśnianiu i przewidywaniu ("Jeśli A i B, to C"). Tymczasem "Jest dobre albo niedobre" to sfera normatywna, która w zasadzie się w tym w ogóle nie mieści (chyba że tylko z zastrzeżeniem "Jeśli chciałbyś osiągnąć efekt A, to powinieneś zrobić B").
Przechodzę obecnie głęboki kryzys wiary w jakiekolwiek autorytety. Mój światopogląd naukowy też się ostatnio chwieje. Może podtrzymam moje przekonania, może nie, nie wiem. Na razie nie chce mi się zaglądać do książek. Interesować się opisami i interpretacjami ekspertów. Ratują mnie jeszcze jakieś podcasty, ale i tak nie wiem co się ze mną dzieje od jakiegoś czasu. Zamiast żyć abstrakcjami, jak zawsze czyniłem, bardziej zaczyna mnie interesować ten zwyczajny, realny świat, dostrzegany i przeżywany za pomocą naszych zmysłów. A do tego nie potrzeba np. nauk humanistycznych. Większość ludzi doskonale się bez tego obywa.

Dlatego napisałem co napisałem. Nie chodziło mi o sferę normatywną, czy jakąkolwiek inną, tylko ogólnie - czy uprawianie pewnych nauk ma sens, skoro niewiele wnoszą do życia, poza zabijaniem czasu nerdów, którzy się tym interesują.
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6433
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: To się czyta

Post: # 216686Post uzytkownik_konta »

Ballordo pisze: 01-08-2025 15:04:13Większość ludzi doskonale się bez tego obywa.
Po pierwsze, tak - pod warunkiem, że w pełni satysfakcjonuje ich "Być głodny, ale zimna skrzynka pusto. Może ja iść z domu, ja zjeść trochę ziemia".
Po drugie, nic dziwnego, że odczuwasz taką utratę zainteresowania, jeżeli dosłownie żyłeś abstrakcjami, tzn. postrzegałeś naukę jako teoretyczną i oderwaną od codziennego życia. Podobnie, jak nasze codzienne życie nie byłoby możliwe bez tysiącleci rozwoju, który doprowadził nauki ścisłe do dzisiejszego poziomu - tak samo nasze codzienne życie zupełnie by nie wyglądało tak, jak wygląda, bez analogicznego okresu rozwoju tego, co dzisiaj nazywamy naukami humanistycznymi. Zastanów się przez moment - przecież funkcjonowalibyśmy np. estetycznie na poziomie pierwszych wytworów człowieka, a więc jakichś malowideł w jaskiniach. Zupełnie niesłuszne jest też postrzeganie nauk humanistycznych jako takich, które nie kształtują nauk ścisłych czy społecznych - ich przenikanie się jest oczywiste i powszechnie znane.
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6433
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: To się czyta

Post: # 216704Post uzytkownik_konta »

S. Twardoch, "Król", czyta M. Stuhr, Wydawnictwo Literackie - Audioteka, 14 godz. 5 min.

Jezus Maria, dlaczego nikt mi nie powiedział, że to takie dobre. Moja babcia to kiedyś czytała - leżało u niej na stole, podniosłem, przeczytałem co napisali z tyłu okładki - uznałem, że to o jakichś bokserach, więc pewnie mało ciekawe. Ostatnio przeglądałem sobie Audiotekę i zobaczyłem, że w moim pakiecie jest za darmo i że czyta Stuhr. Nigdy nie słyszałem książki przez niego czytanej, więc włączyłem z ciekawości. Od razu zatrzymało moją uwagę stylem, a treść jest bynajmniej nie gorsza. Owszem, główny bohater i jeden z antagonistów są bokserami, ale przede wszystkim to powieść gangsterska / apaszowska, przywodząca na myśl "Złego" Tyrmanda, czy - pod pewnymi względami - Dołęgę-Mostowicza (mam wręcz wrażenie, że Jakub Szapiro został zainspirowany Winklerem z "Prokurator Alicji Horn"). Różnica polega na tym, że "Złego" uważam za zbyt cukierkową, zbyt operetkową fabułę, podczas gdy "Król" dokładnie w takim stopniu nawiązuje do klisz noir, aby miejscami było to urocze, ale nadal wiarygodne (i zrównoważone obrzydliwością). Co więcej, Dołęga-Mostowicz i Tyrmand w "Złym" byli, moim zdaniem, zbyt "apolityczni" - u nich co najwyżej państwo było jakimś monolitem, który stanowił element wewnętrznie statyczny, który co najwyżej może egzekwować utrwalone prawo - u Twardocha odnosi się wręcz wrażenie, że w świecie przedstawionym istnieje dwuwładza, gdzie mafie i państwo to dwie etycznie równe sobie grupy, funkcjonujące równolegle i powiązane polityką właśnie. Do tego, jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, czysto estetycznie dużym atutem jest osadzenie akcji bardzo mocno w kulturze II RP, z kulturą żydowską na czele.

Urzekła mnie też swoista szkatułkowa budowa tej powieści...
Spoiler
...ale w bardzo specyficznym sensie - zabieg polega na tym, że - jak się po pewnym czasie dowiadujemy - narrator ma demencję starczą, czy też jakąś podobną przypadłość, i wszystko miesza, przeinacza, nie wie do końca kim jest - początkowo opowiada jako Bernsztajn - nastolatek, którego pod swoje skrzydła bierze gangster Szapiro; dopiero później dowiadujemy się, że prawdziwy Bernsztajn nigdy pod protekcję Szapira nie trafił, lecz skończył w rynsztoku, po czym zginął. Później okazuje się do tego, że wyobrażenie Szapiro o swoich losach mających miejsce w końcowej części powieści zupełnie rozminęło się z rzeczywistością. To był ryzykowny manewr, bo Twardoch łatwo mógł wpaść w pułapkę w postaci dziecinnego "...ale to był tylko sen". Nie zrobił tego, bo poszczególne wersje historii, mimo że się różnią, są ze sobą na tyle zbieżne, że ujawnianie kolejnych konfabulacji narratora nie przekreśla istoty. Doceniam zręczność, z jaką sprawił, aby nawet usunięcie Bernsztajna z "prawdziwej" wersji początkowej części historii - jako, że był głównie biernym świadkiem - nie przekreśliło żadnego istotnego dla fabuły epizodu. Wreszcie, jestem też pod wrażeniem stosowania przez Twardocha "strzelby Czechowa", z braku lepszego określenia - tutaj w postaci drobnych nieścisłości, które później są nam wyjaśniane demencją narratora właśnie. To np. fakt, że Bernsztajn zna myśli Szapiro i zdarzenia z jego udziałem, przy których nie był obecny; a to ten Lochheed Electra pod sufitem; a to zapis na dyktafonie, który w początkowej części powieści powstaje z udziałem Bernsztajna, a pod koniec jest odtwarzany - i okazuje się, że głosu Bernsztajna tam nie ma. Doskonałe.

Przy czym, tak w ogóle, zaskakujące jest to, że do momentu, gdy dowiadujemy się, że to Szapiro mówi - wydawało się, że to będzie powieść o dorastaniu - inicjacji w szerokim rozumieniu. Człowiek kiwa głową ze zrozumieniem, a tu się nagle okazuje, że Twardoch temat ten opuszcza wraz z postacią Bernsztajna.
Toż to jest absolutnie światowy poziom.

Obrazek
Awatar użytkownika
Achim
Posty: 1492
Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
Lokalizacja: Wrocław

Re: To się czyta

Post: # 216707Post Achim »

Tak, to jest świetne !
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
Awatar użytkownika
marcin
Posty: 15891
Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
Lokalizacja: PL

Re: To się czyta

Post: # 216708Post marcin »

Też mi się podobało.
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6433
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: To się czyta

Post: # 216714Post uzytkownik_konta »

O właśnie, zapomniałbym. Jak wspomniałem, to jest mocno osadzone w kulturze mniejszości żydowskiej w Polsce tamtego okresu. Jest bardzo dużo o stronnictwach żydowskich, organizacjach żydowskich, alijach, położeniu tych migrantów, troszkę o wojnach izraelsko-arabskich, kibucach itd. Autor oczekuje od czytelnika, że będzie się w tym orientował - nie dokonuje w tym temacie w zasadzie żadnych większych ekspozycji poza wydarzeniami stanowiącymi fabułę powieści. Jednocześnie, osadzenie akcji w tych właśnie realiach i powiązanie tychże wydarzeń ujętych w fabule z sytuacją społeczną, społeczno-polityczną i społeczno-gospodarczą mniejszości żydowskiej - również jej zaangażowaniem i w nacjonalizm, i w socjalizm - uważam za bardzo atrakcyjne estetycznie i bardzo dobrze zrobione pod kątem fabularnym. Jeśli więc mogę zasugerować, jeśli ktoś zamierza brać się za "Króla", niech najpierw przynajmniej pobieżnie zapozna się z historią syjonizmu i osadnictwa na terenach dzisiejszego Izraela od końca XIX w. do, powiedzmy, lat 50. Czysto przypadkiem na studiach trafiłem na kurs historii Izraela, który w praktyce w połowie był historią syjonizmu - pozwala to docenić, że Twardoch naprawdę porządnie zapoznał się z realiami i doskonale je oddał. Nie sądzę, żeby trzeba było czytać całe książki, aby to zauważyć - wtedy, na studiach, rolę naszego podręcznika, z tego co pamiętał, pełniła m.in. książka: J. Tomaszewski, A. Chojnowski, "Izrael", Warszawa 2001; sądzę natomiast, że aby w pełni docenić ten aspekt "Króla", wystarczy np. zapoznać się z wczesną historią Izraela i osadnictwa żydowskiego, a co do polskiej sytuacji wewnętrznej - np. dostępny tutaj rozdział "Żydzi w strukturach społeczeństwa obywatelskiego: Polska w XX wieku" (s. 50) i "Sytuacja Żydów w Polsce przed wybuchem drugiej wojny światowej" (s. 199). Jeśli ktoś by miał niedosyt, ośmielam się zaproponować - oczekując od czytelnika pewnej dozy zdrowego krytycyzmu - "Żydów" Zychowicza (Poznań 2016) - przy czym mam na myśli konkretnie rozdziały stanowiące zbiory wywiadów, a nie te ze zbiorami felietonów Zychowicza.
Awatar użytkownika
Czartogromski
Posty: 6923
Rejestracja: 22-07-2018 10:10:25
Lokalizacja: Kufszynek
Kontakt:

Re: To się czyta

Post: # 216740Post Czartogromski »

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Magdalena Łoniewska: Kiedy nadejdzie burza. - Skarpa Warszawska, 2023.

Obrazek

Kryminał z wątkiem romansowym i publicystyczno-dydaktycznym antyhomofobicznym przesłaniem.

Powieść powstała w latach 2022-2023 - prawdopodobnie jako reakcja autorki (Magdalena Łoniewska - określa się jako osoba LGBT+) na antyLGBTowskie krucjaty PiS-u. Powieść poskładana jest z klocków, które zwyczajowo występują w popularnej literaturze gatunkowej, ale jest to zrobione dość przyzwoicie, zwłaszcza że ostatecznie okazuje się tylko tłem. Do tego liczne przykłady zachowań homfobicznych, których autorki nie niuansują, prawdopodobnie chcąc, by mocniej wybrzmiało przesłanie. Jest to tyle istotne, że książka nie trafi(ła) do odbiorców LGBT; Agnieszka Lingas-Łoniewska jest autorką głównie romansów gangsterskich i zapewne głównie to odbiorczynie takiej literatury powieść przeczytały.

Mimo że to kryminał, najważniejsza okazuje się męsko-męska historia romansowa. Wart uwagi jest jeden, potencjalnie bardzo ciekawy, wątek nabywania gejowskiej (samo)świadomości przez jednego z bohaterów. Świeżo rozwiedziony policjant, niewątpliwy samiec alfa, odkrywa, że jego dusza i ciało w sposób zupełnie mu nieznany zaczynają reagować na widok i obecność przystojnego boksera. W kryminale najważniejsza jest akcja, więc autorki nie zajmują się tym zbyt długo, ale warto odnotować, że pojawiło się coś takiego w literaturze popularnej.
Awatar użytkownika
xyz123
Posty: 466
Rejestracja: 28-07-2024 13:27:37
Lokalizacja: Polska

Re: To się czyta

Post: # 216746Post xyz123 »

uzytkownik_konta pisze: 02-08-2025 00:31:14 S. Twardoch, "Król", czyta M. Stuhr, Wydawnictwo Literackie - Audioteka, 14 godz. 5 min.

Jezus Maria, dlaczego nikt mi nie powiedział, że to takie dobre. Moja babcia to kiedyś czytała - leżało u niej na stole, podniosłem, przeczytałem co napisali z tyłu okładki - uznałem, że to o jakichś bokserach, więc pewnie mało ciekawe. Ostatnio przeglądałem sobie Audiotekę i zobaczyłem, że w moim pakiecie jest za darmo i że czyta Stuhr. Nigdy nie słyszałem książki przez niego czytanej, więc włączyłem z ciekawości. Od razu zatrzymało moją uwagę stylem, a treść jest bynajmniej nie gorsza. Owszem, główny bohater i jeden z antagonistów są bokserami, ale przede wszystkim to powieść gangsterska / apaszowska, przywodząca na myśl "Złego" Tyrmanda, czy - pod pewnymi względami - Dołęgę-Mostowicza (mam wręcz wrażenie, że Jakub Szapiro został zainspirowany Winklerem z "Prokurator Alicji Horn"). Różnica polega na tym, że "Złego" uważam za zbyt cukierkową, zbyt operetkową fabułę, podczas gdy "Król" dokładnie w takim stopniu nawiązuje do klisz noir, aby miejscami było to urocze, ale nadal wiarygodne (i zrównoważone obrzydliwością). Co więcej, Dołęga-Mostowicz i Tyrmand w "Złym" byli, moim zdaniem, zbyt "apolityczni" - u nich co najwyżej państwo było jakimś monolitem, który stanowił element wewnętrznie statyczny, który co najwyżej może egzekwować utrwalone prawo - u Twardocha odnosi się wręcz wrażenie, że w świecie przedstawionym istnieje dwuwładza, gdzie mafie i państwo to dwie etycznie równe sobie grupy, funkcjonujące równolegle i powiązane polityką właśnie. Do tego, jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, czysto estetycznie dużym atutem jest osadzenie akcji bardzo mocno w kulturze II RP, z kulturą żydowską na czele.

Urzekła mnie też swoista szkatułkowa budowa tej powieści...
Spoiler
...ale w bardzo specyficznym sensie - zabieg polega na tym, że - jak się po pewnym czasie dowiadujemy - narrator ma demencję starczą, czy też jakąś podobną przypadłość, i wszystko miesza, przeinacza, nie wie do końca kim jest - początkowo opowiada jako Bernsztajn - nastolatek, którego pod swoje skrzydła bierze gangster Szapiro; dopiero później dowiadujemy się, że prawdziwy Bernsztajn nigdy pod protekcję Szapira nie trafił, lecz skończył w rynsztoku, po czym zginął. Później okazuje się do tego, że wyobrażenie Szapiro o swoich losach mających miejsce w końcowej części powieści zupełnie rozminęło się z rzeczywistością. To był ryzykowny manewr, bo Twardoch łatwo mógł wpaść w pułapkę w postaci dziecinnego "...ale to był tylko sen". Nie zrobił tego, bo poszczególne wersje historii, mimo że się różnią, są ze sobą na tyle zbieżne, że ujawnianie kolejnych konfabulacji narratora nie przekreśla istoty. Doceniam zręczność, z jaką sprawił, aby nawet usunięcie Bernsztajna z "prawdziwej" wersji początkowej części historii - jako, że był głównie biernym świadkiem - nie przekreśliło żadnego istotnego dla fabuły epizodu. Wreszcie, jestem też pod wrażeniem stosowania przez Twardocha "strzelby Czechowa", z braku lepszego określenia - tutaj w postaci drobnych nieścisłości, które później są nam wyjaśniane demencją narratora właśnie. To np. fakt, że Bernsztajn zna myśli Szapiro i zdarzenia z jego udziałem, przy których nie był obecny; a to ten Lochheed Electra pod sufitem; a to zapis na dyktafonie, który w początkowej części powieści powstaje z udziałem Bernsztajna, a pod koniec jest odtwarzany - i okazuje się, że głosu Bernsztajna tam nie ma. Doskonałe.

Przy czym, tak w ogóle, zaskakujące jest to, że do momentu, gdy dowiadujemy się, że to Szapiro mówi - wydawało się, że to będzie powieść o dorastaniu - inicjacji w szerokim rozumieniu. Człowiek kiwa głową ze zrozumieniem, a tu się nagle okazuje, że Twardoch temat ten opuszcza wraz z postacią Bernsztajna.
Toż to jest absolutnie światowy poziom.

Obrazek
CANAL+ nakręcił na podstawie tej książki również świetny serial:
https://www.canalplus.com/pl/seria/krol ... 7642_70026
Awatar użytkownika
Achim
Posty: 1492
Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
Lokalizacja: Wrocław

Re: To się czyta

Post: # 216831Post Achim »

„ Trzy dwory“
O Pannach z Wilka ­ prawdziwych, literackich i filmowych.
Profesor Grażyna Stachówna napisała fascynującą pracę o trzech poziomach „ Panien z Wilka „. Pierwszy poziom to wakacje w roku 1911, które to siedemnastoletni Iwaszkiewicz spędził jako korepetytor braci Świerczyńskich w dworku Byszewy. Drugi poziom to mistrzowskie opowiadanie „ Panny z Wilka”, a trzeci to jego ekranizacja filmowa, dokonana przez Andrzeja Wajdę w 1978 roku z dworku w Radachówce. Opowiadanie Iwaszkiewicza jest więc „ literackim eksperymentem na własnej biografii” , a Autor był obecny przy powstawaniu , a nawet pojawia się na ekranie, w filmie Wajdy. Autorka dokonuje literackiego śledztwa, przytacza badaczy literatury i filmoznawców, ale przede wszystkim z „ Trzech dworów” emanuje Jej własna pasja . Książki nie czyta się tylko jako pozycji z zakresu literaturoznawstwa i filmoznawstwa , to wartka opowieść o uczuciach, namiętnościach twórcy i postaci.
Ta książka przypomina po raz kolejny, że Iwaszkiewicz jest stale obecny w naszym krwiobiegu kulturowym i dalej fantastycznie się Go czyta.

W miesięczniku "Kino" książka prof. Stachówny miała świetną recenzję, w tej nieszczęsnej " Replice" narzekali,że za mało perspektywy queerowej i o homoseksualności Iwaszkiewicza. Kompletna bzdura. Autorka ujmuje także tę perspektywę.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 17582
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: To się czyta

Post: # 216835Post Hebius »

Też to przeczytałem z zainteresowaniem. Miałem jakieś drobne zastrzeżenie w którymś momencie, czy w dwóch, ale teraz już nawet nie pamiętam jakie. Autorka nie odkrywa właściwie niczego nowego, bo wszystko o czym pisze można wyczytać gdzie indziej, ale usystematyzowała te informacje i zgromadziła w jednym miejscu i to jest spory plus tej pracy.
Obrazek
Awatar użytkownika
Czartogromski
Posty: 6923
Rejestracja: 22-07-2018 10:10:25
Lokalizacja: Kufszynek
Kontakt:

Re: To się czyta

Post: # 216842Post Czartogromski »

Obrazek

Marcin Szczygielski: Bajtowe wesety / ilustrował Jacek Ambrożewski. - Dwie Siostry, 2025.

Obrazek

(Albowiem najsamprzód rzekł tedy Buk Marzenka IV C: "Oto jest dysk. Wnijdźcie w niego, rośnijcie i mnóżcie się, i zapełniajcie go".)

Ogólnie zabawne :mrgreen:
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6433
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: To się czyta

Post: # 216846Post uzytkownik_konta »

Przesłuchałem: M. Mortka, "20:32", wyd. Sine Qua Non, czyta F. Kosior, 7 godz. 41 min.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie spodziewałem się niczego specjalnego - pozycja ta jest przez Audiotekę prezentowana jako "bestseller", ale: (a) wiemy wszyscy, że to w dzisiejszych czasach nic nie znaczy; (b) i tak o niej nie słyszałem w żadnym innym źródle; ani (c) nigdy nie słyszałem, aby ktokolwiek mówił coś pozytywnego (lub negatywnego) o tym autorze. Gdzieś się wcześniej spotkałem z tym nazwiskiem - teraz wiem, że jego portfolio wcale nie jest małe; nigdy jednak nic nie czytałem i muszę przyznać, że jego pozostałe teksty na pierwszy rzut oka wyglądają dla mnie cokolwiek odpychająco (mówiąc wprost: wyglądają na fantasy, a ja fantastykę lubię, ale fantasy nie znoszę). Innymi słowy, spodziewałem się, najzwyczajniej na świecie, niskiego poziomu. Ale mam też wielką słabość - i doprawdy nie wiem do końca, dlaczego - do thrillerów czy horrorów, które zaczynają się od tego, że bohater jedzie przez pustkowie (względnie: przybywa do mało uczęszczanego miejsca) i jest Jakoś Dziwnie i Coś Jest Nie Tak™ (dla zobrazowania: np. "Dzieci kukurydzy" albo "Get Out" / "Uciekaj!", 2017). A tutaj blurb (skądinąd lakoniczny) zawierał fragment "O 18:54 Piotr i Irmina wsiadają do samochodu, by wrócić do domu. Pojęcia nie mają, że lada moment znajdą się w samym środku zamieszania, które przetestuje ich odwagę, wiarę w ludzi i zaufanie do zdrowego rozsądku", a i okładka coś takiego sugeruje. Zatem postanowiłem zaryzykować.

Otóż może nie jest to wielka literatura, ale ogólny poziom bynajmniej nie jest też niski - styl jest w zupełności akceptowalny, w zasadzie dobry (autor tylko miejscami szarżuje trochę zbyt poetycko jak na klimat całości - tutaj z jednej strony fizjoterapeutka, Ford Mondeo i "Elo, Miras, stary chuju!", a z drugiej "wrodzony cynizm i zamiłowanie do groteski również rozmywały się w nim niczym zamki z piasku zalane falą" i "Szepty unosiły się wraz z kłąbkami pary niczym duchy"); bohaterowie są bardzo plastyczni i wywołują emocje, zwłaszcza że każdy poznał w życiu ludzi, którzy równie dobrze mogliby stanowić ich pierwowzory; wreszcie, fabuła została skonstruowana w pełni prawidłowo, jest wciągająca i intryguje (choć, jak na mój gust, autor zbyt długo usiłował nas trzymać w napięciu tym, że nie wiemy kto zaatakował, podczas gdy wiemy od początku). Biorąc to wszystko pod uwagę, moim zdaniem jest to poziom porównywalny z Kingiem - przy czym wyjaśniam, że w zasadzie nie uważam, aby King był pisarzem zasługującym na swoją pozycję - tym niemniej, p. Mortka zapewne by się nie obraził za porównanie, jakoby pisał jak taka gwiazda. Sam również nie mogę powiedzieć, abym Kinga z kolei uważał za beztalencie. Zatem, podsumowując, "20:32" zdecydowanie wybija się, i to pod wieloma względami, ponad całą tę pulpę, którą zawalone są regały na stacjach benzynowych i w hipermarketach, a do której mylnie spodziewałem się tę powieść zaklasyfikować.

Swoją drogą, z tymi postaciami - ciekawa sprawa. Autor pisze w posłowiu m.in. "Zwróciliście uwagę, jak trudny w pożyciu jest Piotr?" (Piotr to jeden z dwojga głównych bohaterów) i informuje nas, iż to dlatego, że:
Tak właśnie może – choć wcale nie musi – wyglądać depresja.
Piszę te słowa na podstawie własnych doświadczeń. Przeszedłem w życiu epizod depresyjny, całkowicie nieoczekiwany i  w  sumie dość lekki, ale dał mi on dużo do myślenia i  kazał się porządnie wziąć za siebie. Przeszedłem terapię, zaufałem lekom, zmieniłem wiele rzeczy i  przestałem czuć się problemem dla innych. Wniosek, który wyciągnąłem z tej przygody, brzmi tak, że problemem naszych czasów jest nie tylko nadmiar dwutlenku węgla, ale i szarości w sercach.
Mam depresję za zjawisko groźniejsze od covidu, bo na to drugie znalazła się szczepionka. Depresja jest problemem o wiele bardziej ukrytym, często lekceważonym przez otoczenie i trudnym do wyleczenia, ale przecież nie jest to niemożliwe. Jeśli zauważacie u  siebie brak radości życia czy motywacji do pracy, o  myślach samobójczych nie mówiąc, szukajcie pomocy, szanowni czytelnicy, ale tylko u  psychiatrów i  terapeutów. Pieski i  kotki z  memów w internecie z depresji nie wyleczą.
Zabawne jest w tym to, że:
  • pomimo podobnych doświadczeń, do głowy by mi nie przyszło, że Piotr może mieć depresję;
  • w ogóle nie przyszło mi na myśli, że Piotr jest trudny w pożyciu - uważałem, że jest to sympatyczny człowiek, być może nieco bardziej ekscentryczny, niż przeciętny Polak - ale trudna w pożyciu jest raczej jego partnerka, ta zgorzkniała, wredna harpia z zaburzeniami osobowości, którą - zmuszony do przebywania z nią w jednym pomieszczeniu przez dłuższy czas - pewnie zatłukłbym tłuczkiem do mięsa, a w braku tłuczka, zamordowałbym gołymi rękami (swoją drogą doceniam umiejętność napisania tej postaci nie tylko na tyle plastycznie, ale i - ponownie - na tyle realistycznie, że jestem w stanie podać nazwiska fizycznych jej kopii);
  • za to oczywistym było dla mnie, że jest to człowiek co najmniej z zespołem Aspergera, i - co więcej - że w oczywisty sposób autor nie tylko chciał mu tę cechę nadać, ale też usiłował sprawić, abyśmy zdawali sobie z tego sprawę;
  • owszem, bohater ten niewątpliwie jest introwertykiem - osoby bardziej ekstrawertyczne mają tendencję, aby mylić introwersję z obniżeniem nastroju i apatią, ale w rzeczywistości nie ma to przecież nic wspólnego z prawdą.
Więc wygląda na to, że oczekiwania autora - pomimo podobnych doświadczeń - zupełnie rozminęły się z moim odbiorem.

W każdym razie, zdecydowanie polecam, zwłaszcza jeśli komuś podchodzi np. ten ww. King - jeśli nic innego, to jest to o tyle ciekawe doświadczenie, że p. Mortka zademonstrował, jak by wyglądała proza Kinga, gdyby akcję osadzić w Polsce. Moim zdaniem z niemałą korzyścią.

Obrazek
Awatar użytkownika
marcin
Posty: 15891
Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
Lokalizacja: PL

Re: To się czyta

Post: # 216848Post marcin »

Ooo to była z jednych moich lektur urlopowych, z tym że czytałem, nie słuchałem, i wrażenia z powieści mam jak najbardziej na plus.
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6433
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: To się czyta

Post: # 216849Post uzytkownik_konta »

A jak na to trafiłeś?
Awatar użytkownika
marcin
Posty: 15891
Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
Lokalizacja: PL

Re: To się czyta

Post: # 216851Post marcin »

Zwykle przed jakimś dłuższym wyjazdem wchodzę na strony wydawnictw które znam i patrze co tam ostatnio nowego opublikowali i zaciekawiło mnie.
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6433
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: To się czyta

Post: # 216852Post uzytkownik_konta »

A dlaczego cię zaciekawiło?
Awatar użytkownika
marcin
Posty: 15891
Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
Lokalizacja: PL

Re: To się czyta

Post: # 216853Post marcin »

Okładka i tytuł zaintrygowały, przeczytałem początek i uznałem że będzie dobre na urlop, słusznie jak się okazało
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Awatar użytkownika
Czartogromski
Posty: 6923
Rejestracja: 22-07-2018 10:10:25
Lokalizacja: Kufszynek
Kontakt:

Re: To się czyta

Post: # 217068Post Czartogromski »

Czartogromski pisze: 27-08-2024 12:40:27 Gejowskie Young Adult w czytaniu - cd.

Obrazek
Marcel Moss: Mój ostatni miesiąc. - Wydawnictwo Filia, 2022.

Z zasady nie czytam powieści, których akcja dzieje się w szpitalu, hospicjum, dotyczy jakiejś choroby albo której bohater przez 300 stron umiera. Tu jednak pomyliłem książki, a ta zaczyna się dość niewinnie, więc się nie zorientowałem początkowo, skutkiem czego zaliczyłem cały bardzo fachowo* napisany gejowski wyciskacz łez. Dodam informacyjnie, że na bohaterów spadają chyba wszystkie możliwe plagi egipskie.
Warto docenić wątek nabywania przez bohatera gejowskiej samoświadomości (plus stosowny przekaz dydaktyczny).
Mamy też w książce postać przyjaciółki geja, która (co chyba nietypowe?) przez moment jest nawet dziewczyną geja.
Przy okazji uwaga ogólniejsza: postać przyjaciółki geja dość licznie występuję w gejowskiej literaturze. Zrozumiałe: bardzo ułatwia prowadzenie akcji - zdejmuje z bohatera/narratora obowiązek powiedzenia wielu rzeczy, etc.

I teraz pytanie-dygresja: czy waszym zdaniem przyjaciółka geja to tylko figura literacka, czy też zaobserwowaliście występowanie jej w rzeczywistości?

*Autor ma na koncie wiele kryminałów, co wydaje się dobrą szkołą warsztatu.
Awatar użytkownika
marcin
Posty: 15891
Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
Lokalizacja: PL

Re: To się czyta

Post: # 217083Post marcin »

Czytam Świat Kolei 3/2025. Tak, mam opóźnienie ale idę po kolei :P

Obrazek
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
Awatar użytkownika
Czartogromski
Posty: 6923
Rejestracja: 22-07-2018 10:10:25
Lokalizacja: Kufszynek
Kontakt:

Re: To się czyta

Post: # 217092Post Czartogromski »

Rozczulający jest dizajn tego magazynu :D
Ale ja nie o tym: czytam coś innego, niż wrzuciło mi się powyżej, to skutek pewnych eksperymentów, które pewnie zakończyły się kliknięciem nieodpowiednim :oops: i się zacytowało.
ODPOWIEDZ